Trzeciego czerwca tego roku w Tampa na Florydzie sędzia Mark Pizzo odczytał orzeczenie kończące dwuletnią sądową batalię. Jego konkluzja brzmiała tak: „Dwieście lat minęło, od kiedy »La Mercedes « wyleciała w powietrze. Jej szczątki oraz szczątki tych, którzy poszli razem za nią na dno tamtego fatalnego dnia, spoczywały w spokoju przez dwa wieki. Do niedawna. Prawo międzynarodowe szanuje ich pamięć oraz starania Hiszpanii o dochowanie tej pamięci. Sąd pozostaje wierny tym zasadom i szacunkowi należnemu ludziom różnych narodów. Dlatego w sprawie »La Mercedes « przyznaje rację Hiszpanii i odrzuca roszczenia Odyssey”.
Sędzia powołał się na prawo międzynarodowe, które chroni zatopione okręty wraz z ładunkiem jako majątek suwerennych państw. W Hiszpanii wiwatowano. Rząd, eksperci i media gratulowali sobie wyroku. Za to w
USA cios odczuto boleśnie. Następnego dnia wartość akcji poszukującej morskich skarbów firmy Odyssey Marine Exploration notowanej na NASDAQ spadła o 67 procent.
Oprócz pamięci ofiar, relikwii narodowego dziedzictwa i archeologicznej wartości znaleziska jest się bowiem o co bić także w kategoriach policzalnych: ponad 600 tysięcy srebrnych i złotych monet, sztab i innych kosztowności, które razem ważą 17 ton i warte są może nawet pół miliarda dolarów. To jak dotąd największy podmorski skarb, jaki udało się odzyskać. Na dnie leży jeszcze ponad 300 tysięcy monet, bo ze skrupulatnej hiszpańskiej dokumentacji wynika, że "Nuestra Senora de las Mercedes" wiozła ich aż 900 tysięcy.
Dwa lata w sądzie Bitwa prawna Hiszpanii przeciw Odyssey rozpoczęła się na wiosnę 2007 roku, 203 lata po bitwie morskiej, która pogrzebała "La Mercedes" na dnie morza. Rok wcześniej Odyssey poprosiła ministerstwo kultury Hiszpanii o zezwolenie na zbadanie wraków leżących na dnie hiszpańskich wód terytorialnych oraz na wydobycie ewentualnych znalezisk. Firma zgody nie dostała, więc zabrała się do eksploracji potajemnie.
Wiosną 2007 roku hiszpańska marynarka wojenna zaczęła się niepokoić, gdy spostrzegła, że statek "Odyssey Explorer" - słynny już na świecie łowczy morskich skarbów - tygodniami tkwi w brytyjskim porcie Gibraltar. Oficjalnie czekał tam na wydobycie wraku brytyjskiego okrętu "Sussex", który zatonął w 1964 roku. Ale "Explorer" wypuszczał się poza wody hiszpańskie, dalej na zachód w kierunku Portugalii i wracał. Wokół niego, póki był w granicach hiszpańskich wód terytorialnych, krążyły patrole hiszpańskie, ale dalej formalnie kontrolować czy ścigać go nie mogły.
W rejonie Gibraltaru z powodu strategicznego połączenia Morza Środziemnego z Atlantykiem, wielowiekowej rywalizacji potęg morskich oraz zmiennej pogody na dnie leży kilkaset okrętów i statków z różnych epok i różnych bander. "Nuestra Senora de las Mercedes" była sławnym okrętem, a jego zatopienie przez Anglików doprowadziło do wojny i bitwy morskiej pod Trafalgarem. Hiszpanie zaczęli podejrzewać, że Amerykanie pod ich nosem wyciągają z niej skarb.
Tak też było. 9 kwietnia 2007 roku w sądzie w Tampa na Florydzie firma Odyssey zgłasza podmorskie znalezisko, do którego nikt dotąd nie wysunął roszczeń. Powiadamia sąd, że eksploruje wrak zatopiony na głębokości 1100 metrów, 100 mil morskich na zachód od Gibraltaru, na wodach międzynarodowych. Nie ujawnia jednak, o jaki wrak chodzi. W tym samym czasie na dnie morza pracuje już jej zdalnie sterowany i ultranowoczesny robot Zeus. Waży ponad sześć ton, a jego ramiona pracują z dokładnością i delikatnością ręki chirurga. Odyssey udaje się stopniowo przerzucić skarby statkiem do Gibraltaru.
W maju na lotnisku w Gibraltarze ląduje wyczarterowany przez Odyssey transportowy boeing 757, który szybko odlatuje do Nowego Jorku. Odyssey ogłasza, że toku operacji "Black Swan" ("Czarny Łabędź") wydobyła skarb składający się z prawie 600 tysięcy złotych i srebrnych monet. - Nasze badania wskazują, że w tych okolicach przepadło wiele okrętów z czasów kolonialnych, więc musimy być ostrożni z oceną, do kogo należał wrak - ogłasza jeden z szefów Odyssey John Morris.
To kłamstwo. Zarówno Odyssey, jak i Hiszpanie są pewni, że chodzi o "Nuestra Senora de las Mercedes". W sądzie w Tampa Hiszpanie stają do walki. Chcą wykazać, że "La Mercedes", która była wówczas hiszpańskim okrętem wojennym, i jej wrak wraz z całą zawartością stanowi własność dzisiejszej Hiszpanii. Mają kompletną dokumentację jej budowy w 1798 r. w Hawanie, służby w hiszpańskiej Armadzie, a także ładunku, składu załogi oraz przebiegu zdarzeń 5 października 1804 roku. Po ich stronie jest nie tylko międzynarodowe prawo morskie, ale i precedens prawny, tym cenniejszy, że orzeczony w USA. W 2000 roku sąd w Wirginii wydał Hiszpanii wraki dwóch okrętów - "La Galga de Andaluc~a" i "El Juno" - wydobyte wcześniej u wybrzeży USA przez inną firmę szukającą podwodnych skarbów.
Hiszpanie wykazali, że Amerykanie ukrywali początkowo, iż łup pochodził z hiszpańskiego okrętu. Sędzia Pizzo nie miał wątpliwości. W obszernym orzeczeniu przytoczył listę przewożonych ładunków i zwrócił uwagę na 17 armat okrętu, których wygląd, kaliber i konstrukcja - widoczne dzięki zdjęciom
wideo zrobionym przez robota firmy Odyssey - nie pozostawiały wątpliwości, że chodzi o wyposażenie "La Mercedes".
Odyssey zmieniła wówczas taktykę. Zaczęła dowodzić, że okręt nie płynął z misją wojskową, lecz handlową, wiózł dobytek prywatnych kupców i tylko ich spadkobiercy mogą domagać się odszkodowania. Szefowie firmy zaoferowali potencjalnym spadkobiercom 10 procent wartości znaleziska. Ale Hiszpanie obalili i ten argument. Wykazali, że "La Mercedes" była okrętem wojennym płynącym pod banderą Hiszpanii w konwoju z
Peru przez Montevideo do Kadyksu, wiozła majątek Korony Hiszpańskiej oraz 130 prywatnych kupców, których pełną listę wraz z zafrachtowanym przez nich dobytkiem przedstawili. Dowiedli też, że w 1869 roku rząd Hiszpanii wypłacił odszkodowania spadkobiercom kupców, którzy ponieśli straty bądź zginęli we wraku.
Do sprawy włączyło się niespodziewanie także Peru. Podobnie jak
Hiszpania rząd w Limie wniósł o odrzucenie roszczenia Odyssey do skarbu, ale odmawiał prawa do niego także Hiszpanii. Ponieważ kruszec (srebro i złoto), z którego bite były monety, pochodził ze słynnych kopalń w Potosi w Andach, a mennica była w Limie, Peru uznało, że skarb stanowi dziedzictwo peruwiańskie, a jego wywiezienie do Europy to rabunek dokonany przez potęgę kolonialną.
Także to roszczenie sędzia Pizzo odrzucił. W 1804 roku Peru nie było niepodległe i nie może dochodzić praw do majątku, którego prawnym właścicielem było Królestwo Hiszpanii lub prywatni kupcy.
W sumie sędzia nie tylko przyznał, że Hiszpanie mają prawo do skarbu, ale zakwestionował całą praktykę "dzikiej archeologii bez zasad i granic", na której opierają swoją działalność firmy poszukiwaczy skarbów jak Odyssey, kuszące inwestorów spragnionych krociowych i cudownych zysków. Sędzia odrzucił także powtarzany przez szefa Odyssey Gregga Stemma "liberalny" argument, że jego prywatna firma wyręcza państwa, czyli świadczy skutecznie usługi, których nie są w stanie wykonywać władze państwowe.
Żeby zrobić wrażenie na amerykańskim sędzim, adwokat reprezentujący rząd Hiszpanii James Goold porównał los "La Mercedes" do amerykańskiej bazy wojskowej Pearl Harbor na Hawajach. I hiszpański okręt, i amerykańska baza zostały zaatakowane i zniszczone znienacka zdradzieckim atakiem przez państwo, z którym nie były w stanie wojny. I chyba osiągnął zamierzony efekt.
Bitwa pod Przylądkiem Świętej Marii "La Mercedes" wypłynęła w 1802 roku z galicyjskiego portu El Ferrol do Indii z misją przywiezienia z kolonii należnych Koronie Hiszpańskiej danin i opłat. W marcu 1804 roku okręt zawija do portu Callao pod Limą i ładuje majątek należący do skarbu królewskiego oraz zgromadzony przez 130 prywatnych kupców: monety, kosztowności, a także "skóry lwów i wilków morskich, gwanako, lam, pachnidła". Krótko potem "La Mercedes" wyrusza w drogę powrotną przez przylądek Horn, Montevideo do Kadyksu w eskorcie fregat wojennych "La Clara", "La Medea" i "La Fama" oraz statków handlowych "El Castor", "La Joaquina", "El Astigarraga" i "Las Dos Amigas".
5 października 1804 roku "La Mercedes" płynęła w konwoju czterech okrętów hiszpańskiej marynarki w kierunku Kadyksu. O ósmej rano w pobliżu przylądka Santa Maria naprzeciw portugalskiego miasta Algarve płynąca na czele fregata "La Clara" nadała sygnał, że zbliżają się cztery okręty brytyjskie. Kapitan hiszpańskiej eskadry Jose Bustamante y Guerra powodów do niepokoju nie miał. Hiszpania była wówczas neutralna w wojnie, jaką toczyła napoleońska
Francja i Anglia. Na wszelki wypadek jednak formuje klucz bojowy. Godzinę później do Hiszpanów dociera angielski oficer, żeby zakomunikować w imieniu komandora i brytyjskiego wiceadmirała Grahama Moore'a z pokładu fregaty "Indefatigable", że uprowadza cały konwój do Anglii. Bustamante odmawia poddania się i kiedy szalupa z oficerem odbija od jego okrętu, ze strony Anglików leci pierwszy strzał ostrzegawczy.
„Kiedy tylko oficer wrócił z niezadowalającą odpowiedzią, oddałem ponowny strzał w kierunku dziobu Admirała (okrętu flagowego). Wówczas drugi ich okręt wystrzelił w kierunku »Amphiona «, a Admirał oddał strzał w »Indefatigable «. Dałem znak do walki z bliska, która niezwłocznie rozgorzała z gorliwością i zaciętością zwykłą u angielskich marynarzy. W ciągu dziesięciu minut »La Mercedes « wyleciała w powietrze w potężnym wybuchu” - napisał w raporcie do angielskiej admiralicji kapitan Graham Moore.