http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zerówko, pozwól uczyć

Aleksandra Pezda
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-19 11:01

Sześciolatki zostawione w zerówkach nie będą się uczyły pisać i czytać. Niektórzy rodzice przepisują dzieci do pierwszych klas


Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AG
SERWISY


Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Zobacz także:
Minister do "Gazety": Edukacja sześciolatków - mądry wybór
"Gazeta" do ministra: Miał być wybór, a wyszła pułapka

Rodzicom sześcioletnich dzieci rząd dał do 2012 r. wybór. Mogą posłać dziecko do szkoły albo zostawić w zerówce - w szkole lub przedszkolu. Rodzice boją się szkoły, masowo więc wybrali zerówki.

Ale MEN wcześniej przygotował program zerówek pomyślany jak dla pięciolatków, a program dla pierwszych klas - tak jakby poszły tam dzieci sześcioletnie. Efekt? Sześciolatki w zerówkach dostaną program dla pięciolatków. A kiedy jako siedmiolatki pójdą do szkół, trafią na program szykowany dla dzieci o rok młodszych.

"Gazeta" napisała wczoraj, że większość rodziców zorientowała się w niefortunnych różnicach programowych dopiero na spotkaniach informacyjnych, już po zapisaniu dziecka do zerówek. Niektórzy teraz zmieniają decyzję. - Koleżanki córki uczyłyby się pisać w klasie obok, a ona nie. Przestraszyłam się, że straci rok - mówiła "Gazecie" Iza Ciołkowska.

- Dla niektórych rodziców posłanie sześciolatka do szkoły na nierówny start z siedmiolatkami to złe rozwiązanie. Dlatego wybrali zerówki. A teraz MEN ich szantażuje: albo się dzieci uczą w pierwszej klasie, albo będziemy ich traktowali poniżej ich możliwość w zerówce - mówi Karolina Elbanowska z Ratujmaluchy.pl.

- Oczekujemy na oficjalny komunikat MEN, że nauczyciel może przekraczać minimum programowe i uczyć bardziej zaawansowane dzieci czytać i pisać. I że kuratorzy nie będą kazali ściągać w takich klasach ze ścian tablic z alfabetem - napisała Maja Majewska-Kokoszka z Forumrodziców.pl.



Rozmowa z Elżbietą Putkiewicz*

Aleksandra Pezda: Rodzice właśnie odkryli się, że jeśli zostawią sześcioletnie dzieci w zerówce, to nie będą się one uczyły czytać ani pisać. Co powinni z tym zrobić?

Elżbieta Putkiewicz: Nie panikować. W Finlandii dzieci zaczynają szkołę w wieku 7 lat i w dodatku nie od razu uczą się pisać. A potem jako 15-latki osiągają najlepsze wyniki wśród krajów OECD. To znaczy, że późniejsza nauka czytania i pisania wcale dzieciom nie szkodzi. Więc apeluję do rodziców - jeśli zapisaliście dziecko do zerówki, nie zmieniajcie decyzji.

Ale u nas będzie dziwnie: część sześciolatków będzie w zerówkach w szkołach. Drzwi w drzwi z rówieśnikami zapisanymi do pierwszych klas, którzy będą się uczyli czytać i pisać.

- No tak, zamiast dobrze przygotowanej reformy wyszedł okropny bałagan. Teraz cała nadzieja w nauczycielach, którzy będą się musieli zdobyć na ogromną elastyczność oraz rozsądek. Wiadomo, że przedszkole oznacza naukę przez zabawę, bez sztywnego uczenia w ławkach. Ale z tymi dziećmi, które są gotowe do czytania i pisania, trzeba na to pozwolić.

Nauczyciele się jednak obawiają, że nie wolno im zrobić z dzieckiem więcej, niż nakazuje ministerialna podstawa programowa. A ona kończy się na: "dziecko określa kierunki na kartce papieru, interesuje się czytaniem i pisaniem"...

- To jest dowód braku wzajemnego zrozumienia między reformatorem i nauczycielami. Absolutnie mogą robić więcej! Gdyby MEN im tego zakazał, sama poszłabym protestować. Rozwój dziecka nie przebiega zupełnie przewidywalnie i liniowo. Moja pięcioletnia wnuczka któregoś dnia przyszła i sepleniąc, powiedziała: "Babciu, ja umiem czytać". A wcale w rodzinie jej do tego nie namawialiśmy. Teraz w przedszkolu czyta wierszyki innym dzieciom.

Nauczyciele muszą być gotowi na takie właśnie sytuacje. Dzieciom, które okażą się szybsze, trzeba zorganizować inne zajęcia niż pozostałym. Trzeba jednak pamiętać, że przygotowanie do szkoły to znacznie więcej niż przygotowanie do uczenia się czytania, pisania i matematyki. Zerówka bez nauki liter i cyferek ma i tak bardzo dużo do zrobienia!

MEN powinno przewidzieć okres przejściowy również w programach?

- To oczywiste, że programy są najważniejsze. Sprawa mniejszych sedesów w łazienkach szkolnych jest przecież drugorzędna, chociaż ważna. Szkoda mi tej reformy, bo popierałam jej założenia. Uważam, że trzeba doprowadzić do tego, aby 18-latki kończyli szkołę średnią. Ale od początku optowałam, żeby ją rozpocząć w inny sposób: trzeba było wprowadzić zerówkę lub lepiej "obowiązkową klasę przedszkolną", przygotowawczą dla 5-latków, które po jej ukończeniu poszłyby do pierwszej klasy. Takie rozwiązanie spokojnie przyjęliby rodzice, bo jest naturalne. Uniknęlibyśmy bałaganu i nieporozumień. Niestety, w MEN przestraszyli się rozmów z rodzicami i postanowili rządzić ustawami bez społecznych dyskusji. I tak rodzice się zniechęcili, a reforma się rozmyła.

*Elżbieta Putkiewicz, pedagog z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertka Instytutu Spraw Publicznych



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':