Zobacz także:Minister do "Gazety": Edukacja sześciolatków - mądry wybór Ma rację minister Zbigniew Marciniak, że nie należy lekceważyć edukacji przedszkolnej. Bawiąc się i pracując w grupie, dzieci nabywają sprawności intelektualnych i manualnych, uczą się skupiać uwagę, mają kontakt z kulturą, dbają o zdrowie. To piekielnie ważne, zwłaszcza dla dzieci z uboższych domów, które powinny w przedszkolu wyrównać swe szanse. Temu też służy oswajanie rąk i umysłów z pismem.
Zgoda, nasz tytuł "Zerówka = zero nauki" był przesadny, na zasadzie pars pro toto. Ale przecież spór nie jest o przedszkole. Sam Marciniak pisze: polskie dzieci są gotowe do nauki szkolnej w wieku sześciu lat. I wtedy powinny - zgodnie z założeniami reformy - iść do szkoły.
Powinny, minister ma rację - zwłaszcza gdy nauczyciele i szkoły są przygotowani na ich przyjęcie. Ale nie idą.
Reforma programów nauczania w przedszkolu i szkole weszła w życie, jakby wiek szkolny został obniżony. Ale nie został.
Reformatorzy nie przekonali opinii społecznej, nie przeforsowali "sześciu lat" w parlamencie. Za mało było też czasu na przygotowanie szkół, do tego doszedł kryzys i niezrozumiały brak wsparcia ze strony szefa rządu.
Donald Tusk reformę edukacji zlekceważył lub bał się ją poprzeć.
Reformatorzy znaleźli się w kropce: nowa
szkoła gotowa, tylko dzieciaków nie ma. Wybrnęli, zostawiając wybór rodzicom: posyłać sześciolatka do szkoły czy nie. Rodzice masowo odpowiedzieli: nie posyłamy.
Ale teraz okazuje się, co to za wybór. Nie ma już starych zerówek, w których sześciolatki uczyły się m.in. podstaw pisania i czytania. Zniknęło nawet pojęcie zerówki, bo to ma być przygotowanie przedszkolne, a nie klasa zero.
Jeżeli rodzice nie chcą posyłać sześciolatka do I klasy, skazują go na edukację poniżej jego możliwości. Krzywda się dziecku nie stanie, ale rodzice mają prawo uznać, że
MEN zastawił na nich pułapkę: oczywiście, możecie wybrać, co uważacie za słuszne, ale innego miejsca dla waszego dziecka niż I klasa faktycznie nie ma.
Wiem, że to nie był fortel reformatorów, raczej pośpiech i brak wyobraźni, ale co to ludziom zmienia?
Mądra i potrzebna reforma ma nas przybliżyć do Polski 2030. Ale w taki sposób do modernizacji się ludzi nie zachęci.