http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Z sześciolatkami miał być wybór, a wyszła pułapka

Piotr Pacewicz
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-19 01:23

Reforma programów nauczania w przedszkolu i szkole weszła w życie, jakby wiek szkolny został obniżony. Ale nie został

Piotr Pacewicz
fot.
Piotr Pacewicz
SERWISY
Zobacz także:
Minister do "Gazety": Edukacja sześciolatków - mądry wybór

Ma rację minister Zbigniew Marciniak, że nie należy lekceważyć edukacji przedszkolnej. Bawiąc się i pracując w grupie, dzieci nabywają sprawności intelektualnych i manualnych, uczą się skupiać uwagę, mają kontakt z kulturą, dbają o zdrowie. To piekielnie ważne, zwłaszcza dla dzieci z uboższych domów, które powinny w przedszkolu wyrównać swe szanse. Temu też służy oswajanie rąk i umysłów z pismem.

Zgoda, nasz tytuł "Zerówka = zero nauki" był przesadny, na zasadzie pars pro toto. Ale przecież spór nie jest o przedszkole. Sam Marciniak pisze: polskie dzieci są gotowe do nauki szkolnej w wieku sześciu lat. I wtedy powinny - zgodnie z założeniami reformy - iść do szkoły.

Powinny, minister ma rację - zwłaszcza gdy nauczyciele i szkoły są przygotowani na ich przyjęcie. Ale nie idą.

Reforma programów nauczania w przedszkolu i szkole weszła w życie, jakby wiek szkolny został obniżony. Ale nie został.

Reformatorzy nie przekonali opinii społecznej, nie przeforsowali "sześciu lat" w parlamencie. Za mało było też czasu na przygotowanie szkół, do tego doszedł kryzys i niezrozumiały brak wsparcia ze strony szefa rządu. Donald Tusk reformę edukacji zlekceważył lub bał się ją poprzeć.

Reformatorzy znaleźli się w kropce: nowa szkoła gotowa, tylko dzieciaków nie ma. Wybrnęli, zostawiając wybór rodzicom: posyłać sześciolatka do szkoły czy nie. Rodzice masowo odpowiedzieli: nie posyłamy.

Ale teraz okazuje się, co to za wybór. Nie ma już starych zerówek, w których sześciolatki uczyły się m.in. podstaw pisania i czytania. Zniknęło nawet pojęcie zerówki, bo to ma być przygotowanie przedszkolne, a nie klasa zero.

Jeżeli rodzice nie chcą posyłać sześciolatka do I klasy, skazują go na edukację poniżej jego możliwości. Krzywda się dziecku nie stanie, ale rodzice mają prawo uznać, że MEN zastawił na nich pułapkę: oczywiście, możecie wybrać, co uważacie za słuszne, ale innego miejsca dla waszego dziecka niż I klasa faktycznie nie ma.

Wiem, że to nie był fortel reformatorów, raczej pośpiech i brak wyobraźni, ale co to ludziom zmienia?

Mądra i potrzebna reforma ma nas przybliżyć do Polski 2030. Ale w taki sposób do modernizacji się ludzi nie zachęci.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':