Gimnazjalistka: Moi koledzy pewnie się ze mną nie zgodzą, ale narzekam na to, że mamy zbyt mało lekcji biologii. Jedna godzina w tygodniu to stanowczo za mało.
Emerytka (nie lubi narzekać): - Denerwują mnie ludzie, którym wciąż się coś nie podoba. Chodzę na
uniwersytet trzeciego wieku, kiedy ktoś zaczyna kręcić nosem, że wykład jest nudny, odpowiadam: proszę nie marudzić, zawsze można wyjść.
Fotografka, właśnie zakłada własną firmę: - Oburza mnie, że zamknęli sklepik rybny w Gdańsku-Wrzeszczu. Pewnie będzie tam bank.
Biznesmen: - Jak można wybudować porządną drogę tylko do połowy, tak jak zrobili z ulicą Słowackiego! Przejazd przez miasto to zgroza.
Konserwator zabytków (42 lata): - Narzekałam przed czterdziestką na kryzys wieku średniego. W tej chwili zaakceptowałam swój wiek i doskwiera mi tylko brak czasu.
Inżynier po Politechnice Gdańskiej, śpiewający tenorem: - Brak dalekowzroczności urbanistów - to mnie doprowadza do pasji. Budują z naruszeniem sztuki urbanistycznej i prawa.
20 czerwca mieszkańcy Gdańska zbiorą się na Starym Mieście, pod pomnikiem Heweliusza, żeby publicznie odśpiewać swoje narzekania. W razie niesprzyjającej pogody przeniosą się do sąsiedniej galerii handlowej.
W Gdańsku nie lubią się żalić Ludzie, którzy zebrali się w zabytkowej Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego w Gdańsku, mają zamknięte oczy. Starają się wykonać karkołomne zadanie: nogą wystukują rytm i jednocześnie, w innym tempie, wyklaskują melodię, którą przed chwilą śpiewali. Dyrygent nie jest zachwycony, każe powtarzać. Mężczyzna z bródką z tylnego rzędu nie może ukryć poirytowania: - Przecież wiadomo, że ćwierćnutę z kropką trzeba dłużej ciągnąć!
Chórzyści przerywają klaskanie i tupanie.
- Panie Józefie, nie wszyscy znają nuty - łagodzi Cezary Paciorek, dyrygent.
Józef Możdżer (ten, którego irytują miejscy planiści; prywatnie ojciec Leszka, znanego polskiego pianisty i kompozytora) śpiewa w amatorskich chórach od kilkudziesięciu lat. Wie, że
muzyka ma różne funkcje, ale dąży do wysokiego poziomu wykonania.
Tymczasem na sali oprócz chórzystów i melomanów są kompletni amatorzy. Bo takie jest założenie chóru narzekań. Co więcej, przed premierowym występem odbędą się tylko cztery próby. - To rodzaj happeningu, podczas którego mieszkańcy odśpiewają pieśń złożoną z narzekań - tłumaczy Magdalena Zakrzewska-Duda z Nadbałtyckiego Centrum Kultury, organizatora występu chóru narzekań w Gdańsku. - Pieśń powstała na podstawie skarg przysłanych nam przez gdańszczan. Zachęcaliśmy do wysyłania e-maili z żalami przez ostatnie kilka tygodni. Tutaj muszę sama ponarzekać - konkretnych narzekań wpłynęło zaledwie kilkadziesiąt. Może ludzie wstydzą się publicznie uskarżać?
Finowie skarżą się równocześnie Na pomysł stworzenia chóru narzekań wpadli w 2005 roku Finka i Niemiec. Tellervo Kalleinen i Oliver Kochta-Kalleinen stwierdzili, że warto wykorzystać ogromną energię, którą ludzie zużywają na narzekania. W języku fińskim jest wyrażenie "valituskuoro" oznaczające dużą grupę ludzi, którzy równocześnie na coś się skarżą. Artyści postanowili zorganizować prawdziwy chór narzekań.
Rozesłali projekt do różnych miejsc, wychodząc z założenia, że narzekanie ma zasięg ogólnoświatowy. Jako pierwsi pomysł podchwycili artyści z Birmingham, swe skargi odśpiewało
18 mieszkańców. Tellervo i Oliver zostali zaproszeni do zakładania chórów w innych miastach. Pomagali przy organizowaniu występów w Helsinkach, Petersburgu, Hamburgu. Przy ich pomocy swe żale wyśpiewali też uczniowie fińskiej podstawówki w miejscowości Poikkilaakso (narzekali, że szkolny autobus jedzie za wolno i że mają zbyt mało czasu na grę w piłkę).
Propozycji było coraz więcej, dlatego Finowie założyli stronę internetową, na której podają, jak można krok po kroku zorganizować chór narzekań. Radzą, jak namówić ludzi do wspólnego skarżenia się, w jaki sposób zorganizować występ, i przypominają o takich drobiazgach jak zapewnienie śpiewającym posiłku - głodni chórzyści nie będą śpiewali dobrze.
Pani Maria stara się nie marudzić Z torebki Marii Dziedzińkiewicz (63 lata, biała bluzka, apaszka, spodnie trzy czwarte) wysypują się ulotki z programem imprez kulturalnych w Gdańsku. Pani Maria (to ta, która nie lubi narzekać) - emerytowana księgowa i bibliotekarka - nosi ich ze sobą cały plik, żeby rozdawać znajomym. Mnie też wręcza jedną. W tym miesiącu brała już udział w spotkaniu dyskusyjnym w bibliotece, była na koncercie w filharmonii (wejściówkę za 10 zł załatwiła koleżanka) i odwiedziła Bałtycki Festiwal Nauki.