Na dziesięć lat przed swoją śmiercią William S. Burroughs, śmiertelnie uzależniony od pisania, już gruntownie się do niej przygotował, przeglądając egipskie księgi umarłych.
Umarli, ich śmierci, siły fatalne, które do nich doprowadziły, oraz nieoficjalny, trzymany przed nami w tajemnicy przez złe rządy i Kościoły kosmos demonów, które błądzą pomiędzy epokami i bawią się dorobkiem cywilizacji, ze szczególnym uwzględnieniem wieku XX.
Strumień wizji spisywanych na chłodno za pomocą tekstów pociętych na kawałki i poskładanych na nowo bez śladu szwów (to technika, którą autor "Nagiego lunchu" udoskonalił po surrealistach; przyjmijmy, że tu także ją zastosował) ma parę leitmotivów, które spajają narrację pozbawioną konwencjonalnego bohatera.
Po pierwsze, kult zwierząt, zwłaszcza jadowitych, skolopendr, stonóg, skorpionów i węży. Burroughs bawi się swoją wiedzą medyczną (jak pomysłowo ukatrupiać zwierzęcą trucizną) i etnologiczną, a czego nie wie - to tym lepiej - dopisuje z głowy, pastiszując pretensje nauki do opisu świata i ludzkich o nim wyobrażeń. Czyta sny, hipotezy psychologów zestawia na równych prawach z czarną magią, a zapisane w kodeksach poglądy Azteków hybryduje z motywami z największych religii świata.
Po drugie, podskórny, niejawny nurt historii, którego bieg objawia się nielicznym śmiałkom ważącym się podnieść rękę na tabu ich kultury i jej instytucje.
Można czytać tę powieść jak osobliwy wykład, w którym stary wyga Burroughs, ćpun i zabójca, objaśnia labirynt prowadzący do nieśmiertelności. Takie pedagogiczne wrażenie potęguje częste zwracanie się niedookreślonego narratora wprost do czytelnika.
Albo jak okrutnie zabawny żart z nas wszystkich, którzy, odsuwając śmierć w głęboki cień, sami sobie odbieramy dostęp do Zachodniej Krainy.
A ponieważ Burroughs opowiada z detalami m.in. o tym, jak kiepsko kończą ludzie, którzy o cudzej książce pisanej w bólach przez sześć lat potrafią wysmażyć: "niechlujny miszmasz, najwyraźniej wystukany w kilka tygodni", kończę: czytajcie Burroughsa, obywatele.
Źródło: Duży Format