http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polacy atakują w Afganistanie

Marcin Górka
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-19 08:49

Polskie wozy bojowe podczas operacji
Polskie wozy bojowe podczas operacji "Orle pióro"
Fot. PKW Afganistan

Nasi żołnierze wzięli w ostatnich dniach udział po raz pierwszy w wielkiej akcji zaczepnej przeciw talibom. - Wreszcie walczymy - mówią Polacy.

Polskie wozy bojowe podczas operacji
Fot. pkw afganistan
Polskie wozy bojowe podczas operacji "Orle pióro"
SERWISY
Zobacz też: Zachód nie wie, co zrobić z Afganistanem

To była największa dotychczas operacja polskich wojsk w Afganistanie. Efekt: kilkudziesięciu pojmanych talibów, zlikwidowane składy broni i systemy łączności. Straty: cztery uszkodzone pojazdy i trzech lekko rannych.

Ale te straty tak bardzo żołnierzy nie martwią: - Wreszcie uderzyliśmy, bo do tej pory, jak nas zaatakowali na patrolu, to uciekaliśmy. Mam poczucie, że teraz naprawdę chcemy przejąć inicjatywę w tej wojnie - mówi podoficer, który brał udział w akcji.

Operacja Orle Pióro trwała prawie tydzień i była największą, jaką przeprowadziło do tej pory polskie wojsko w Afganistanie. I pierwszą ofensywną czyli taką, która nie było po prostu odpowiedzią na atak. W Orlim Piórze udział wzięło 800 żołnierzy polskich oraz oddziały armii afgańskiej. - Żadnej ucieczki, tylko atak - opowiadają nam polscy oficerowie. - To my obserwowaliśmy przeciwnika, a nie on nas.

- Talibowie śledzą nasze ruchy za dnia, ale w nocy są ślepi. Robiliśmy więc tak: najpierw w teren wysłaliśmy wiele oddziałów, które talibowie widzieli, dopiero w nocy przerzucaliśmy jeden z nich w miejsce, o którym z rozpoznania wiedzieliśmy, że jest tam skład broni albo stacjonuje przeciwnik. A tego się już nie spodziewali, dzięki zaskoczeniu wyłapywaliśmy ich prawie bez oporu - opowiada nasz informator.

Polacy przekazali afgańskiej armii 29 talibów, przejęli karabiny, moździerze i sprzęt do przygotowania min-pułapek oraz materiały wybuchowe. Polacy zniszczyli także pole antenowe w Ghazni. - Stały tam anteny, które służyły talibom w Ghazni do porozumiewania się z pobratymcami w Pakistanie. Informacje o tym polu dostarczył nam wywiad, a śmigłowce szturmowe zniszczyły anteny - mówi polski dowódca.

Równocześnie polska armia rozdała paczki z artykułami higienicznymi, odzieżą i jedzeniem prawie 150 miejscowym rodzinom.

W czasie akcji uszkodzone zostały cztery transportery MRAP. Trzech żołnierzy zostało rannych w wybuchu miny-pułapki pod jednym z tych pojazdów. Jeden doznał urazu kręgosłupa, drugi urazu słuchu. Obaj trafili do amerykańskiego szpitala w Bagramie.

Do tej pory MRAP uchodził za pojazd bardzo bezpieczny, ale w ciągu ostatniego miesiąca w dwóch wybuchach min rannych zostało czterech Polaków. Jeden z nich w ciężkim stanie przebywa w szpitalu w Krakowie.

Jednak w polskiej armii zapanowała niemal euforia. Oficjalnie Dowództwo Operacyjne jest w ocenie operacji ostrożne. - Tak, na pewno była to jedna z największych operacji, faktycznie ofensywna i zakończona pełnym sukcesem - mówi ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik DO.

- Najważniejsze, że to już inna wojna. To wreszcie atakujemy my. I niech tak już zostanie - mówi nam jeden z polskich oficerów.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':