Historia 17-latki z miasteczka Siirt na południowym wschodzie Turcji spokojnie mogłaby posłużyć za scenariusz do horroru. W zeszły piątek dziewczyna, którą tureckie gazety określają jako N.E., umówiła się ze swoim chłopakiem, didżejem miejscowego
radia 56 FM, że wpadnie wieczorem do jego pracy. Przyszła krótko po 21, ale młodzi nie zdążyli nawet się przywitać, bo do
studia wpadli ojciec i bracia dziewczyny, którzy najwyraźniej ją śledzili.
Chłopaka dotkliwie pobili, a 17-latkę wypchnęli przez okno. Cudem przeżyła upadek z szóstego piętra. Spadła na dach sklepu spożywczego, skąd natychmiast zabrało ją pogotowie.
Pod miejscowym szpitalem w Siirt rozegrał się dalszy ciąg dramatu. Kiedy sanitariusze wynosili dziewczynę z karetki, rzucili się na nią inni krewni, którzy czekali już pod budynkiem. Zanim interweniowała ochrona, dziewczyna co najmniej pięć razy została pchnięta nożem.
Została przewieziona do uniwersyteckiego szpitala w stolicy prowincji Diyarbakir, gdzie przeszła wiele operacji. Jest w stanie krytycznym. Pod jej salą przez całą dobę stoi ochrona.
Jej ojciec Sulejman, wuj Abd ar Rahim i dwóch nieletnich krewnych, którzy na krótko zostali zatrzymali, są już na wolności ponieważ trwa wyjaśnianie, czy dziewczyna na pewno została wypchnięta przez okno, czy też może wyskoczyła sama. Aresztowany został tylko brat, 23-letni Abd ar Rahim, i ma postawione zarzuty o zadanie siostrze ciosów nożem.
Zabójstwa honorowe najczęściej zdarzają się w krajach Bliskiego Wschodu, Azji Południowej i w Indiach. Dziewczyny są zabijane za "splamienie honoru" rodziny, czyli najczęściej za seks pozamałżeński.
Zabójstwa honorowe wywodzą się z dawnych tradycji plemiennych, więc nie pomaga potępianie ich przez autorytety religijne islamu. I ciągle istnieje na nie spore przyzwolenie społeczne, a sądy zaniżają kary za takie zbrodnie. Według ONZ co roku ofiarą zabójstw honorowych pada ok. 5 tys. kobiet.
Ankara nie od dziś ma kłopoty z zapewnieniem Turczynkom bezpieczeństwa. W zeszłym tygodniu Europejski Trybunał Praw Człowieka w precedensowym orzeczeniu uznał, że turecki rząd niewystarczająco chroni kobiety, stwarzając warunki "sprzyjające stosowaniu przemocy domowej".
Sprawę do Trybunału w 2002 r. złożyła Nahide Opuz, także z południowo-wschodniego regionu Diyarbakir. Nie dostała ochrony przed katującym ją mężem, który w końcu zabił jej matkę.
Turecki minister sprawiedliwości Sadullah Ergin przyznaje, że ta sprawa świadczy, że "chociaż rząd podjął kroki, żeby walczyć z przemocą w rodzinie, są one wdrażane zbyt wolno".