Dlaczego "Rzeczpospolita" brnie dalej w tą straszną rzecz? Najpierw
opublikowała rysunek Andrzeja Krauzego, na którym pan mówi do kozy: "Jeszcze tylko ci panowie wezmą ślub, a zaraz potem my". W tle urzędnik łączy węzłem małżeńskim dwóch mężczyzn. Środowiska gejowskie oczywiście poczuły się urażone. Ale Maciejowi Rybińskiemu i "Rzepie" fajne i zabawne wydało się kontynuowanie tego Bardzo Śmiesznego Dowcipu. "Szanowny panie redaktorze, z oburzeniem przyjęłam ja sama i całe nasze środowisko rysunek Andrzeja Krauzego na łamach 'Rzeczpospolitej'" -
pisze do redakcji w felietonie Rybińskiego koza Mućka - "Skandalem i podważaniem naszego dobrego imienia jest sugerowanie, że kozy pozostające w związkach partnerskich z mężczyznami mogłyby mieć skłonności homoseksualne. Takie postawienie znaku równości między gejem i kozą świadczy o niewiedzy i złej woli autora. Czołowi seksuolodzy już dawno przesądzili, że stosunki kóz z mężczyznami, a więc związki międzygatunkowe, mają charakter heteroseksualny. Takie związki mają długą, historyczną tradycję, są wspominane w najstarszych źródłach pisanych, łącznie z Biblią. Ich wyszydzanie jest świadectwem barbarzyńskiej ciemnoty i zacofania".
No cóż, żeby nie atakować tylko jednej opcji, ja się zgadzam, że chociażby niektóre dowcipy na temat "mężczyzn mieszkających z matkami" z czasów poprzedniego rządu balansowały na granicy dobrego smaku. Ale na przykład rysunek Marka Raczkowskiego, na którym smutni, zagubieni panowie w średnim wieku w koszmarnych sweterkach demonstrują w obronie swoich praw, tej granicy nie przekracza, jest subtelny, bardzo odlegle sugeruje jakieś seksualne skojarzenia. A "Rzepa" poszła w dosłowność męskiej szatni. Wszyscy powinniśmy poczuć się tym obrażeni.
No i po tym, co napisałam, właściwie nie powinnam przytaczać
mojego ulubionego dziś artykułu z "Faktu", ale nie mogę się powstrzymać. Zwracam Państwu uwagę na język, przypominający styl informacji o burzliwym romansie pewnego byłego premiera. Mam nawet podejrzenie, że jest to tekst z kluczem: "W Żywkowie na Mazurach pani bocianowa porzuciła męża dla młodszego. I bezczelna zamieszkała z kochasiem tuż obok - by zdradzony umierał z zazdrości. O tym już nawet kumkają w stawach i na mokradłach zastraszone żaby, na które całymi latami polowała szczęśliwa do tej pory para. A pomyśleć, że wczesną wiosną nic nie zapowiadało dramatu. Bociania para przyleciała do Żywkowa z odległej Afryki jeszcze w kwietniu. Udało się jej ujść z życiem przed czarnoskórymi tubylcami, dla których bociany są przysmakiem. Pan bocian znalazł gniazdo. Był szczęśliwy, kiedy jego żona zniosła jaja. Był tak przejęty, że pozwalał jej całymi dniami siedzieć na nich w domu, a sam latał i załatwiał różne sprawy - a to jedzenie przyniósł, a to dom naprawił.
Liczył widać, głupi, że ona to doceni. Ale gdzie tam! Wystarczyło, że kilka dni temu na dachu stodoły wylądował młody bociek o prostych, jędrnych, szkarłatnych nogach i takim też dziobie. Pani bocianowa zapomniała o bożym świecie, mężu, jajach... Zamieszkała z młodszym. Na drugim końcu dachu tej samej stodoły. Rogacz jeszcze próbował przegonić konkurenta, ale gdzie mu tam do młodszego?! Teraz drży w swej samotni i myśli, jakby tu przełknąć taką żabę".
Tak, zmiany obyczajowe zachodzą i w świecie zwierząt...
To teraz na poważnie. W "Dzienniku"
prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz spowiada się ze swojej decyzji kandydowania na następną kadencję i wycofania się z przewodnictwa Rady Programowej ugrupowania Polska XXI, które miało być konserwatywną alternatywą dla Platformy. Ponieważ różni komentatorzy zarzucali Dutkiewiczowi, że zawiódł kolegów, oddał sprawę walkowerem, że brak mu politycznej bojowości, postanowił odpowiedzieć. Ale rzeczywiście jedwabnych rękawiczek nie zdejmuje. Piotr Gursztyn bardzo chce Dutkiewicza namówić, żeby powiedział, co myśli o Platformie, która bruździła mu we Wrocławiu, nie pomagając w staraniach miasta do umieszczenia tam siedziby Europejskiego Instytutu Technologicznego i zorganizowania Expo - a to z powodu, że był lokalnym konkurentem dla Grzegorza Schetyny, a to zagrożeniem dla prezydentury Tuska.
A Dutkiewicz mówi tylko tyle: „Absolutnie niedopuszczalną praktyką jest posługiwanie się aparaturą państwową w sprawach doraźnie politycznych. Mam odwagę postawić taki zarzut Platformie. Ale inna rzecz jest jeszcze ważniejsza. Gdy wymienia się projekty wrocławskie, które się nie powiodły ze względu na mój spór z Platformą, to muszę powiedzieć, że tu zbiegły się dwie sprawy. Oczywiście podkładanie nogi i kopanie po kostkach, ale też zwykła nieudolność. Państwo polskie jest bardzo niesprawną instytucją. Nawet gdyby chcieli mi pomóc w sprawach np. Europejskiego Instytutu Technologicznego, to są tak mało sprawni, że nie potrafiliby tego zrobić. Ta diagnoza nie odnosi się wyłącznie do PO. To dotyczy kilku ostatnich rządów, które miałem »przyjemność « obserwować”.
Tylko tyle, bez osobistych wycieczek, nawet o Schetynie ostrożnie, że "nie wie, jak to jest". Może to i polityczna letniość, a może, po prostu, mamy do czynienia z dżentelmenem, który nie będzie rzucał oskarżeń na wiatr i stawiał kropki nad i tam, gdzie jej być nie powinno?
To tak do sztambucha zwolennikom dosłowności.