Nie poznaję Lecha, nie poznaję tego człowieka - powtarzał Donald Tusk, krążąc wzburzony po swoim sopockim domu w dniu, w którym "dowiedział się", że jego dziadek na ochotnika wstąpił do Wehrmachtu. - Jak Lech mógł pozwolić na takie oszczerstwo?
Dogmatyk, nie rozumie praw rynku, chciałby ręcznie sterować państwem - takie zarzuty padały już pod adresem Lecha Kaczyńskiego. Ale nawet przeciwnicy powtarzali: stara się grać fair.
Tym razem przyszło mu to z trudem: za Wehrmacht Lech Kaczyński przeprosił Tuska dopiero po 24 godzinach: - Słowo honoru, że o niczym nie wiedziałem - zapewnił.
Szczegół pierwszy: Lech jest młodszy
Bliźniacy przyszli na świat w Warszawie w czerwcu 1949 r. Jarosław 45 sekund przed Lechem. Ojciec, były żołnierz AK, i matka, kiedyś harcerka Szarych Szeregów, wychowali braci w kulcie Powstania.
W "Dwóch takich, co ukradli księżyc" zagrali w 1961 r.
- Ja grałem Jacka, a Jarek Placka - przypomina z rozrzewnieniem Lech Kaczyński. W gdańskim biurze PiS, gdzie rozmawiamy, przechowuje plakat z filmu. - Niewiele z tego pamiętam. Natomiast jestem wściekły, że zlikwidowano ten kombinat filmowy, gdzie razem graliśmy.
Razem chodzili też do szkół i razem studiowali prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Rozstali się w 1971. Jarosław rozpoczął pracę w Ministerstwie Nauki. Lech przeniósł się do Sopotu - postanowił zrobić doktorat na Uniwersytecie Gdańskim (wtedy jeszcze WSP). Robił go dziesięć lat.
- Bo pochłonęła go praca opozycjonisty - opowiada Bogdan Borusewicz, działacz Komitetu Obrony Robotników i późniejszy organizator strajku w Stoczni Gdańskiej. - Już w lipcu 1977 r. Leszek, tak go nazywaliśmy, żeby odróżnić od Lecha Wałęsy, znalazł się na ubeckiej liście gdańskich dysydentów. Wówczas to była bardzo krótka lista, zaledwie 50 osób.
Borusewicz dowiedział się o Kaczyńskim od znajomych: młody naukowiec przywozi z Warszawy bibułę i rozprowadza na uczelni.
Jak się okazało, Lech ma świetne kontakty z warszawską opozycją, bo jego brat działa w Biurze Interwencji KOR. Zachwycony Borusewicz zaproponował Kaczyńskiemu, by zaczął szkolić robotników z prawa pracy. Szkolenia odbywały się w mieszkaniu Anny Walentynowicz albo u jej teściowej. To z tej grupy samokształceniowej wywodzą się organizatorzy sierpniowych strajków na Wybrzeżu.
Lech Kaczyński stał się dla trójmiejskiej opozycji ważnym kontaktem z warszawskim KOR. Woził bibułę i dokumenty w obie strony. Raz, gdy miał zawieźć do Warszawy wyjątkowo ważne cztery strony maszynopisu, na ewentualność wpadki nauczył się ich na pamięć.
Szczegół drugi: Lech jest bardziej lewicowy
Jakie były motywy przystąpienia Lecha Kaczyńskiego do opozycji?
- Wartości wyniesione z domu, to na pewno. Ale na pierwszym miejscu wymieniłbym tradycję Polskiej Partii Socjalistycznej, tej z czasów Piłsudskiego - uważa Borusewicz.
- Socjalista Kaczyński?!
- Lecha w znacznie większym stopniu niż Jarosława cechuje lewicowa wrażliwość - opowiada Borusewicz. - Tradycją przedwojennego PPS wszyscy wówczas byliśmy zafascynowani. Do tego nawiązywał KOR. Bez tego niemożliwe byłoby zaangażowanie Leszka w beznadziejną w latach 70. sprawę robotniczą. Pamiętam klimat tamtych spotkań, twarze tamtych robotników - i on, drobny, młody inteligent z dobrego domu. Scena jakby żywcem wyjęta z czasów I Proletariatu.
- Socjalizm? - zastanawia się Lech Kaczyński. - To taka etykieta. Nie chcę mówić o sobie "lewicowy". Wolę ująć to tak: brat jest bardziej na prawo ode mnie. Ja do lewicy podchodzę z rezerwą, ale rozumiem, że skoro chcemy stworzyć dużą partię patriotyczną, to musi być w niej miejsce także na takie przekonania.
Szczegół trzeci: Lech bardziej lubi słodkości
Źródło: Gazeta Wyborcza