http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tego w Iranie jeszcze nie było

Ludwika Włodek-Biernat, Teheran
2009-06-16, ostatnia aktualizacja 2009-06-16 09:26

Ludwika Włodek pisze z Teheranu o wczorajszej gigantycznej demonstracji. Nowe szczegóły i co będzie się działo dziś.

Wiec zwolenników Mousawiego w poniedziałek w Teheranie.
Fot. Vahid Salemi AP
Wiec zwolenników Mousawiego w poniedziałek w Teheranie.
Poniedziałkowa demonstracja poparcia dla Mir Hosejna Musawiego zaczęła się bardzo spokojnie. Zbity tłum szedł całą szerokością sześciopasmowej jezdni ciągnącej się od placu Engelob, a nawet podobno od wcześniejszego placu Ferdousi do placu Azadi. To jest prawie 10 kilometrów, więc choć dziś rano gazeta Sedoje Edalat twierdziła, że w pochodzie wzięło udział 200 tysięcy ludzi wydaje się, że liczba miliona, a nawet dwóch podawana przez niezależne źródła internetowe jest bliższa prawdzie.

Na demonstracji obecni byli sam Mir Hosejn Musawi, Mohammad Chatami, jego wypuszczony z aresztu brat Mohammad Reza Chatami oraz dwaj niedawni rywale Musawiego z czasów kampanii wyborczej - kandydat ajatollah Mehdi Karrubi oraz jego prawa ręka Golem Hosejn Karbasczi. Tylko Musawi przemówił do tłumu.

Po siódmej wieczorem siły specjalne zaczęły rozganiać demonstrację. Niezależne irańskie źródła internetowe podały, że była jedna ofiara śmiertelna. Według niektórych doniesień strzelać miały jednostki specjalne, według innych basidżi.

Mimo to protesty trwały do późna w nocy. O 10 wieczorem na bulwarze Waliasr samochody trąbiły, jezdni ą szła demonstracja ponad stu osób otoczona skuterami, których kierowcy trąbili, a pasażerowie wymachiwali zielonymi flagami. Podobne protesty były w innych punktach miasta.

Na dziś zapowiadany jest dalszy ciąg protestów. Wezwał do nich demonstrantów sam Musawi. Na piątą po południu zapowiadany jest wiec na placu Waliasr. Demonstracje od dwóch dni odbywają się także w innych miastach Iranu. Niektóre z nich kończą się tragicznie, jak ta na uniwersytecie w Szirazie, gdzie zginać miały trzy osoby. Uniwersytety zapowiedziały dziś strajk.

Pochodom i manifestacjom towarzysza gorączkowe rozmowy przywódców Iranu. Wczoraj wizytę ajatollahowi Ali Chamenieiemu złożył Mir Hosejn Musawi. Poparł go Ali Akbar Haszemi Rafsandżani, który zwrócił się do najwyższego przywódcy, by zastanowił się i ponownie rozpatrzył wynik wyborów. Chamenei odpowiedział mu, że to leży tylko i wyłącznie w gestii Rady Strażników. Przewodniczący Rady ogłosił, że wszystkie zażalenia kandydaci powinni udokumentować. Jak najszybciej, bo dziś jest ostatni dzień na składanie jakichkolwiek obiekcji co do wyników i przebiegu głosowania.

Coraz częściej zdarzają się różnice zdań pośród przywódców reżimu. Najbardziej spektakularna jest pyskówka między Rafsandżanim a Ahmadineżadem, która ciągnie jeszcze do kampanii wyborczej. Rafsandżani pozwał Ahmadineżada do sądu, za oskarżenia o korupcję w czasie debaty telewizyjnej. Prezydent zaś wyśmiewa poparcie Rafsandżaniego dla Musawiego i publicznie ogłasza, że Rafsandżani kłamie i działa wbrew prawu Republiki Islamskiej. Pikanterii tym zarzutom dodaje fakt, że to właśnie Rafsandżani stoi na czele Rady ds. Zachowania Korzyści Rewolucji, która pilnuje, by przestrzegano w kraju islamskich prawideł. Ważny gest wykonał Laridżani, przewodniczący parlamentu. Domagał się, żeby wyjaśnić sprawę niedzielnego ataku policji na akademik w Teheranie, podczas którego jeden student poniósł śmierć, a 40 został o aresztowanych.

Tymczasem państwowa telewizja zapewnia w kółko jak demokratyczne były wybory. O poniedziałkowej demonstracji w Teheranie, na której było ponad milion (niektóre źródła mówią o dwóch) ludzi, wieczorne wiadomości nie zająknęły się ani słowem. Za to przez 10 minut pokazywano planszę z wynikami wyborów w prowincji Kurdystan. Oczywiście wynika z niej, że zdecydowanie wygrał tam Ahmadineżad. Spikerka informuje, jak gratulacje z całego świata spływają dla Ahmadineżada, a ludzie na ulicach śmieją się, że tylko Hugo Chavez, palestyński Hamas, Irak i prezydent Tadżykistanu winszowali zwycięstwa urzędującemu prezydentowi. Dopiero nadawany po północy serwis angielski wspomniał o poniedziałkowej demonstracji na ulicach Teheranu.

Nie wiadomo, czy masowe protesty wpłyną jakoś na zmian ę reżimu, czy zmianę wyników głosowania. Szanse są raczej znikome. Jedno jest pewne - takiego bałaganu, takich różnic zdań między poszczególnym dostojnikami państwowymi, i to omawianych publicznie, takich demonstracji - w Republice Islamskiej jeszcze nie było.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':