http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ulubieniec ajatollaha Chomeiniego

Mariusz Zawadzki
2009-06-16, ostatnia aktualizacja 2009-06-16 00:18

Mir Hossein Mousavi przemawia do swoich zwolenników
Mir Hossein Mousavi przemawia do swoich zwolenników
Fot. STR AP

W gruncie rzeczy nie ma jednego Mir Husajna Musawiego. Jest ich dwóch. Pierwszego - wrogiego Zachodowi radykała stworzyła rewolucja islamska. Drugi - liberalny i otwarty na świat - pojawił się 30 lat później, gdy w wyborach prezydenckich został głównym przeciwnikiem Mahmuda Ahmadineżada


Fot. STR AP Zwolennicy opozycji
Fot. RAHEB HOMAVANDI REUTERS
Zwolennicy opozycji

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Opowieść trzeba zacząć od pierwszego, którego jego wyborcy, głównie młodzi, chyba zupełnie nie pamiętają.

Premier ajatollaha

Przyszedł na świat w roku 1941 w Tabrizie jako syn azerskiego handlarza herbaty. O jego młodości nie wiemy wiele - studiował architekturę, a potem zaangażował się w działalność spiskową przeciw reżimowi szacha.

Miał szczęście, ponieważ został ulubieńcem przywódcy irańskiej rewolucji z 1979 r., ajatollaha Chomeiniego, i dlatego jego kariera przebiegała w tempie ekspresowym. W 1981 r., choć nie miał jeszcze 40 lat, na sesji ONZ w Nowym Jorku wystąpił już jako minister spraw zagranicznych nowego państwa, Islamskiej Republiki Iranu. Pół roku później był premierem.

Jednym z najważniejszych wydarzeń rewolucji był szturm studentów na ambasadę USA w Teheranie. Młodzi rewolucjoniści odpłacili Ameryce za to, że przez dziesięciolecia popierała szacha, a w 1953 r. CIA obaliła premiera Iranu Mossadeka, który wcześniej znacjonalizował złoża ropy naftowej, odbierając zyski koncernowi British Petroleum.

Amerykańscy dyplomaci przez 444 dni byli zakładnikami. Od tamtej pory USA i Iran są śmiertelnymi wrogami. - Szturm na ambasadę pomógł nam odnaleźć prawdziwą, islamską tożsamość - mówił w 1981 r. premier Musawi. - Dzięki niemu spojrzeliśmy na Zachód z pozycji równorzędnego partnera, a nie jak w czasach szacha, wasala.

Kierował rządem aż do 1989 r., przez cały czas krwawej, wyniszczającej wojny z Irakiem Saddama Husajna, wtedy jeszcze wspieranym przez Amerykanów. Jego zadaniem było zabezpieczenie zaplecza - wprowadzony przez niego system kartek na żywność sprawdził się, ludzie nie głodowali. Do dziś cieszy się opinią dobrego organizatora.

W 1988 r. ajatollah Chomeini wydał tajny rozkaz wymordowania wszystkich więźniów politycznych z partii komunistycznej i grupy Mudżahedinów Ludowych. Uważa się, że to największa zbrodnia republiki islamskiej - zginęło wtedy od 10 do 30 tys. więźniów. Ajatollah Montazeri, którego Chomeini namaścił na swojego następcę, zaprotestował publicznie, za co został umieszczony w areszcie domowym i ostatecznie wypadł z łask. Nie wiadomo, jaki był udział premiera Musawiego w egzekucjach, ale żadnych jego protestów historia nie odnotowuje.

W 1989 r. ajatollah Chomeini, stojąc już nad grobem, wydał dekret religijny skazujący na śmierć brytyjskiego pisarza Salmana Rushdiego, który rzekomo obraził Boga w swojej książce "Szatańskie wersety". Ponieważ brytyjski rząd nie chciał wydać bluźniercy Iranowi, oburzony premier Musawi zerwał stosunki dyplomatyczne z Londynem.

Powrót po 20 latach

W 1989 r. umarł protektor Musawiego, ajatollah Chomeini, i nastąpiły przetasowania na szczytach władzy. Najwyższym przywódcą został dotychczasowy prezydent Ali Chamenei, a przewodniczący parlamentu Haszemi Rafsandżani prezydentem. Obaj byli skłóceni z Musawim, więc odesłali go na przedwczesną emeryturę. Urząd premiera w ogóle zlikwidowano.

Emeryt Musawi malował obrazy, doradzał swoim byłym ministrom (jeden z nich Mohammed Chatami był nawet w latach 1997-2005 prezydentem), prezesował Irańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ale dla szerszej publiczności - zniknął na 20 lat.

Pojawił się dopiero kilka miesięcy temu, zupełnie odmieniony. Akuszerami przy porodzie nowego Musawiego byli: jego żona Zahra Rahnavard, profesor, która domaga się równych praw dla kobiet; jego wyborcy, którzy na wiecach krzyczeli, że chcą więcej wolności i otwarcia kraju na świat; wreszcie jego rywal, prezydent Mahmud Ahmadineżad, przywódca buntu biedaków przeciw tym, którym się udało - duchownym, urzędnikom, inteligentom.

Finansowo pomagał mu stary druh ajatollah Rafsandżani, który na rewolucji dorobił się bajecznego majątku. Sam nie bardzo może startować w wyborach, bo jest bardzo nielubiany.

Nowy Musawi nie umiał porwać tłumów, ale umie to żona Zahra. W polityce irańskiej nie zdarzało się dotąd, żeby żona występowała publicznie na wiecach u boku męża. To ona zapewniła mu poparcie młodych, wykształconych kobiet i studentek.

Im bliżej było wyborów, tym bardziej się liberalizowali niesieni oczekiwaniami coraz liczniejszych zwolenników. Zapowiedzieli nawet zniesienie patroli obyczajowych, które kontrolują stroje i zachowanie kobiet na ulicach Teheranu.

Nowy Musawi nazywa swoją żonę "jednym z największych umysłów Iranu".

Podczas debaty telewizyjnej nowy Musawi szydził z Ahmadineżada. - Skoro uważa pan, że zbliża się koniec Ameryki, to czemu pisał pan list do Busha i wzywa pan do publicznej debaty Obamę? Czemu ciągle jeździ pan na sesje ONZ do Nowego Jorku? - pytał przeciwnika. Zarzucał mu, że przyjmuje przywódców egzotycznych jak prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę i prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza, których reszta świata nie traktuje poważnie.

Nowy Musawi ostatecznie zradykalizował się, kiedy ogłoszono, że przegrał wybory, które - jak sądził - miał wygrać w cuglach. Wzywając zwolenników do buntu i protestów ulicznych, nagle on, jeden z pionierów rewolucji, stał się głównym kontestatorem systemu i radykalnym jego reformatorem.

Poglądy nowego Musawiego

O irańskim programie atomowym:

Absolutnie nie przerwę wzbogacania uranu, choć będę starał się unikać spięć z Zachodem. Iran ma prawo do rozwoju nauki. Nasze ośrodki atomowe są przecież otwarte dla inspektorów ONZ.

O zagładzie Żydów, w którą Ahmadineżad powątpiewa:

Mamy w Teheranie cmentarz polskich imigrantów z II wojny światowej. Uciekali aż do nas, więc coś musiało się zdarzyć. Ale dlaczego Palestyńczycy mają ponosić karę za zbrodnie popełnione w Europie?

O Izraelu:

Nie uznaję Izraela. Uważam, że powinno się przeprowadzić referendum, w którym wezmą udział żydowscy, chrześcijańscy i arabscy mieszkańcy Palestyny i zdecydują, czy chcą żyć w jednym, czy w dwóch państwach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':