Decyzja o roszczeniach Gazpromu wobec Białorusi jest w rękach rosyjskiej administracji. Według Kuzniecowa z takim żądaniem rosyjski koncern może wystąpić na wniosek rosyjskich urzędów kontroli finansowej, poinformowała wczoraj agencja Interfax. Dlaczego? W pierwszym kwartale br. cena rosyjskiego gazu dla Białorusi miała podskoczyć ze 128 do 210 dol. za 1000 m sześc. Jednak
Gazprom ustalił z Mińskiem, że za 1000 m sześc. będzie pobierać zapłatą 150 dol. - taką, jak średnio w całym br. Pod koniec maja te ustalenia potwierdził premier Rosji
Władimir Putin podczas wizyty na Białorusi. Szkopuł w tym, że to ustna umowa. "Prawnie nie zawarto takiej umowy" - podkreślił Kuzniecow. A z powodu napięć politycznych, Moskwa wprowadza coraz to nowe sankcje wobec Mińska, ograniczając m.in. wwóz mleka z Białorusi.
Gazprom nie komentuje doniesień o roszczeniach wobec Białorusi. Faktycznie rosyjski koncern już się rozliczył z Mińskiem. Gazprom nie wypłaci Białorusi 250 mln dol. za tranzyt swojego gazu w tym roku. Ta kwota ma pokryć różnicę między rachunkami, jakie rosyjski koncern wystawia Białorusi za gaz dostarczany w 1. połowie br. i kwota faktycznie płaconymi przez Mińsk. A od lipca za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu
Białoruś będzie płacić 102 dol. - taniej niż w zeszłym roku.