http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kupowanie świętego spokoju - jak inwestować w obligacje

Tomasz Prusek
2009-06-15, ostatnia aktualizacja 2009-06-15 10:48

Boisz się ryzykować w czasach kryzysu? Możesz postawić na obligacje skarbowe, jeśli zadowolisz się skromnym, ale pewnym zyskiem. Co zrobić, aby wycisnąć z nich więcej?

Obligacje to dobre rozwiązanie dla inwestorów unikających ryzyka
Rys. Hanna Pyrzyńska-Piłat
Obligacje to dobre rozwiązanie dla inwestorów unikających ryzyka
Gdy przez kilka lat szalała hossa na warszawskiej giełdzie, kupowanie obligacji wydawało się kiepskim pomysłem. Wszak w ciągu jednego dnia na akcjach można było zarobić więcej, niż przynosiła obligacja przez cały rok. Ale wystarczyło, aby światową gospodarkę chwyciła za gardło recesja i giełdy runęły w przepaść, aby wielu inwestorów przeprosiło się z bezpiecznymi sposobami oszczędzania. Łatwo ich teraz zrozumieć: lepiej mieć w garści kilka procent z obligacji niż np. 50 proc. w plecy po roku trzymania pieniędzy w ryzykownych funduszach akcji lub samych akcjach.

Ze statystyk widać gołym okiem, jak kryzys finansowy zmienił preferencje w oszczędzaniu Polaków. O ile w 2007 r., gdy przypadł szczyt hossy na giełdzie, kupili obligacje za zaledwie 2,9 mld zł, to w zeszłym roku ich apetyt zwiększył się ponaddwukrotnie - do 6,2 mld zł. To nie przypadek, że rekordowy popyt był w październiku 2008 r., kilka tygodni po upadku legendarnego banku Lehman Brothers. Indeksy poleciały wtedy na łeb na szyję i nie wiadomo było, czy oszczędności w bankach są bezpieczne, bo rządy w USA i Europie musiały ratować je pieniędzmi podatników.

Obligacje na rynkach finansowych już dawno ochrzczono mianem "bezpiecznej przystani", bo inwestorzy zwracają się ku nim w momentach, kiedy w gospodarce dzieje się coś niepokojącego, np. rośnie inflacja albo na giełdach lecą indeksy.

Niezależnie od bessy i hossy warto pamiętać o kilku zasadach inwestowania w obligacje skarbowe, które mamy już do dyspozycji od blisko 20 lat. Na stronie obok ściągawka o różnicach poszczególnych obligacji detalicznych.

1. Podziel oszczędności, czyli obligacje do koszyka

Odłóż na bok chciwość i pomyśl, w jaki sposób możesz w długiej perspektywie zapewnić sobie dochód przy umiarkowanym ryzyku. Przede wszystkim nie stawiaj w inwestowaniu wszystkiego na jedną kartę. W zimnym języku finansów nazywa się to dywersyfikacją portfela, ale łatwiej to zrozumieć, posługując się mądrą zasadą, aby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Podzielenie oszczędności na część bezpieczną (lokaty bankowe, obligacje) i ryzykowną (akcje, fundusze inwestycyjne) powoduje, że w razie zawirowań na giełdzie masz część portfela, która jest stabilna. Obligacje skarbowe z powodzeniem pełnią taką funkcję stabilizatora, choć pewnie w czasie szalonej hossy na giełdzie trudno jest się oprzeć, aby nie zrezygnować z nich na rzecz akcji. Tak naprawdę docenisz obligacje, gdy nagle nadejdzie bessa na giełdzie.

2. Licz na realny zysk

Wysokość oprocentowania obligacji detalicznych zależy od decyzji Ministerstwa Finansów, które ma też alternatywne sposoby pożyczania, np. od instytucji finansowych, którym także sprzedaje obligacje na tzw. rynku hurtowym papierów dłużnych. Resort żongluje co miesiąc odsetkami, patrząc, gdzie i od kogo może pożyczyć dla budżetu taniej. Musi się także liczyć z ofertą banków komercyjnych, które jak lwy walczą o depozyty klientów, aby mieć kapitał na akcję kredytową.

Podstawowym celem obligacji jest ochrona zainwestowanego kapitału przed inflacją, czyli spadkiem wartości pieniądza w czasie. Ale marny byłby to interes, gdybyś choć trochę nie zarobił ponad inflację. Tak naprawdę liczy się realny zysk, czyli to, co pozostaje po odjęciu inflacji. Jeśli obligacja w skali roku daje 5,5 proc., a inflacja wyniesie 4 proc., to realny zysk to jedynie 1,5 proc. Kupując obligacje, nie zawsze będziesz wiedzieć, ile realnie zarobisz. Mają one stały lub zmienny procent.

W pierwszym wypadku z góry wiesz, ile zarobisz, bo wykładając pieniądze, faktycznie umawiasz się z ministrem finansów, ile dostaniesz, i to co do grosza. Wśród oferowanych obecnie obligacji detalicznych "stałe" są tylko papiery dwuletnie o symbolu DOS. Kupując je, zakładasz się o inflację w ciągu najbliższych dwóch lat. Jeśli pójdzie ona w górę i przekroczy procent, jaki dostajesz, to zapominasz o realnym zysku i liczysz straty. I odwrotnie - spadek inflacji zwiększy realny zarobek.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja przy zmiennym procencie. Najczęściej (obligacje czteroletnie o symbolu COI i dziesięcioletnie - EDO) oprocentowanie jest zbudowane z dwóch elementów: inflacji, która - przypominamy - zjada wartość pieniędzy, oraz marży. Ta ostatnia jest dopiero twoim realnym zyskiem. Przykładowo obecnie sprzedawane COI dają "zaszytą" w sobie na kolejne lata marżę 2,5 proc.

3. Rolowanie, czyli nagroda dla wytrwałych

Jeśli już posiadasz obligacje, którym kończy się żywot, to masz dwie możliwości. Albo resort finansów odkupi je i zainkasujesz gotówkę, albo możesz dalej oszczędzać w obligacjach. W tym drugim wypadku pamiętaj koniecznie, aby zrolować "stare" papiery na nowe, bo to się bardziej opłaca niż otrzymanie gotówki i ponowny zakup. Aby zachęcić do rolowania, resort finansów daje ekstra bonus i nieco obniża cenę emisyjną. W tym miesiącu, rolując wygasającą serię dwuletnich papierów na stały procent DOS, można nowe papiery kupić za 99,90 zł, czyli w kieszeni zostaje 10 groszy. W okienku bankowym trzeba by zapłacić za nie 100 zł. Dla obligacji trzyletnich o symbolu TZ cena emisyjna wynosi 99,80 zł (10 groszy mniej), a czteroletnich (COI) - 99,90 zł. Aby załapać się na rolowanie, pamiętaj o terminie, w jakim należy złożyć polecenie zamiany. Przykładowo dla DOS-ów trzeba to zrobić do trzeciego dnia roboczego poprzedzającego wykup poprzedniej serii.

4. Wyjście przed czasem kosztuje

Pożyczając państwu pieniądze w obligacjach skarbowych, decydujesz się na rozstanie z oszczędnościami na ładnych parę lat - od minimum dwóch (DOS) do maksimum dziesięciu (EDO). A co, jeśli potrzebujesz tych pieniędzy wcześniej? Jeśli masz na koncie obligacje trzyletnie o symbolu TZ, możesz je po prostu sprzedać na giełdzie, składając zlecenie w biurze maklerskim i płacąc prowizję według taryfy maklerów.

Z pozostałymi obligacjami detalicznymi nie jest tak łatwo, bo nie handluje się nimi na giełdzie. Ale i z nich można wyjść przed terminem wykupu. Resort finansów potrąca jednak przy wypłacie 1 zł od każdego papieru, co obniża dochodowość. Można to porównać do rodzaju kary za zerwanie umowy. Jeśli kupiłeś np. 100 obligacji, a potrzebujesz odsprzedać rządowi tylko 10, to i taką dyspozycję możesz złożyć.

5. Sam składaj na emeryturę

Firmy ubezpieczeniowe i fundusze inwestycyjne kuszą ofertami oszczędzania na przyszłą emeryturę, bo wiadomo już, że ze składek zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych trudno będzie godnie wyżyć na stare lata. Kapitał na starość można też odłożyć na własną rękę, wybierając specjalnie wypuszczone na ten cel obligacje dziesięcioletnie EDO. Zaletą takiej prywatnej emerytury budowanej z obligacji jest to, że nie ponosisz dodatkowych opłat, jakich życzą sobie instytucje za zarządzanie twoimi emerytalnymi pieniędzmi. Taka decyzja nie wymaga systematyczności, bo można kupić np. 12 obligacji EDO raz w roku, zamiast po jednej co miesiąc. A jeśli w portfelu będziesz mieć pustki, to po prostu zrobisz sobie przerwę o inwestowaniu.

Do odkładania na emeryturę nadają się wszystkie obligacje, ale tylko dziesięciolatki dają szansę na skorzystanie z tzw. Indywidualnego Konta Emerytalnego (IKE). Odsetki z obligacji zgromadzone w IKE nie są opodatkowane tzw. podatkiem Belki, czyli od zysków kapitałowych, pod warunkiem że będziesz je trzymać do wykupu, czyli okrągłe dziesięć lat. Od zysków ze wszystkich innych obligacji, w tym dziesięciolatek nabytych poza IKE, trzeba zapłacić 19 proc. Tak właśnie rząd, stosując wabik podatkowy, zachęca do indywidualnego oszczędzania na emeryturę. Wyznaczył jednak górną granicę wpłat na IKE, które są zwolnione z podatku. Co roku ta kwota się zmienia. W tym roku jest to 9579 zł, co pozwala kupić na ten cel 95 sztuk EDO.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':