Paweł Fischer-Kotowski zebrał 15-osobową grupę bydgoszczan. Od września młodzi ludzie usiłują zarejestrować stowarzyszenie - bez skutku.
- Nie mając osobowości prawnej, nie możemy zorganizować legalnej manifestacji jako Lambda ani starać się o publiczne pieniądze - wyjaśnia Fischer-Kotowski. - Niestety, zarówno sąd, jak i ratusz utrudniają nam działalność.
Pierwsze zebranie chętnych do założenia Lambdy w Bydgoszczy odbyło się 6 września. Dwa dni później młodzi ludzie złożyli dokumenty w sądzie okręgowym. Wśród nich statut - taki sam, jaki ma Lambda w Krakowie i Warszawie.
Bydgoski sąd kilkakrotnie odrzucał wniosek - za każdym razem doszukując się innego błędu. - Pierwszy raz, bo nie skreśliliśmy pola, które nas nie dotyczyło. Za drugim razem ponoć niewyraźnie była napisana data urodzenia jednego z członków stowarzyszenia i wyglądało na to, że jest niepełnoletni - wymienia Fischer-Kotowski. - Były również zgłaszane uwagi do statutu.
I za każdym razem 15 członków stowarzyszenia musiało zbierać się ponownie i czekać na odpowiedź sądu. Kiedy wydawało się, że już wszystko jest w porządku, sąd wysłał statut do akceptacji władzom miasta. Urzędnicy z wydziału spraw obywatelskich doszukali się kolejnej usterki.
- Uznali, że zamiast "walne zebranie" powinno być "walne zebranie członków" - opowiada Fischer-Kotowski. - Jak sprawdziliśmy, inne już zarejestrowane stowarzyszenia mają zapis "walne zebranie".
W tym samym czasie sąd nieoczekiwanie znów odrzucił wniosek działaczy Lambdy. Uznał, że statut jest nieważny, skoro za jego przyjęciem nie głosowało 15 osób, tylko 14 (jedna się wstrzymała od głosu).
- Do założenia stowarzyszenia potrzebne jest 15 osób, natomiast do przyjęcia statutu nie jest wymagana taka liczba - mówi prawnik Przemysław Szczepłocki. - Postępowanie sądu w tej sprawie jest dziwne. Zastanawiające są nie tylko nieuzasadnione zarzuty sądu i jego nadgorliwość, ale także to, dlaczego nie wykazał wszystkich "błędów" za pierwszym razem.
Działacze Lambdy nie dają za wygraną. Złożyli skargę na sąd. - Teoretycznie może zaistnieć sytuacja, w której ktoś stara się nie dopuścić do rejestracji stowarzyszenia - przyznaje Włodzimierz Hilla, rzecznik Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. - Ale może również wystąpić sytuacja, w której sąd w Warszawie czy Krakowie ma inne poglądy na daną sprawę niż sąd w Bydgoszczy. Na razie pozostaje czekać, aż skarga zostanie rozpatrzona.
Maria Śledzińska-Michalczewska, która w ratuszu zajmuje się rejestracją stowarzyszeń: - Wykrycie przez nas nieprawidłowości wcale nie musiało wynikać z niechęci i złośliwości. Analizowaliśmy statut od podstaw i naszym zdaniem nie był idealny.
Szczepłocki wyjaśnień nie przyjmuje: - Niewiele stowarzyszeń ma idealne statuty, ale nie mają problemów z rejestracją. Większości udaje się to w ciągu kilku tygodni. Ustawa o stowarzyszeniach ma służyć ludziom, a represyjna drobiazgowość w tej sprawie niczemu dobremu nie służy.
Źródło: Gazeta Wyborcza