Rozmowa ze Sławomirem Siwkiem zawieszonym członkiem zarządu
TVP Agnieszka Kublik: Prezes TVP Piotr Farfał otrzymał od rady nadzorczej kolejne trzy miesiące. Dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, który by rządzić, trzy lata temu oddał LPR i Samoobronie część władzy także nad TVP. Sławomir Siwek: I mam to skomentować?
Tak. - Ja się od początku nie zgadzałem z tą waszą tezą, że za Farfała odpowiada Jarosław Kaczyński. Od dwóch lat rządzi Donald Tusk. Niech wreszcie ten rząd za coś odpowiada.
Ciągle słyszę, że za grad zimą odpowiada Kaczyński. To już nudne. To, co się stało, uzgodnił wiceszef
MSWiA Tomasz Siemoniak, człowiek wicepremiera Grzegorza Schetyny, z Romanem Giertychem. Prezes Farfał nie krył, że ma kontakty z Siemioniakiem. Mówił też o tym Tomasz Rudomino.
A dlaczego PO miałoby zależeć, żeby Farfał rządził telewizją? - Zależało jej na odsunięciu tych, których nazywają "pisowcami" w zarządzie. I na uruchomieniu czegokolwiek, co przyczyniało się do osłabienia PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Postawienie na Libertas wydawało się wówczas dobrym pomysłem. I wreszcie na odsunięciu tych, którzy w zarządzie chcieli bronić spółki przed likwidacją. Zarząd został osłabiony.
Mówi pan jak "pisowiec": zawsze winna Platforma. - Nie mówię, że zawsze jest winna Platforma. Tylko proszę o wzajemność.
Z politycznego punktu widzenia nawet ich rozumiem. Są konsekwentni w dążeniu do osłabienia mediów publicznych i stopniowej ich prywatyzacji. To mają zapisane w liberalnych genach. Wygrali wybory, mają narzędzia do realizacji swojego programu. Ja tylko mam wątpliwości, czy wyborcy to wiedzieli. I czy dzisiaj wiedzą, kto się chowa za plecami, niemałymi, Romana Giertycha.
Natomiast nie przeczę, że trzeba było więcej zrobić, żeby bardziej pluralizować Krajową Radę i zarząd TVP. Mógłbym pracować w zarządzie z przedstawicielami obecnej koalicji rządowej, gdyby było minimum porozumienia co do przyszłości mediów publicznych. No ale tak się stało, jak się stało. Do dziś nie wiem, kto zdecydował, że Tomasz Arabski nie wszedł do Krajowej Rady i wylądował na nudnym stołku szefa kancelarii premiera.
Nie stało się! To była decyzja Kaczyńskiego. I Giertych, i Lepper mieli ogromne apetyty, a Kaczyński je zaspokoił. - Premier Kaczyński nie podejmował decyzji, aby Farfał został prezesem!
Mieli większe niż ogromne apetyty, a w rezultacie na czym się skończyło? O ile sobie dobrze przypominam, przez dwa i pół roku, kiedy zarządzałem dużą częścią telewizji, członkowie LPR nie zajmowali w moim pionie żadnych kierowniczych stanowisk.
Ale to wtedy do pracy w TVP zostali przyjęci pierwsi b. wszechpolacy Radosław Parda i Piotr Ślusarczyk. - Nie bądźmy dziećmi. Każdy szef partii rządzącej chce i ma możliwość wtrącania się w sprawy mediów publicznych. Taki jest obowiązujący system. A te nominacje to była decyzja prezesa Urbańskiego i Farfała, o której się dowiedziałem od dziennikarzy.
To dziś według pana człowiekiem Tuska jest Farfał? - No nie. Ale trzeba głośno mówić, że został zawarty niepisany sojusz między PO a LPR w sprawie mediów publicznych. A na pewno telewizji.
Roman Giertych by palcem nie kiwnął, gdyby nie miał wsparcia poważnej części PO. Gdyby premier chciał tę blokadę zarządzania mediami publicznymi zdjąć, toby to zrobiono. I mówię to tylko po to, aby prosić starych znajomych z Kongresu Liberalno-Demokratycznego dzisiaj rządzących Polską: media publiczne to wartość ogólnospołeczna, a nie zabawka jednej partii. Po 18 latach wyrywania ich sobie po każdych wyborach pora wyciągnąć wnioski i rozmawiać o ich przyszłości szerzej niż we własnym gronie. Klucz do sytuacji mają wspólnie prezydent i premier.