Hilda Molina odleciała do Argentyny, gdzie od kilkunastu lat mieszka jej syn oraz wnuki, których nigdy nie widziała. W Buenos Aires mieszka także jej 90-letnia matka, którą bracia Castro wypuścili na leczenie rok temu. Molina mówi, że zamierza spędzić w Argentynie trzy miesiące, po czym wróci na Kubę.
Wyjazd Moliny wieńczy pięć lat starań byłego prezydenta Argentyny Néstora Kirchnera oraz obecnej prezydent, jego żony Cristiny, którzy usilnie zabiegali u Fidela Castro o zezwolenie na przyjazd Moliny do jej rodziny.
Hilda Molina była niegdyś ideową rewolucjonistką i komunistką, wybitną studentką medycyny, a potem cudownym dzieckiem kubańskiej neurochirurgii. Była niemal maskotką Fidela Castro, który poznał ją w roku 1971, gdy była studentką. Castro chlubił się nią jako symbolem niedościgłej socjalistycznej medycyny kubańskiej oraz znakiem jej wyższości nad kapitalistyczną nauką i służbą zdrowia.
Molina zrobiła wielką karierę naukową, jako znakomitość jeździła na międzynarodowe kongresy neurochirurgiczne. W 1987 r. dokonała pierwszego udanego przeszczepu tkanki mózgowej. W 1989 r. dyktator postawił ją na czele prestiżowego Międzynarodowego Ośrodka Restauracji Neurologicznej CIREN. Cztery lata później Molina została posłem.
Jednak już po roku gniew Castro strącił ją ze szczytów w niełaskę oraz niebyt. Molina naraziła mu się w okresie tzw. okresu specjalnego, czyli załamania się gospodarki kubańskiej po upadku Związku Sowieckiego. Molina zaprotestowała przeciw wyłączeniu swojego ośrodka jako luksusowej kliniki dla bogatych obcokrajowców, którzy mieli się tu leczyć za pieniądze. Uważała, że to sprzeniewierzenie się idei społecznej, równej dla wszystkich służby zdrowia oraz oznaka pogardy dla kubańskich pacjentów.
Molina oddała mandat poselski i legitymację partii komunistycznej, odesłała też władzom wszystkie ordery i przeszła na katolicyzm.
Odtąd mściwość Fidela Castro prześladowała ją przez następnych 15 lat, mimo że Molina nigdy nie przystąpiła do opozycji politycznej. Dyktator nie tylko nie wypuszczał jej z kraju, ale także oskarżał o zamiar przejęcia władzy w CIREN - cokolwiek miałoby to znaczyć w systemie wszechwładnej dyktatury.
W 2004 r. Hilda Molina i jej sędziwa matka poszły do ambasady Argentyny w Hawanie, gdzie spędziły 24 godziny, bezskutecznie prosząc o umożliwienie im wyjazdu do syna lekarki.
Dwa tygodnie temu Hilda Molina napisała kolejny list do prezydenta Raula Castro. Odpowiedzi nie dostała, ale paszport - niespodziewanie tak. - Niech
Fidel Castro wydobrzeje i pomyśli o dobru mojego kraju - powiedziała Molina, czekając na samolot do Argentyny.