http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Lesbijki i geje w Polsce. Wolność? Równość?

Zapis debaty
2009-06-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-13 10:39

Waldemar Zboralski pokazuje świadectwo związku partnerskiego, jaki zawarł w Wielkiej Brytanii z Krzysztofem Nowakiem (po lewej)
Fot. Adam Kozak / AG
Waldemar Zboralski pokazuje świadectwo związku partnerskiego, jaki zawarł w...
Yga Kostrzewa
Fot. Adam Kozak / AG
Yga Kostrzewa
Joanna Kluzik-Rostkowska
Fot. Adam Kozak / AG
Joanna Kluzik-Rostkowska
Ks. Jacek Prusak
Fot. Adam Kozak / AG
Ks. Jacek Prusak

Fot. Adam Kozak / AG
Ksiądz Jacek Prusak: No, takiego klimatu, jakiego państwo oczekujecie, na pewno nie ma. Na pewno.

Anna Laszuk: Pan profesor jeszcze by chciał coś powiedzieć?

Prof. Wiktor Osiatyński: Ja chciałem powiedzieć, że ksiądz mówi: "nie ma klimatu w Kościele", pani minister, że nie ma klimatu w polityce. A ja wierzę tak na wskroś w społeczeństwo obywatelskie, zresztą jestem członkiem rady takiej organizacji w Budapeszcie, ona m.in. pomaga finansowo także organizacjom gejów i lesbijek, które by działania prawne chcieli podejmować. Ja wierzę w coś takiego, co jest jeszcze bardziej niepopularne, czyli w poprawność polityczną. Naprawdę, niech każdy między nami przekona dziesięć osób, że to nie jest grzech, tylko sposób życia, że to nie jest grzech, tylko wybór, i że ci ludzie są tacy sami jak my, i nie możemy im przeszkadzać kochać się wzajemnie. Jeżeli każdy z nas to zrobi i jeżeli stworzymy pewną poprawność, że powiem "a fe!", jeżeli ktoś powie "pedał", to będzie miało ogromną siłę oddziaływania.

U nas przez prawicowych publicystów o tym też nie było mowy. Ci wszyscy politycy i księża mniej zrobili szkody, niż prawicowi publicyści. Nawet czasami nie prawicowi, czasami zwykli, którzy robili dla sensacji różne rzeczy. I u nas odrzucono pojęcie poprawności politycznej jako śmieszne, ośmieszane, kompromitowane. A ono jest jednym z największych źródeł postępu. Jeżeli popatrzymy na postęp, który nastąpił za życia jednego pokolenia w Ameryce - dzisiaj Amerykanin afrykańskiego pochodzenia może być prezydentem Stanów Zjednoczonych. I przy tym wyborze poprawność polityczna sięgała może 60-70 procent. To jest długi proces, ale poprawność polityczna jako forma zmiany świadomości ma ogromne znaczenie. Tu znowu zachęcam, żeby każdy z nas przekonał dziesięciu nieprzekonanych.

Anna Laszuk: Ponieważ jest z nami Krystian Legierski, który był bohaterem ostatnich wydarzeń, wspomnianych już przez nas, chcę udzielić mu głosu.

Krystian Legierski: Do wszystkiego się nie będę odnosił, bo jest za mało czasu. Jedno, co mi leży na sercu i czym jestem teraz nakręcony, to eurowybory, w których kandydowałem. Już jest po wyborach, więc rozumiem, że nie zostanie mi to poczytane za agitację. Powiedziałaś, że tak naprawdę autorytetów nam brak, siły politycznej nam brak, że pozostaje nam tylko odwaga. Ja bym się z jednym nie zgodził - tak naprawdę siła polityczna jest w nas i my tej siły nie potrafimy wyzwolić. Mam wrażenie, że to nie partie polityczne są siłą, tylko ludzie, którzy na te partie głosują. Ludzie, którzy te partie wynoszą do władzy. Póki my sami siebie nie zaczniemy postrzegać jako siły politycznej, nie zaczniemy głosować na tych ludzi, którzy reprezentują nasze interesy, nic się nie zmieni. Nawet jeżeli nam się mówi, że to jest bez sensu, że to jest głos zmarnowany, to my musimy na tych ludzi głosować. I na te partie, które mówią jasno i klarownie, że kierują do nas swój głos i że są naszymi reprezentantami. Ani SLD, ani PO, ani żadna inna siła polityczna nic dla nas nie zrobi. To jest trochę tak, że gdybym był politykiem PO i wiedziałbym, że większość homoseksualistów w tym kraju głosuje na mnie, ale tak naprawdę głosuje bez względu na to, czy Stefan Niesiołowski mówi coś, czy nie mówi, to myślałbym, że są po prostu wiernym elektoratem, niczego nieoczekującym. I w życiu bym nie zaryzykował żadnego rozstrzygnięcia prawnego po to, żeby nie stracić swojej prawej strony.

Więc dopóki my jasno i klarownie nie powiemy: "My żądamy, jesteśmy, nie będziemy na was głosować, bo wy w naszym interesie niczego nie robicie" - dopóty oni nic nie zrobią, bo mają nasze głosy w zasadzie za darmo.

To jest taka sprawa, która mi leży na sercu i którą chciałbym, żebyście przemyśleli. I przy kolejnych wyborach podejmowali swoje decyzje, opierając się na zdroworozsądkowym osądzie sytuacji: czy ci ludzie coś dla nas zrobią? Bo jeżeli niczego dla nas nie zrobią, to bez sensu jest na nich oddawać głos, bo on i tak jest zmarnowany.

Piotr Pacewicz: Ja jeszcze mam pytanie, ile dostałeś głosów?

Krystian Legierski: 1 w ambasadzie w Kopenhadze. Tak naprawdę 1601, dwa razy tyle, co w ostatnich wyborach.

Anna Laszuk: Czyli jest progres, jeszcze trochę i będziesz polskim obywatelem Milkiem.

Piotr Pacewicz: Ja właściwie chciałbym się zwrócić do prof. Osiatyńskiego i do Ygi Kostrzewy z pytaniem o ocenę tego, czy rzeczywiście należy rozszerzać prawo. Mówię teraz o dwóch artykułach: 257 i 119, które dotyczą publicznego znieważania grup ludności i poszczególnych osób z racji jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo także bezwyznaniowości. To jest karane do lat trzech, chodzi też o stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec osób też w ten sam sposób opisanych. Postulat środowisk homoseksualnych jest taki, żeby tę listę dyskryminowanych uzupełnić jeszcze o sprawę orientacji seksualnej.

Ja w tej sprawie jestem dosyć rozdarty, bo z jednej strony prawo ma funkcję edukacyjną i to, co jest zapisane w prawie, staje się normą, ale z drugiej strony narażamy się tutaj moim zdaniem na psucie systemu prawnego z punktu widzenia demokracji. W tym sensie, że zaczynamy w kodeksie karnym, za pomocą kodeksu ograniczać swobodę wypowiedzi. Ponadto, kiedy patrzę na listę tych przykładów kwalifikowanych (jak mowa nienawiści przeciwko środowiskom homoseksualnym), to mam wrażenie, że tam jest niebezpieczne pomieszanie z poplątaniem. Są tam okropne sformułowania, jak "pedały do gazu", czyli rzeczy bezsporne, ale są również wypowiedzi już nie tak strasznie oburzające. Boję się, że przeprowadzenie zmian w kodeksie karnym może być kontrskuteczne, że to może pokazać środowisko jako przewrażliwione.

Czy nie boicie się, że zaostrzanie prawa karnego i wprowadzanie tego zapisu do prawa karnego może mieć nie tylko ten pozytywny, edukacyjny, ale też i negatywny skutek?

I kończąc tę wypowiedź, powiem, że także opowiadałbym się za działaniem mechanizmu poprawności politycznej. Dla mnie jednym z największych zadziwień dziennikarskich było to, że kiedy zaapelowaliśmy w "Gazecie" o odwołanie wykładu pana Camerona, to następnego dnia prorektor katolickiej uczelni ten wykład odwołał. Opowiadając jednocześnie różne bzdury, ale odwołał. I wtedy aż przyjemnie było poczytać, co na przykład na mój temat pisały fora prawicowe. Inna sprawa, że Cameron potem w innych miejscach występował, także w szkołach, co było absolutnie skandaliczne, ale w tym jednym punkcie to naprawdę zadziałało.

Yga Kostrzewa: Odpowiem z punktu widzenia pragmatyczno-ludzkiego. Według mnie jeżeli w kodeksie karnym są wymienione jakieś chronione grupy, a kolejne grupy zgłaszają się już od wielu lat, bo mają ten sam problem, to powinny zostać dopisane. Czy to będzie psuciem prawa, czy nie, to już debata na zupełnie inną okazję. Wprowadźmy to, a potem zobaczmy, jak zadziała, debatujmy... Potem możemy to zmieniać.

W tej chwili my nie jesteśmy w ogóle chronieni, bo tylko jeden przepis w kodeksie pracy mówi o orientacji seksualnej i znalazł się tam tylko dlatego, że jesteśmy w Unii.

Wydaje mi się też, że właśnie edukacyjna rola prawa jest bardzo istotna i jeżeli coś jest zapisane w kodeksie karnym, to ludzie będą bardziej uważali na słowa. Spójrzmy na wyroki - ile zapada wyroków z tego paragrafu? To jest nikły procent, więc ja myślę, że i tak ten zapis będzie stosowany w bardzo skrajnych wypadkach, a bardzo wiele może zmienić tak na co dzień.

Prof. Wiktor Osiatyński: Myślę, że najlepiej na tym się zna pani profesor Płatek, która prosiła o głos, bo jest karnistą wybitnym, a ja nie.

Mnie się wydaje, że prawo do wolności wypowiedzi nie powinno być ograniczane za bardzo na drodze prawa karnego. Droga cywilna mogłaby tu lepiej służyć. Natomiast czym innym jest mowa nienawiści i tutaj bym dodał niekoniecznie może orientację seksualną, tylko to, co jest w konstytucji - tam wymieniono parę grup, których dotyczy zakaz dyskryminacji. W konstytucji jest też mowa o zakazie dyskryminacji ze względu na jakąkolwiek inną przyczynę. Za to w każdym wypadku, gdzie następuje wezwanie do przemocy, powinno być ono oczywiście karane.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne