Rządowa agencja IRNA ogłosiła zwycięstwo urzędującego prezydenta już po przeliczeniu 21 milionów, czyli prawie dwóch trzecich głosów. Miał dostać 66 proc., co oznaczało, że drugiej tury nie będzie. Wcześniej na ulicach Teheranu niewiele wskazywało na takie rozstrzygnięcie.
- Tak mam dość prezydentury Ahmadineżada, że głosuję po raz pierwszy wżyciu - mówił mi Ali Pahlawan, dziennikarz pracujący dla BBC. - Wiem, że jeśli Musawi wygra, zmieni się niewiele. Nadal będziemy pracować nad bombą atomową, nadal nie nawiążemy normalnych stosunków z
USA, bo ludzie reżimu wierzą, że to oznaczałoby koniec rewolucji islamskiej, ale przynajmniej styl będzie inny. Prezydent, reprezentant mojego kraju, nie będzie wyglądał jak zamiatacz ulic.
Takich jak Pahlawan było wczoraj bardzo wielu. Po południu w największym lokalu wyborczym w Teheranie, znajdującym się w jednym z meczetów, mężczyźni czekali na oddanie głosu aż trzy godziny, kobiety - półtorej.
Radio donosiło, że frekwencja wśród młodzieży przekroczyła wszystkie oczekiwania. Wszyscy młodzi ludzie, z którymi rozmawiałam, mówili, że popierają Musawiego - tak w Karadżu, sypialni stolicy na przedmieściach, jak i w samym Teheranie.
Władze trzykrotnie przedłużały o godzinę głosowanie, by wszyscy mogli wziąć udział w wyborach. Mógł nawet paść rekord z1997r., gdy przy blisko 80-proc. frekwencji prezydentem został po raz pierwszy Mohammed Chatami uznawany za reformatora. Wczoraj liczyli się tylko Ahmadineżad słynący ze słów o wymazaniu Izraela z mapy świata i negowaniu Holocaustu oraz Musawi, premier w latach 80. (nocne częściowe wyniki dawały mu zaledwie 31 proc. głosów). Natomiast Mohsen Rezai, jeden z założycieli i wieloletni dowódca Gwardii Strażników Rewolucji, oraz Mehdi Karubi, były przewodniczący parlamentu, mieli być tylko tłem w walce o fotel prezydencki (i nocne wyniki to potwierdziły).
Rano wybory zapowiadały się spokojnie, choć trudno było wysłać SMS-a, co zwolennicy Musawiego uznali za sabotaż. SMS-y zachęcające do głosowania na niego krążyły od tygodni. Gorąco zrobiło się tuż po godzinie 18, gdy do głównego sztabu wyborczego Musawiego, w centrum Teheranu, wpadła grupa mężczyzn. Wdarli się do pokoju, w którym pracowali autorzy strony internetowej byłego premiera. Po bijatyce i przepychance użyli gazu łzawiącego i zabarykadowali się w pokoju z komputerami. Na dole pod budynkiem zaczął gromadzić się tłum. - To ludzie od Ahmadineżada! Taką mamy demokrację! - krzyczeli poubierani na zielono zwolennicy Musawiego. Wychylając się z okien, wymachiwali wielką zieloną flagą i krzyczeli do rosnącego tłumu gapiów: - Idźcie głosować!
W tym samym czasie rozeszła się plotka, że głosowanie nie będzie przedłużone, czyli nie będzie powtórki sytuacji sprzed czterech lat, gdy każdy dodatkowy głos był głosem na Ahmadineżada. Wczoraj frekwencja była jego największym wrogiem; z tego powodu nawet podwyższono wiek uprawniający do oddania głosu z 16 do 18 lat. Nadzorujące wybory MSW powinno znać wyniki już dwie godziny po zamknięciu urn, bo wszystkie komisje podłączone są do systemu komputerowego.
Ale główna komisja wyborcza obiecała ogłosić rezultaty dopiero dobę po zakończeniu wyborów. - Tak łatwiej oszukiwać -uważa Ali Pahlawan. Łatwiej także dlatego, że wyborcy nie są przypisani do konkretnego lokalu -wystarczy przyjść z dowodem osobistym do pierwszej lepszej komisji i odnaleźć się na liście komputerowej. W dodatku sondaże w Iranie są zupełnie niewiarygodne, a niespodzianki wyborcze stanowią element politycznej tradycji tego kraju. Przed głosowaniem Ahmadineżad i Musawi twierdzili, że popiera ich 60 proc. wyborców.
Homę z Karadżu przekonało do Musawiego głównie to, że obiecał zlikwidować wprowadzone przez Ahmadineżada patrole pilnujące, czy dziewczęta ubierają się zgodnie z islamskimi obyczajami. - Moja mama głosowała na Ahmadineżada. Namawiałam ją, by zmieniła zdanie, ale jest nieugięta. Z naszej rodziny tylko ona głosuje na obecnego prezydenta -podkreśla Homa.
- Cały naród jest ze mną -zapewnia matka Homy. Tak twierdzi też Ahmadineżad - na jego plakatach widniał napis: "On jedyny z narodem".
- Jeśli wyniki podadzą uczciwie, Musawi wygra w pierwszej turze - uważa Pahlawan. - Jeśli będą oszukiwać, ogłoszą drugą turę, do której wejdą Ahmadineżad i Musawi. Wtedy Ahmadineżadowi będzie wygrać jeszcze trudniej, bo Musawi zbierze większość głosów Karubiego i niektóre Rezaiego.