http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ameryka idzie na wojnę z papierosami

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-06-13, ostatnia aktualizacja 2009-06-12 18:45

Rewolucja antynikotynowa w USA. Rząd zacznie kontrolować produkcję papierosów jak lekarstw, co doprowadzi m.in. do wielkich zmian w sposobie ich produkcji i sprzedaży oraz reklamowania

Ustawę w tej sprawie wczoraj nad ranem czasu polskiego Senat USA przyjął ogromną większością głosów. Ostatniej nocy miała ją zatwierdzić Izba Reprezentantów. Prezydent Barack Obama zapowiedział już, że ustawę podpisze natychmiast.

Nowe prawo oddaje wart 89 mld dol. przemysł tytoniowy w USA pod kontrolę rządowej Agencji Żywności i Lekarstw (FDA), która dziś dopuszcza do sprzedaży leki i kontroluje produkcję żywności. Agencja powoła nowy departament do nadzoru firm papierosowych - na jego działalność zrzucą się w nowym podatku same koncerny tytoniowe, co prawdopodobnie zwiększy cenę paczki papierosów przeciętnie o 6 centów.

FDA będzie mogła wprowadzić i zapowiedziała już, że wprowadzi zakaz: •  używania w nazwie papierosów słów „łagodne” lub „light”; •  produkcji papierosów smakowych, w tym prawdopodobnie mentolowych; •  wprowadzania na rynek nowych produktów z nikotyną; •  pokazywania kolorowych reklam w sklepach.

Reklamy telewizyjne tytoniu były w USA zakazane od dawna, jednak w sklepach królowały. Teraz sklepikarze będą mogli wywieszać na półkach czy w witrynach tylko lakoniczne informacje, i to tylko czarno-białe. Napisy ostrzegawcze o szkodliwości palenia mają zajmować teraz połowę opakowania paczki papierosów.

FDA będzie też miała dostęp do każdego etapu produkcji papierosów oraz do ich składu, który dotąd był tajemnicą przemysłu tytoniowego. W praktyce Agencja będzie mogła zrobić niemal wszystko, by zmniejszyć szkodliwość papierosów i ograniczyć możliwości zdobywania przez firmy tytoniowe nowych klientów. FDA nie będzie mogła zrobić tylko dwóch rzeczy: wprowadzić pełnego zakazu sprzedaży papierosów oraz przesunąć zakazu sprzedaży tytoniu powyżej 18. roku życia. Antypapierosowe grupy nacisku w USA żądają wprowadzenia zakazu sprzedaży papierosów poniżej 21. roku życia, tak jak w przypadku alkoholu.

- Cuda wciąż się zdarzają - mówił po głosowaniu senator Edward Kennedy. - Stany Zjednoczone ostatecznie powiedziały "nie" przemysłowi tytoniowemu.

Nowe prawo ma według jego autorów ograniczyć o co najmniej jedną trzecią liczbę 400 tys. zgonów w USA rocznie z powodu chorób wywołanych paleniem. I jeszcze bardziej zmniejszyć liczbę palaczy - w tej chwili pali co piąty dorosły Amerykanin, 40 lat temu - prawie co drugi.

Walka z papierosami trwa w USA od pół wieku. Palenie stało się powszechne w pierwszej połowie XX w., w dużej mierze dzięki temu, że milionom żołnierzy walczących na frontach obu wojen światowych koncerny tytoniowe wysyłały papierosy za darmo.

W latach 50. pojawiły się pierwsze badania doktora Ernsta Wyndera łączące palenie z rakiem. W 1964 r. rakotwórcze skutki palenia potwierdził naczelny lekarz kraju. W 1965 r. na paczkach pojawiły się obligatoryjne, choć małe napisy, że tytoń szkodzi. W 1971 r. Kongres USA zakazał reklam papierosów w telewizji i radiu, w 1988 r. - palenia na pokładach samolotów.

Prawdziwą rewolucję przyniosły jednak lata 90., a zwłaszcza pewne przesłuchanie szefów koncernów tytoniowych w Senacie w 1994 r. Na koncerny zwaliła się wówczas ogromna lawina pozwów o odszkodowania za zgony i choroby palaczy. Siedmiu prezesów największych producentów papierosów zeznawało w Senacie przez sześć godzin, co na żywo pokazywała telewizja.

Prezesi zeznawali wtedy pod przysięgą i w żywe oczy kłamali, twierdząc, że nikotyna nie uzależnia, a papierosy nie szkodzą. - Gdy cały naród zobaczył, jak oni kłamią, nastawienie do wielkich firm tytoniowych zmieniło się - mówi Henry Waxman, senator z Kalifornii.

W 1998 r. przemysł tytoniowy zgodził się na wypłacenie ogromnego odszkodowania 206 mld dol. setkom tysięcy palaczy. Przez ostatnie 15 lat w setkach amerykańskich miast, a potem w wielu stanach wprowadzono zakaz palenia w miejscach publicznych. Już wówczas Agencja Żywności i Lekarstw próbowała uzyskać kontrolę nad produktami nikotynowymi, ale Sąd Najwyższy w 2000 r. uznał, że potrzebna do tego jest ustawa. Prace nad nią trwały dziewięć lat.

Z nowym prawem od razu pogodził się największy koncern tytoniowy Philip Morris. Gorąco protestują natomiast mniejsze firmy, twierdząc, że z nowymi przepisami poradzi sobie tylko gigant - wypychając z rynku właśnie mniejszych rywali. Pewne jest, że nowe prawo zaskarży też branża reklamowa, która twierdzi, że ustawa ogranicza wolność słowa.

Barack Obama podpisze ustawę, choć wiadomo, że sam jest palaczem. Publicznie jednak nie pali, a jego ludzie podczas kampanii wyborczej prosili fotografów, by nie robili mu zdjęć z papierosem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':