Ustawę w czwartek wieczorem senat
USA przyjął ogromną większością głosów - 79 do 17. W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego zatwierdziła ją Izba Reprezentantów. Nowe prawo oddaje w praktyce wart 89 miliardów dolarów amerykański przemysł tytoniowy pod kontrolę rządowej Agencji Żywności i Lekarstw. Powoła ona nowy departament do nadzoru firm papierosowych - za którego działalność one same będą płacić, co prawdopodobnie zwiększy cenę paczki papierosów o ok. 6 centów.
Agencja Żywności i Lekarstw będzie mogła: zablokować wprowadzanie nowych produktów z nikotyną, zakazać używania w nich nazw "łagodne", skończyć produkcję papierosów smakowych, w tym prawdopodobnie mentolowych, zakazać reklam w sklepach. Reklamy telewizyjne tytoniu były w USA zakazane od dawna, jednak w sklepach królowały. Teraz sklepikarze będą mogli wywieszać na półkach czy w witrynach tylko lakoniczne informacje - i to czarno-białe! Napisy ostrzegawcze mają zajmować teraz połowę paczki papierosów. Agencja będzie miała też całkowity dostęp do procesu produkcji papierosów i ich składu, który dotąd był tajemnicą przemysłu tytoniowego. W praktyce Agencja będzie mogła zrobić niemal wszystko, by zmniejszyć szkodliwość papierosów i zdobywanie przez firmy tytoniowe nowych klientów. Z wyjątkiem dwóch rzeczy: pełnego zakazu tytoniu czy nikotyny oraz przesunięcia zakazu ich sprzedaży powyżej 18 rok życia (w USA alkohol sprzedaje się od lat 21).
- Cuda wciąż się zdarzają - mówił po głosowaniu senator demokratyczny Edward Kennedy. - Stany Zjednoczone ostatecznie powiedziały "Nie" przemysłowi tytoniowemu.
Nowe prawo ma zdaniem jego zwolenników ograniczyć o co najmniej jedną trzecią liczbę 400 tysięcy zgonów w USA rocznie z powodu chorób wywołanych przez papierosy. I jeszcze bardziej zmniejszyć liczbę palaczy - w tej chwili pali 20 proc. dorosłych Amerykanów, 40 lat temu była to prawie połowa.
Walka z papierosami trwa w USA od pół wieku. Palenie stało się powszechne w I połowie XX wieku, w dużej mierze z powodu tego, że milionom żołnierzy walczących na frontach obu wojen światowych wielkie firmy wysyłały papierosy za darmo. W latach 50. pojawiły się pierwsze badania doktora Ernsta Wyndera o tym, że papierosy wywołują raka. W 1964 roku potwierdził to naczelny lekarz USA. W 1965 roku na paczkach pojawiły się obligatoryjne (choć małe) napisy, że tytoń szkodzi. W 1971 roku zakazano reklam produktów nikotynowych w telewizji i
radiu, w 1988 - palenia na pokładach samolotów.
Prawdziwą rewolucję przyniosły jednak lata 90., a zwłaszcza pewne przesłuchanie w senacie USA w roku 1994. Na firmy tytoniowe zwaliła się wówczas ogromna lawina pozwów o odszkodowania za zgony i choroby. Siedmiu prezesów największych producentów papierosów zeznawało w senacie w tej sprawie przez sześć godzin i transmitowała to na żywo
telewizja. Prezesi zeznawali pod przysięgą - i w żywe oczy kłamali, mówiąc, że nikotyna nie uzależnia, a papierosy nie szkodzą. - Gdy cały naród zobaczył, jak oni kłamią, nastawienie do wielkich firm tytoniowych się zmieniło - mówi Henry Waxman, demokrata z Izby Reprezentantów.
W 1998 roku przemysł tytoniowy zgodził się na wypłacenie ogromnego odszkodowania 206 miliardów dolarów setkom tysięcy poszkodowanych. Przez ostatnie 15 lat w setkach amerykańskich miast, a potem w wielu stanach wprowadzono zakaz palenia w miejscach publicznych - w restauracjach czy na przystankach autobusowych. Już wówczas Agencja Żywności i Lekarstw próbowała uzyskać pełną kontrolę nad produktami nikotynowymi, ale
Sąd Najwyższy w 2000 roku uznał, ze potrzebna do tego jest specjalna ustawa. Prace nad nią trwały pełne dziewięć lat.
Z nowym prawem pogodził się największy koncern tytoniowy Philip Morris. Gorąco protestują natomiast mniejsze firmy, twierdząc, że z nowymi przepisami ma szanse poradzić sobie tylko gigant - wypychając z rynku właśnie je. Pewne jest też, że nowe prawo zaskarży branża reklamowa, która twierdzi, że ustawa ogranicza wolność słowa.
Nową ustawę już obiecał za to podpisać prezydent
Barack Obama, choć, jak wiadomo, jest palaczem. Publicznie jednak nie pali, a jego ludzie prosili podczas kampanii wyborczej fotografów, by nie robili mu z papierosem zdjęć.