Dwa tygodnie temu wydawało się, że Ahmadineżad ma drugą kadencję w kieszeni. Nerwowo zrobiło się dopiero, kiedy ruszyły debaty telewizyjne i rywale zaczęli prezydenta atakować, a co gorsza wyśmiewać. - Skoro uważa pan, że
Ameryka jest bliska upadku, to czemu wysyła pan listy do prezydentów
USA? - nabijał się z Ahmadineżada Mir Husajn Musawi.
Sam Musawi, były premier, architekt i malarz z zamiłowania, jest mało porywający, ale tłumy porwała jego żona domagająca się praw dla kobiet. Na ich wiece zaczęły przychodzić dziesiątki tysięcy ludzi, głównie młodych. A młodzi poniżej 25. roku życia to połowa irańskich wyborców, więc to oni zdecydują o wyniku głosowania. Na tych wiecach i w internecie szyderstwa fruwały już bez opamiętania. Przypominano przechwałki Ahmadineżada, że kiedy występował w ONZ w Nowym Jorku, nad jego głową unosiła się biała poświata. Albo że w zeszłym roku wstrzymał ruch na głównej ulicy Teheranu, spodziewając się nadejścia imama Mahdiego, szyickiego świętego z IX w.
Ahmadineżad, osaczony niczym dzikie zwierzę, przystąpił do wściekłego kontrataku. Tydzień temu w telewizji oskarżył o złodziejstwo kilku dygnitarzy Republiki Islamskiej, w tym ajatollaha Haszemiego Rafsandżaniego. - Skąd on i jego synowie mają tyle pieniędzy?! -pytał, a oglądało go 40 mln Irańczyków. Wymachiwał przy tym teczką, w której miał rzekomo dokumenty obciążające konkurentów. O bajecznym majątku Rafsandżaniego i jego rodziny plotkują w Iranie niemal wszyscy - ale głównie szeptem lub w gronie przyjaciół. Nikt nie odważyłby się publicznie oskarżyć jednego z najważniejszych przywódców islamskiej rewolucji. W latach 80. Rafsandżaniego wymieniano jako możliwego następcę ajatollaha Chomeiniego. Potem był prezydentem, a obecnie przewodzi kluczowym ciałom konstytucyjnym: Radzie Ekspertów wskazującej najwyższego przywódcę oraz Radzie Arbitrażowej, która rozsądza spory pomiędzy różnymi ośrodkami władzy.
Cztery lata temu, gdy Ahmadineżad był czarnym koniem wyborów, też mówił o wielkiej korupcji, ale nie wymieniał nazwisk. Teraz ogłosił, iż wszystkie rządy Republiki Islamskiej, z wyjątkiem jego rządu, były skorumpowane! W złości zapomniał zapewne, że w latach 80. prezydentem był Ali Chamenei, dziś najwyższy przywódca, którego krytykowanie jest już absolutnym tabu.
Nieustanne wytykanie korupcji to prawdziwy atut Ahmadineżada, jego największa szansa na wygraną. Irańczycy, szczególnie biedni, wciąż uważają go za uczciwego i oddanego ludziom polityka. Z drugiej strony może się okazać, że prezydent przeholował. Oskarżać Rafsandżaniego, najwyższego przywódcę i innych dygnitarzy to tak, jakby oskarżać Republikę Islamską.
Pomruki niezadowolenia w trybach machiny władzy było już słychać: Rafsandżani napisał list do najwyższego przywódcy, w którym zarzucał Ahmadineżadowi odejście od idei rewolucji. Podobno został potem przyjęty na audiencji.
Media donosiły, że najwyższy przywódca wyznaczył do nadzorowania wyborów doradcę, którego Ahmadineżad oskarża o złodziejstwo. Dlatego w piątek wielu miało nadzieję, że następnego ranka Ahmadineżad obudzi się nie tylko bez białej poświaty nad głową, ale i bez prezydentury.