http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Żydzi Marii Janion

Kazimiera Szczuka
2009-06-14, ostatnia aktualizacja 2009-06-12 15:44

Bohater, spisek i śmierć za ojczyznę to klasyczna triada polskiego patriotyzmu. Maria Janion w triadę tę wpisuje treść nieoczekiwaną i wybuchową - Żydów. Kazimiera Szczuka o książce Marii Janion Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie", WAB 2009

Reprodukcja obrazu Henryka Pillatiego
Reprodukcja obrazu Henryka Pillatiego "Śmierć Berka Joselewicza pod Kockiem"...
W roku 1957 Maria Czapska pisała w paryskiej "Kulturze", że zagłada Żydów "w Polsce obranej przez Hitlera jako pole straceń" spowodowała powstanie istotnej więzi spajającej odtąd Polskę z narodem żydowskim. Od więzi tej - pisała Czapska - "zwolnić się nie jest w naszej mocy".

Maria Janion parokrotnie już cytowała te słowa. Zestawia je z Mickiewiczowskim przekonaniem o mistycznej unii łączącej Polaków i Żydów, o przeznaczeniu, które "związało ściśle dwie narodowości, na pozór sobie obce", jak wykładał Mickiewicz w 1844 roku w Paryżu. Zagadka obecności Żydów w polskiej historii i w polskiej wyobraźni, "tematy żydowskie", uśpione gdzieś na marginesie narodowego kanonu, wreszcie - ciężka, czarna żałoba Holocaustu. Wszystko to wyznacza trwającą od kilku lat nową epokę w dziele Janion. Ostatnia jej książka, "Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie", w całości już poświęcona jest Żydom, na nowo odkrywanym, tajemniczym bohaterom polskiego romantyzmu i polskiego oświecenia. To właśnie w tekstach i symbolach uznawanych za kanoniczne dla polskiej tożsamości, w pismach Staszica, Mickiewicza, Krasińskiego, w legendach niepodległościowych i heroicznym micie śmierci za ojczyznę Janion odcyfrowuje zapisy i odgrzebuje ślady niedoczytanych wątków. Żydowskich albo po prostu antysemickich, jak w "Nie-Boskiej komedii". Znów dokonuje postulowanego przed laty odnowienia znaczeń, bo wiedza o długim trwaniu romantycznego paradygmatu ujawnia zaskakujące przemilczenia, zaniedbania i zupełnie nowe interpretacje. Ale dzieje się coś innego jeszcze. Holocaust, zapisany w tekstach, świadectwach, poezji i literaturze, rozsadza heroiczno-romantyczną tradycję polską, zmusza ją do przebudzenia, do dialogu.

Janion, zazwyczaj oszczędna w moralizatorskich zapędach, ujawnia też, że zwrócenie Żydom należnego im miejsca w historii, zrekonstruowanie losu kościuszkowskich marzeń o wspólnie wywalczonej wolności, ale i prześladowczych urojeń antysemickich ciążących nad polską kulturą co najmniej od początku XIX wieku, uważa teraz za swój moralny obowiązek. Pozwala nam zgadywać, że owe „zwolnić się od tego nie jest w naszej mocy” przyjmuje najbardziej osobiście, jako credo, któremu jest posłuszna. Holocaustowa żałoba, nazwana przez Imre Kertésza etycznym fundamentem europejskiej kultury, „mroczny blask” pozostawiony po epoce pieców nigdy nie powinny zniknąć „w świecie, do którego należymy”. Trwałość odczucia utraty, moralny wstrząs wojny i Zagłady Janion ujęła w swą tytułową formułę z roku 2000: „Do Europy tak, ale razem z naszymi umarłymi”. Dziwne i dla niektórych przerażające wezwanie to nic innego jak imperatyw pamięci, świadomości i empatii. Przesłanie Czapskiej Janion kieruje wprost do polskiej wspólnoty, do „nas” tu i teraz. „Musimy żyć w nadmiarze bólu, w poczuciu nieodwołalnej straty [...]. Polska, którą Hitler wyznaczył na pole ludobójstwa, nie może się od tej żałoby uchylić”. Nieczęste u autorki osobiste wyznania dotyczą tego samego poczucia powinności. „Wojna była dla mnie straszną traumą, mam poczucie, że naznaczyła cały mój wewnętrzny los. Stała się podstawowym przeżyciem” - mówiła Maria Janion w roku 2002 w rozmowie z Katarzyną Bielas. W okupowanym przez Niemców Wilnie jako kilkunastoletnia dziewczynka zobaczyła tłum Żydów prowadzony na Ponary, miejsce masowego mordu. „Wtedy obudziło się we mnie uczucie, które dziś mogę nazwać »tragicznym współczuciem dla Żydów «. To współodczuwanie już na zawsze pozostało we mnie, jak przysięga złożona sobie samej. [ ] Przysięga, że jestem z nimi, że ich pomszczę. Bo przedtem, chociaż mieszkaliśmy wtedy niedaleko getta i z Żydami, tak czy inaczej, mieliśmy do czynienia - ja tak nie myślałam, niewiele rozumiałam”.

Nasz bohater

Bohater, spisek i śmierć to klasyczna triada polskiego patriotyzmu.

Bohater - romantyczny.

Spisek - niepodległościowy.

Śmierć - na polu chwały. Za ojczyznę.

Czy nie jest daremne pytanie o głębszy sens tych pojęć, wciąż kanonicznych dla patriotycznej edukacji młodzieży, mimo że romantyzm pozostaje bodaj najbardziej przez tę młodzież nielubianą i nierozumianą epoką?

Maria Janion w triadę tę wpisuje treść nieoczekiwaną i wybuchową - Żydów.

Bohater romantyczny, o którym tu będzie mowa, to postać historyczna i mityczna zarazem, pułkownik żydowski Berek Joselewicz, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, żołnierz Legionów Dąbrowskiego i armii napoleońskiej, "rozsiekany" przez huzarów austriackich pod Kockiem w 1809 roku.

Po słowie "spisek" wystarczy dopisać słowo "żydowski", aby zamiast zamęczonych przez Nowosilcowa wileńskich filomatów i filaretów czy podchorążych rozpoczynających powstanie listopadowe pojawiały się w zbiorowej wyobraźni wizje plugawych knowań na zgubę Polski i świata. Fantazmat żydowskiego spisku zarysowany w publicystyce Stanisława Staszica w pełni rozwinął i spopularyzował Zygmunt Krasiński opisujący w "Nie-Boskiej komedii" straszliwych przechrztów, lubieżnych i chciwych wrogów chrześcijaństwa.

W obszernym rozdziale "Mit założycielski polskiego antysemityzmu" poświęconym Krasińskiemu poznajemy złożoną archeologię wyobrażeń o Żydach jako istotach nienależących do ludzkiego gatunku, o mordzie rytualnym, o nieodwołalnym i niezmywalnym przez chrzest złu żydowskim. Opisywane przez Staszica językiem oświeceniowego racjonalizmu żydowskie zło polegać miało na przestępczych skłonnościach, społecznej nieużyteczności i przywiązaniu do głupstw Talmudu. Krasiński, tworzący ekscytujące fantasmagorie rewolucji jako końca świata i zamaskowanych Izraelitów stojących za kulisami dziejów, w listach do przyjaciół zapewniał, że wizje te mają pokrycie w rzeczywistości, że po prostu... tak jest, jak to opisał. Ludwik Stomma zdążył już nazwać ten fragment książki "najbłyskotliwszą częścią wykładu Marii Janion" ("Polityka", 23 maja 2009 r.), bo kompendium nienawiści jest chyba wyczerpujące, sprawia, że włosy stają dęba na głowie.

Wreszcie - tytułowa śmierć to Holocaust.

Triada romantyczna pęka i całkowicie zmienia sens, staje się nie tyle cudzą opowieścią, ile kompletnie inną, odmienioną opowieścią o nas samych, o tym, co spoza sceny kulturowej świadomości decyduje o naszych marach-koszmarach, o nienazwanych symptomach, o korozji wspólnotowych wyobrażeń.

Obszerny esej o Berku Joselewiczu otwiera cały tom, pokazując, jak legendę żałobnego bohatera, skonstruowaną na modłę legendy księcia Józefa Poniatowskiego, kultywowano aż do lat 30. XX wieku. Wojna i Zagłada położyły kres kulturze asymilowanej żydowskiej inteligencji, a tym samym pamięci o Berku jako figurze jej protoplasty. Charakterystyczne, że kult Berka Joselewicza był potrzebą właśnie asymilowanych czy asymilujących się polskich Żydów, niekoniecznie Polaków. W 1935 r. odbyło się uroczyste przeniesienie grudki ziemi z grobu pułkownika Joselewicza pod Kockiem na kopiec marszałka Piłsudskiego w Krakowie. W ten sposób Żydzi pośrednio, przez swojego historycznego reprezentanta i pod auspicjami samego marszałka, mogli uczestniczyć w "nieśmiertelnej sławie armii polskiej". Czarująca wizja urodzonego żołnierza, którego umiłowanie wolności i patriotyczne porywy doprowadziły do serdecznego zbratania z polską szlachtą, uwieczniona została przez Juliusza Kossaka na dwóch konnych malowidłach wprowadzających Żyda wąsatego kawalerzystę do narodowego panteonu. Legenda formowanego przez Berka oddziału o wdzięcznej nazwie "starozakonny pułk lekkokonny" inspirowała Mickiewicza do tworzenia legionu żydowskiego w Konstantynopolu w 1855 roku.

Isaac Bashevis Singer, piszący w roku 1939 (!) esej "Pułkownik Berek Joselewicz", choć pobłażliwy - jak pisze Janion - wobec polskich porywów romantycznych, podkreślał, śledząc szczegóły biografii Berka, że nigdy nie wyrzekł się on swojego żydostwa, nigdy, choć zgolił brodę i balował z polskimi panami, nie zerwał z ortodoksyjną rodziną. Nigdy nie przyjął chrztu. W ten sposób stał się - jak pisze Singer - pierwszym nowoczesnym Żydem w Polsce, członkiem wspólnoty łączącej obywateli różnych wyznań i różnych stanów. "Mości panowie, w obronie ojczyzny równość u mnie popłaca i dlatego tak Żyd, chłop, szlachcic, ksiądz i mieszczanin równego są szacunku" - mówił przecież naczelnik Kościuszko.

A zatem - Żyd jako polski bohater romantyczny. Brzmi dziwnie, nieprawdaż?

Generał Dąbrowski w odpowiedzi na listowne zameldowanie się Berka pod jego rozkazy pisał: "Z prawdziwym ukontentowaniem doszedł mnie list Twój - obywatelu pułkowniku - spodziewałem się zawsze, że Ty, co pierwszy byłeś do zachęcania ziomków swych podczas ostatniej rewolucji, aby się jęli oręża w obronie kraju, nie opuścisz i tej drogi służenia ojczyźnie przez przybycie do legionów".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':