W sobotę 2 maja ksiądz Tomasz z żoną Moniką i dziećmi (bo to ksiądz prawosławny) wracali do domu samochodem z Bielska Podlaskiego. Zbliżała się godz. 22, byli już prawie w Hajnówce. Droga prosta, pusta, jadą środkiem jak wszyscy.
Na skrzyżowaniu z Nowym Berezowem i Dubiczami Osocznymi nagle wyrasta przeszkoda.
Coś białego, aż oślepia.
Ksiądz Tomasz nie jest pewien, co to, woli wyminąć.
Gwałtownie hamuje, zjeżdża na lewy pas, szarpie kierownicę, by uniknąć zderzenia z drzewem.
Wtedy auto wyrzuca na prawą stronę tak silnie, że - jak powie potem policjant - "dosłownie owijają się wokół drzew". Lądują w rowie.
Strażacy rozcinają karoserię octavii, kierowca z urazem głowy jest w najgorszym stanie. Żona z dziećmi - poobijani, przestraszeni, ale cali.
Policyjni technicy robią zdjęcia przeszkody.
To muszla klozetowa.
W środku rękawice i tuba z jakimś klejem - pozostałości remontu.
Siostry czarowały na mnie
W niedzielę Stefan, sokista, odpoczywa w domu w Hajnówce, właśnie wrócił z nocki z dworca w Czeremsze. Ogląda w telewizji lokalny "Obiektyw". W serwisie mówią o wypadku. Stefan zrywa się z kanapy na równe nogi. - Toż to mój sedes pokazują na krzyżówce z Nowym Berezowem. Łapie za kurtkę, wskakuje do auta, jedzie się upewnić, czy sedes jest tam, gdzie go zostawił. Nie ma.
Jedzie na komendę. - Poznałem, to mój sedes - przerażony przyznaje się policjantom. W ich domu na osiedlu za mleczarnią żona nie może zasnąć z nerwów, a Stefan zeznaje cały wieczór na komendzie, że w listopadzie robił remont. Że stary kibel miał wywieźć na wysypisko w Perlejewie, ale po drodze zostawił go we wsi Istok.
- Gdzie pan zostawił? - pyta policjant.
- W domu, który mam po rodzicach. Postawiłem przy schodach wejściowych i kibel tak stał, czekając na lepsze czasy. Może się kiedyś zamontuje go jeszcze, łazienkę porządną zrobi?
To trochę mrzonki, bo Stefan kluczy do chałupy nawet nie ma, choć w jednej trzeciej jest jej współwłaścicielem. Od ośmiu lat szarpie się o ten kawałek ziemi i drewnianą chałupę z dwiema siostrami Anną i Eugenią. Nie zliczy, ile było już między nimi procesów o wycięcie drzewa bez zezwolenia czy groźby karalne.
Szybko analizuje sytuację i wszystko składa mu się w logiczną całość: - Jak rozpoznałem sedes w telewizji, pojechałem do Istoku i zobaczyłem, że zniknął, to od razu skojarzyłem, że to znowu siostry czarowały coś na mnie.
- Czarowały? Na pana?
- Tak, i teraz to na niewinnym człowieku się odbiło i jego rodzinie. Zazdrość je zżera, bo i jedna, i druga ma męża pijaka, a ja już drugi dom stawiam. Do babki z Rutki to zawsze jeździły, jeszcze jak mama żyła, bo ona sama z Rutki. Matkę chowali, a czarownica sznurek kładła w trumnę. Potem mój syn do wojska odchodził, to czarowały, żeby nie wrócił.
- Do babki z Rutki? A kto to?
Źródło: Gazeta Wyborcza