Mieszkańcy wioski Qunu w prowincji Wschodni Kraj Przylądkowy już jakiś czas temu zauważyli liczniejszych niż zwykle przybyszów kręcących się wokół zagrody, w której w królewskim rodzie Thembu panującym nad ludem Khosa przed prawie stu laty przyszedł na świat Mandela.
Na stare lata Mandela zażyczył sobie wrócić w rodzinne strony. Wybudował tu dom, w którym chce dożyć dni. Tu także chce być pochowany. Z powodu Mandeli wioska Qunu już dawno stała się jedną z turystycznych atrakcji Południowej Afryki. Miejscowi zauważyli jednak, że ostatnio poza turystami coraz liczniej ściągają do nich dziennikarze i przedsiębiorcy. Miejscowi, ale także cudzoziemcy. Przeżywająca kłopoty finansowe państwowa
telewizja SABC za blisko 50 tys. dol. zbudowała ostatnio w miejscowym muzeum Mandeli wielką kawiarnię internetową i centrum komputerowe. "Naszym celem jest przyniesienie kaganka oświaty i nowoczesności dla młodzieży z zacofanej wsi" - oświadczyła SABC.
Cudzoziemcy zaczęli nagle interesować się kupnem lub dzierżawą parceli i domów, a nawet wioskowych chat leżących w pobliżu domostwa Mandeli i cmentarza. Rozdzwoniły się telefony w okolicznych hotelach i pensjonatach. Z pytaniami o możliwość rezerwacji miejsc dzwoniono nawet do kampusu akademickiego w pobliskim miasteczku Mthatha.
Według południowoafrykańskich gazet nagłe zainteresowanie telewizji, gazet i rozgłośni radiowych wioską Qunu wynika z ich przygotowań do relacjonowania pogrzebu Mandeli.
Były prezydent, który dawno wycofał się z polityki, w tym roku pojawił się na wiecach Afrykańskiego Kongresu Narodowego, zaprzysiężeniu Jacoba Zumy na prezydenta i na posiedzeniu parlamentu, gdy Zuma wygłaszał orędzie do narodu.
Mandela nie przemawiał i wyglądał na słabszego niż zwykle. Choć jego współpracownicy i towarzysze zapewniają, że czuje się dobrze, bohaterowi walki z rasistowskim systemem apartheidu lat wszak nie ubywa. Szefowie światowych mediów, a szczególnie stacji telewizyjnych wiedzą, że śmierć i pogrzeb Mandeli będą wielkim wydarzeniem nie tylko historycznym, ale i komercyjnym. Już dziś zabiegają o najlepsze miejsca dla kamer i studiów, z których dziennikarze będą prowadzić transmisję.
W zeszłym tygodniu jedna z gazet z Kapsztadu wywołała skandal, informując, że telewizja SABC zapłaciła ponad pół miliona dolarów wnukowi Mandeli Mandli, który jest też posłem Kongresu, za wyłączne prawa do transmisji uroczystości pogrzebowych przywódcy.
Oburzony Mandla i cała rodzina Mandeli kategorycznie zaprzeczyli takiej ofercie, oskarżając przy okazji dziennikarzy, że nie potrafiąc się obyć bez sensacji, sami je wymyślają dla zysku.
Snuki Zikalala, jeden z byłych dyrektorów SABC, przyznał jednak, że w telewizji od jakiegoś już czasu trwają prace nad "Projektem M" i że przeznaczono nań prawie 100 mln dol. Zikalala dodał, że suma przez niego wymieniona nie obejmuje rzekomej oferty dla rodziny Mandeli za wyłączne prawa do transmisji z pogrzebu. Przyznał za to, że zbudowane właśnie centrum komputerowe i kawiarnia internetowa w Qunu powstały właśnie po to, by przekształcić je w centrum prasowe, w którym miejsca zostaną z wielką korzyścią sprzedane lub wynajęte.
Sąsiedzi Mandeli z Qunu nie przejmują się całym zamieszaniem. Wioskowi starcy twierdzą, że nic nie wskazuje na to, by Mandela miał się wkrótce pożegnać z tym światem. Według nich ilekroć któryś z wodzów z królewskiego rodu Thembu miał umrzeć, zwiastowały to sny, jakie nocami nawiedzały wioskową starszyznę. Na razie nikt we wsi takich snów nie miał.