Katolicy na mszach i procesjach Bożego Ciała oddawali w czwartek cześć Najświętszemu Sakramentowi. Ale kazania biskupów wygłoszone w jedno z najważniejszych świąt w Kościele wybiegały poza refleksje teologiczne. Biskupi - niektórzy bardzo emocjonalnie - komentowali życie polityczne.
Abp
Kazimierz Nycz, który poprowadził procesję ulicami Warszawy, ubolewał nad "przerażającym" językiem debaty publicznej. - Niewiele daje wolność mówienia, jeżeli słowo wypowiadane nie jest wolne, jeśli jest spętanie egocentryzmem, kłamstwem, podstępem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych, którzy różnią się narodowością, religią, poglądami - mówił do tysięcy warszawiaków. Dodał, że w świecie polityki i mediach prawie przemocą próbuje się nieraz narzucić własne przekonania.
W zbliżonym tonie abp
Józef Życiński mówił w Lublinie o "zatrważającym zaniku kultury językowej". - Coraz częściej ci, od których byśmy oczekiwali świadectwa kultury, mówią w środkach przekazu językiem wulgarnym, który przed laty był praktykowany tylko w subkulturach przestępczych, a potem tłumaczą się, że nie wiedzieli, że mikrofon był włączony. I nawet nie potrafią zdobyć się na proste słowo "przepraszam", tylko dają świadectwo kultury, która jest odległa od chrześcijaństwa - wypominał lubelski metropolita. To aluzja do publicysty Rafała Ziemkiewicza, który w wieczorze wyborczym w
TVP wulgarnie komentował konferencję wiceprzewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej.
O "potrzebie ładu moralnego w naszej ojczyźnie" wspomniał na procesji w Krakowie kard.
Stanisław Dziwisz. - Bez tego nie można marzyć o ładzie w przyszłości - podkreślał. Podobnie szef Episkopatu abp Józef Michalik, który w Przemyślu wzywał polityków wszystkich partii do pojednania. Tyle że jego kazanie było o wiele bardziej minorowe. - Czas najwyższy, żeby politycy wszystkich partii, wspólnie zobowiązali się do zgody, nie do kłótni, nie do oskarżeń. Żeby zobowiązali się i realizowali pracę dla narodu, żeby ratowali stocznie, kopalnie, rolnictwo, przemysł, miejsca pracy - mówił na procesji. Uznał, że w ciągu 20 lat wolnej Polski "nie odcięto się od korzeni zła", ponieważ "humanizm, umiłowanie historii, honoru, ojczyzny jest wyśmiewane przez salony i ludzi, którzy uważają się za elitę kulturalną".
Po raz kolejny bronił mediów ojca Rydzyka. - Musi być miejsce dla Radia Maryja i dla Telewizji Trwam, skoro jest miejsce dla liberalnych, pornograficznych programów - argumentował.
Za Radiem Maryja wstawiał się wczoraj też bp kielecki Kazimierz Ryczan, wedle którego toruńska rozgłośnia "zwalczana jest z szatańską przewrotnością, a z ust niektórych polityków słychać atak na katechezę w szkole i święto Trzech Króli".
Na mszy na rynku w Tarnowie bp Wiktor Skworc potępił eutanazję i aborcję. I zaapelował o wsparcie materialne dla hospicjów. Abp Henryk Hoser w kazaniu po procesji mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy przekonywał zaś, że bez wiary nie da się godnie żyć, bo "tylko w Jezusie Chrystusie rodzaj ludzki może zbudować autentyczną jedność, bez Niego wszystko będzie budowaniem Wieży Babel, osuwaniem się w niezrozumienie i bratobójcze walki".