http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nawet pirat ma prawo do internetu

bart
2009-06-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-11 16:56

We Francji nie będą odłączać piratów od internetu. Byłoby to niezgodne z wolnością komunikowania się - orzekła Rada Konstytucyjna.

Według sędziów Rady (odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego) przyjęte przez parlament w maju przepisy o zwalczaniu piractwa łamią zapisy Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 r.

Przeforsowane przez prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego i jego rząd przepisy znane jako Prawo Hadopi miały być przełomem w walce z nielegalnym ściąganiem plików. Zakładały bezkompromisowe karanie internautów przyłapanych na piractwie. Ci za pierwszym razem mieli dostawać e-mail z ostrzeżeniem, za drugim ostrzeżenie przychodziłoby zwykłą pocztą. Trzeciego razu miało nie być - internaucie, który nadal ściągałby filmy czy muzykę z sieci wyłączano by internet nawet na rok, a za dostęp do sieci musiałby płacić w dalszym ciągu.

Za ściganie, ostrzeganie i w końcu odłączanie piratów miałaby odpowiadać niezależna instytucja państwowa - Hadopi (skrót od francuskiego terminu instytucja ds. rozpowszechniania dzieł i przestrzegania prawa w internecie). Co więcej, notorycznym piratom internet wyłączano by z automatu: nie decydowałby o tym sąd, lecz urzędnik Hadopi. Tak surowych przepisów antypirackich nie wprowadzono dotąd nigdzie na świecie.

Gdy nowe przepisy stanęły na forum Zgromadzenia Narodowego, minister kultury Christine Albanel tłumaczyła, że to jedyny sposób, by zwalczać piractwo. Do nielegalnego ściągania z sieci przyznaje się co trzeci internauta, czyli w sumie jakieś 10 mln ludzi. Przewidywane przez stare przepisy kary - trzy lata więzienia i grzywny idące w setki tysięcy euro - na nikim nie robiły większego wrażenia.

Prawu Hadopi przyklasnęły koncerny muzyczne, producenci filmów i gier komputerowych, które przez piratów tracą miliony.

Ale ustawa budziła zastrzeżenia, że łamie podstawowe wolności. Odrzucił je senat, choć jego weto uchyliła potem izba niższa. Lewica odwołała się więc do Rady Konstytucyjnej i przygotowała na wszelki wypadek skargi do europejskich instytucji.

Choć rząd argumentował, że dostęp do internetu nie jest "fundamentalną wolnością", Rada uznała, że tak właśnie wynika z zapisanej w konstytucji zasady prawa do nieskrępowanego komunikowania się. Dlatego nie wolno odłączać ludzi od internetu bez decyzji sądu. I rząd będzie musiał zmienić przepisy.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':