http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niewolnica Colette

Kazimiera Szczuka
2009-06-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-10 12:36

Dziś stało się oczywistością, że w każdym choć trochę szykownym serialu występuje gej - najlepszy przyjaciel kobiety. Nikt oczywiście nie pamięta, że Colette opisała to już dawno temu. Rozmowa z prof. Marią Janion

Sidonie-Gabrielle Colette (1873-1954) jako 20-latka poślubiła Henry'ego Gauthier-Villarsa. Pod jego nazwiskiem opublikowała pierwsze powieści, opisujące dojrzewanie i inicjację Klaudyny. Owiane skandalem odniosły spory sukces wydawniczy. Członkini belgijskiej Akademii Literatury oraz Akademii Goncourtów. Nakładem W.A.B. ukaże się także powieść ?Chéri?, która posłużyła za kanwę filmu Stephena Frearsa z Michelle Pfeiffer. Jego polska premiera jesienią.
Na zdjęciu: Colette w Moulin Rouge, 1907
Fot. Forum
Sidonie-Gabrielle Colette (1873-1954) jako 20-latka poślubiła Henry'ego...
Colette ''Czyste, nieczyste''
Colette ''Czyste, nieczyste''
ZOBACZ TAKŻE
We wstępie do "Czystego, nieczystego" bardzo wysoko ocenia pani tę niewielką książkę i całą twórczość jej autorki, Colette. Czy to nie przesadny zachwyt?

- Może i ją przeceniam, ale nie jestem w tym odosobniona. Colette okazuje się dziś pod wieloma względami bardzo nowoczesna. Traktowała pisanie jako formę niezależności kobiecej. To łączy się z jej biografią, jej związkiem z pierwszym mężem, który traktował ją jako wyrobnicę pióra. Prawdopodobnie czasami dosłownie trzymał ją w zamknięciu i kazał pisać. W ten sposób m.in. powstały "Klaudyny", których autorstwo przypisywał sobie. Colette potem z trudem zdobyła prawo do autorstwa, a później do tantiem z tych powieści, bardzo zresztą sławnych i do dzisiaj popularnych.

W książce opisana jest również grupa młodych gejów, których Colette nazywa "murzynami", bo pracowali, tak samo jak ona, jako anonimowi autorzy w "pracowni literackiej pana Willy'ego".

- Tak, to był właśnie jej pierwszy mąż. Monografistka Colette Michele Sarde wprost nazywa go "literackim stręczycielem". Eksploatował talent własnej żony, kradnąc jej sławę, zabierając pieniądze i dając w zamian status mężatki, kobiety "chronionej", "bezpiecznej", tyle że zagrożenie płynęło właśnie od niego, od opiekuna.

Jak mogło jej się coś takiego przytrafić?

- Colette sama siebie przedstawia jako wieśniaczkę, osobę, która przybyła z prowincji do Paryża. Była początkowo naiwna i bezbronna wobec oszusta.

Ale wykonywała przecież jeszcze drugi artystyczny zawód oprócz pisania. Była aktorką.

- Aktorstwem zarabiała na życie. Przez wiele lat jeździła po Francji. Była bardzo znękana tymi objazdowymi występami, ale chyba też jakoś tego potrzebowała. Znała i lubiła wieś francuską. Uwielbiała zwierzęta. Wielu krytyków uważa, że jej stosunek do zwierząt jest znaczący, że dobrze tłumaczy różne niuanse jej pisarstwa. Kiedy była ze swoim trzecim mężem w Nowym Jorku, wychodząc z kina zobaczyła kota i wykrzyknęła: "O, nareszcie ktoś, kto mówi po francusku!". Jej zdaniem kot był wytworem typowo francuskim.

Tak jak sama Colette, często porównująca swoje bohaterki do kotek, zmysłowych i rozkosznych, wygrzewających się przy kominku, chrupiących przysmaki. Jednocześnie była ciężko pracującą kobietą.

- Z wielkim trudem wybijała się na niepodległość. Właśnie za pomocą pisania, pojmowanego w końcu jako droga wyzwolenia. W "Czyste, nieczyste" mamy bardzo świadomą prezentację tego pisarstwa, w zamierzeniu Colette będącego skarbcem wiedzy o zmysłowości, rodzajem wyzwolenia zmysłowości kobiecej.

Czy można nazwać to wykwintne pisanie rewolucyjnym?

- Julia Kristeva, filozofka i psychoanalityczka, ceniona także przez feministki, uczyniła Colette jedną z trzech najważniejszych dla siebie kobiet. Obok Hanny Arendt i Melanie Klein to właśnie Colette jest przedstawicielką "geniuszu kobiecego", bo tak Kristeva nazwała swój tryptyk monografii kobiet. W Polsce może to być zaskoczeniem, bo wciąż myślimy, że Colette to taka sobie popularna pisarka, autorka poczytnych "Klaudyn".

Taka staroświecka skandalistka...

- Tak, jest wyraźna różnica w odbiorze Colette we Francji i w Polsce. Po prostu za mało o niej wiemy. Od dawna jest umieszczana wśród najwybitniejszych pisarzy francuskich. Jej dzieła wszystkie wydano jeszcze za jej życia, 15 tomów. Są tam rzeczy różnej wartości, ale sama edycja świadczy o randze pisarza. Colette była opisywana jako autorka wybitnych rzeczy dotyczących tego, co ogólnie określane jest jako sfera intymna, ale niekoniecznie musi być erotyką.

Ale styl Colette jest bardzo nacechowany płcią i seksualnością.

- W tym właśnie nowe generacje badaczy i krytyków, często kobiet, upatrują wartość jej prozy. Zajmują się sensualnością języka Colette.

A z kim bywa porównywana?

- Nawet z takimi mistrzami pisarstwa intymnego jak Rousseau czy Chateaubriand. A także Flaubert. Oczywiście mowa jest wówczas o zastrzeżeniu wszystkich proporcji, niemniej jednak takie porównania są czynione. To wskazuje na najwyższą rangę pisarstwa Colette jako pisarstwa intymnego właśnie, tego, którym szczyci się francuska literatura.

A dla pani? Rzeczywiście Colette jest kimś tak cennym?

- Muszę powiedzieć, że strawiłam wiele czasu nad przebiciem się przez jej styl. Nie jest to wcale styl popularny. Colette jest pisarką o bardzo wyrafinowanym słownictwie i metaforach.

Źródło: Duży Format
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów