http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Reportaż znaleziony w Saragossie

Wojciech Orliński
2009-06-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-10 11:32

U Potockiego Cyganie z Sierra Morena gustowali w ludzkim mięsie. Dziś sprzedają kokainę


Rys. Przemysław Truściński
Hrabia Olavidez jeszcze nie był sprowadził osadników do gór Sierra Morena" - pierwsze zdanie "Rękopisu znalezionego w Saragossie" to - moim zdaniem - jedno z najpiękniejszych pierwszych zdań w historii literatury. Nie oprę się więc pokusie, żeby rozpocząć od niego swoją opowieść o podróży śladami hrabiego Jana Potockiego. Oraz kawalera Alfonsa van Worden, kapitana gwardii walońskiej, bohatera jego "Rękopisu...".

Jest 14 maja 1791 roku.

Hrabia Potocki wyrusza z królewskiej rezydencji Aranjuez koło Madrytu do Kordoby. Trwa jego podróż życia, w której zwiedził Francję, Hiszpanię i Maroko. Z wielu jej etapów zachowały się drobiazg-owe relacje. Z tego akurat nie. Wiemy tylko z zachowanych listów, że już 20 maja hrabia dotarł do celu.

Przejechał przez góry Sierra Morena drogą, którą zaledwie 12 lat wcześniej wytyczył francuski inżynier Charles Le Maur. Dziś biegnie tamtędy autostrada A4. Jadąc nią - tak jak Potocki - z Madrytu do Kordoby, niewiele ryzykuję. Jednak w czasach Potockiego samotna podróż tą drogą była samobójstwem. Sierra Morena zaludniali zbójcy, włóczędzy, przemytnicy i inni uciekinierzy spod prawa. Podróżowano więc wyłącznie dyliżansem.

Słowo "dyliżans" znamy z westernów, ale ma ono hiszpański rodowód. Amerykanie przejęli je od Meksykanów - "la diligencia" oznacza nie tyle rodzaj pojazdu, co nadzór. Bo podróżujący dyliżansem oddawali swoje bezpieczeństwo w ręce eskortujących ich wojsk królewskich.

Ale wróćmy do Potockiego i jego podróży.

Droga przez Sierra Morena

w jego czasach miała dwa obowiązkowe postoje połączone z noclegiem: na północnym krańcu oberża Venta de Cárdenas, na południowym - dom pocztowy w Andu´jar.

Potocki żadnego z tych miejsc nie odnotował, ale drobiazgowy opis oberży Venta de Cárdenas sporządził za to Victor Aimé Huber, niemiecki student (w roku 1845 zasłynie dziełem "Wizja roku 1945", w którym przedstawi, jak Żydzi za pośrednictwem kapitalizmu i demokracji ostatecznie niszczą chrześcijaństwo). Nas jednak interesują notatki Hubera z podróży przez Sierra Morena z maja 1822.

"Uderza podobieństwo oberży do orientalnych karawanserajów - notował Huber. - Cały budynek tworzy jedno przestronne pomieszczenie. Jego strop jest zarazem dachem budynku, wspartym na trzech rzędach kamiennych filarów. Nawet w ciągu dnia niewiele światła wpada przez szczeliny w ścianach i wzrok musi najpierw przyzwyczaić się do ciemności. W jednym pomieszczeniu zgromadzeni są podróżni, ich bagaże i ich zwierzęta - gdy zachodzi taka potrzeba, mieści się tu setka ludzi i trzy setki mułów.

Dym z paleniska ulatniał się przez szczeliny w ścianach, a częściowo unosi się mgłą pod sufitem. Obok paleniska przepierzeniem wydzielono osobne pomieszczenie dla oberżysty i jego rodziny, tworzące jakby budynek wewnątrz budynku. Przy ognisku Padrona, starsza, lecz żwawa kobieta otoczona służkami, przygotowuje najrozmaitsze posiłki".

W oberży zachowano arabski zwyczaj

- zanotował Huber - zgodnie z którym nie wypada rozpocząć posiłku bez uprzedniego zapytania sąsiadów: - Zechcecie zjeść z nami, cavalleros? Podróżni chętnie korzystali z zaproszenia, dzielili się zapasami i opowieściami. Możemy zgadywać, że właśnie w Venta de Cárdenas, słuchając takich opowieści, hrabia Jan Potocki obmyślał bohaterów swojej powieści.

Dzisiaj Venta de Cárdenas

to po prostu zjazd numer 243 na autostradzie A4. Docieram tam po kilku godzinach przeciskania się przez madryckie korki i przecięciu La Manczy, krainy Don Kichota.

Dawny budynek oberży już nie istnieje. Tam, gdzie stał, działa dzisiaj zajazd Casa Pepe, cały udekorowany portretami generała Franco, frankistowskimi flagami, antyunijnymi plakatami i karykaturami Zapatero.

Zwiedzić zwiedziłem, ale poczułem, że temu właścicielowi nie chcę zostawiać swoich pieniędzy. Na szczęście opodal, tuż obok zabytkowej pustelni - groteskowo wtulonej między autostradę a tzw. drogę opaskową - mieści się restauracja La Teja.

Jej właściciel nie afiszuje się ze swoimi poglądami politycznymi, ale gdy po obiedzie chciałem kupić kulinarne suweniry, odkryłem wino rozlewane tu pod własną marką. Ta marka to Agora.

Od razu przypomina mi się "Rękopis..." i rozsnuta w nim wizja antychrześcijańskiego spisku działającego od czasów starożytnych w Sierra Morena. Czyżbym odkrył sekret Agory, spółki wydającej "Gazetę Wyborczą"? Jej macki sięgają aż tutaj, więc może spisek opisany przez Potockiego funkcjonuje do dziś, od Warszawy po Sierra Morena?

Odpędzam od siebie paranoiczną wizję, ale wychodzę ze sklepiku, uginając się pod siatami z butelkami, których wesoły brzęk będzie towarzyszyć mojej dalszej podróży.

Źródło: Duży Format
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':