- Zabiją. Ewuniu, zabiją cię! Zabiją!
- Marek, daj spokój! Przestań się mazgaić.
- Boję się tego wywiadu dla "Wyborczej",
bo po nim to już żadnego życia nie będę miała na ulicy, ale idę na całego, z imieniem, nazwiskiem i ze zdjęciem. Trzeba wreszcie zrobić coś z tym krajem. Biorę rozbieg i przebijam głową mur, pokażę, że tacy ludzie jak ja naprawdę
istnieją.
- Jacy?
- Parszywa jestem, dziwoląg i odmieniec, co ośmieliła się poprawić Pana Boga. Dzisiaj znowu nie było listów. Chociaż wszyscy znajomi już dostali. Zaproszenia na 4 czerwca. Do Gdańska albo do Krakowa. Ci, co pamiętają, kto to jest Hołuszko, boją się zaproponować, przypominać moje nazwisko.
- Ale Hugo-Bader z "Wyborczej" przyszedł na wywiad.
- Widziałeś, jak mi gumka do włosów upadła? Mało, że nie podniósł, to jak najgorszy cham czubkiem buta przysunął. Żebym się sama schyliła. I w rękę nie pocałował.
- Daj spokój, Ewuniu. Popatrz na swoją rękę. Przecież on ma mniejszą i pamięta ciebie sprzed lat, to jest mu trudno. Do tego widzi, jak się ruszasz. Niby kobieta, ale trochę jak dragon. No i ten rozmiar. Ile ty masz? 190? Tylko 185 centymetrów! I za każdym razem, jak do ciebie przychodzi, odgrywasz ten babski rytuał. Przyjmujesz go w rosole, w domowym, męskim swetrze, powyciąganej spódnicy i tych ohydnych babskich klapkach złotego koloru na gołe nogi. Oczywiście za małe, bo twoich rozmiarów nie robią. Kto widział kobietę z taką nogą.
- Ale zmniejszyła mi się o jeden numer.
- To znaczy na jaki? 42? Potem każesz facetowi czekać, a ty się myjesz, malujesz, układasz włosy, do tego wyjściowa sukienka, rajstopy i się pojawiasz. Chociaż wcześniej dwie godziny gadaliście. On pewnie w ogóle nie całuje kobiet po rękach. Za to prezydent buchnął cię w mankiet, jak przypinał krzyż oficerski.
- Prezydent Kaczyński odznaczał Ewę Hołuszko, twórcę największej warszawskiej organizacji podziemnej w stanie wojennym. Myślę, że jego ekipa nie powiedziała mu wszystkiego. Musieli wiedzieć, że założyciel organizacji nazywał się inaczej. Miałam straszną ochotę wygarnąć mu wszystko.
Pierwsza chemia - bunkier
- To nie wina Kaczyńskiego, Ewuniu, że od trzech lat mieszkasz w podziemnym bunkrze, że zamiast podłogi masz ułożone na piasku deski, zamiast łóżka drewniane palety na cegłach, a zamiast kibla - wiadro.
- To nie bunkier, tylko fundament domu. Dach z niebieskiej folii rozwijam tylko na zimę, bo przecieka. A z tym wiadrem już chyba do końca życia będę biegała wylewać do dołu. W 2007 roku podłączenie do kanalizacji miało kosztować 3,2 tysiąca. Zbierałam, zbierałam, a jak miałam tyle, co trzeba, okazywało się, że cena podskoczyła do 6,6 tysiąca. Za co?! Za kawałek rury z ulicy do mojej studzienki! Sama bym to zrobiła w dwa dni, ale trzeba mieć uprawnienia. To poszukałam innego fachowca, ale powiedział aż 10. Rozpacz! Więc wracam do tego za 6,6, a on, że obecna cena to 15,8 tysiąca.
- Nie płacz, Ewuniu. Mnie też wkurza, że mając cztery fakultety i twoją biografię, przepisujesz słupki z cyferkami dla firm ubezpieczeniowych.
- Za półtora tysiąca na miesiąc. A to praca tylko w nocy. Ja się czuję jak pajac, bo zbieram latami na tę kanalizację, nie dojadam, a cena ciągle mi ucieka. To ma być mój kraj?! Normalnie głoduję, żeby zakopać kawałek rury. Powinnam jeść jak człowiek, bo jestem śmiertelnie chora, a dzisiaj na obiad miałam kartofle ze szczypiorem. A najgorsze, że boję się chodzić po swojej ulicy, boję się ludzi. Zaczepiają, wyzywają, okradają, a policja umarza kolejne sprawy. Kiedyś miejscowe menele wdarli się do środka, młotami rozwalili komputery, a furtkę ukradli na złom. Potężną twierdzę zrobiłam ze swojego bunkra. Kraty w oknach, a wszędzie wkoło postawiłam kamery na podczerwień, żeby nawet w nocy widzieć, jak się szykują do szturmu, i złapać za siekierę, co zawsze ją mam pod ręką. Na szczęście te kamery to teraz taniocha. To ich trochę odstraszyło, bo wiedzą, że obraz jest zapisywany, i jakby co, będzie dowód dla policji. Kiedyś opowiedziałam dzielnicowemu, jaką mam wojenną przeszłość, i kazałam, żeby pogadał z menelami, bo na stałe mam siekierę za drzwiami.
- Kobietka moja.
- Chyba pogadał, bo od tego czasu drzwi nie forsowali. A wszystkie nieszczęścia stąd, że Pan Bóg sobie ze mnie zażartował. Cokolwiek okrutnie. Nie tylko z menelami mam na pieńku. Straciłam wszystkich przyjaciół, znajomych, a nawet rodzinę. A wiesz, ilu takich jak ja wykończyła polska psychiatria, bo fałszywie uznała ich za schizofreników? A przecież nie ma niczego niezwykłego w ich umyśle. Gdyby to schorzenie można było wykryć zaraz po urodzeniu, to dla takiego dziecka lepiej by było, żeby je zrzucili ze skały, jak w Sparcie. Albo komora gazowa.
Źródło: Duży Format