http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto pobił, a kto zlekceważył Cugier-Kotkę?

Piotr Machajski
2009-06-10, ostatnia aktualizacja 2009-06-10 08:42

Najpierw policjanci nie przyjęli w domu aktorki zawiadomienia o pobicu - kazali jej przyjść na komendę. Teraz bardzo chcą prowadzić tę sprawę, ale Cugier-Kotka zwleka.



Anna Cugier-Kotka to chwilowo najsławniejsza polska aktorka. Łódzką Filmówkę ukończyła 15 lat temu. Widzowie mieli szansę zapamiętać ją przede wszystkim z dwóch ról. W 2007 roku wystąpiła w spocie Platformy Obywatelskiej. Dwa lata później zagrała w spocie Prawa i Sprawiedliwości. I została twarzą kampanii PiS. Wystąpiła na konwencji wyborczej.

- Dwa lata temu zagłosowałam na PO. Uwierzyłam w to, co nam proponowano. Czuję się głupio, że dałam się nabrać. Dziś daję rządowi żółtą kartkę - mówiła ze sceny.

Po tym występie zaczęły o niej pisać gazety. Także o tym, że dostawała wiadomości z pogróżkami. Wczoraj zaś okazało się, że została pobita. Partia, którą wsparła, zareagowała natychmiast.

- Oczekuję, że władze, w szczególności minister Schetyna, uczynią wszystko, by sprawcy zostali schwytani. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że chodzi tutaj o motywy polityczne - mówił podczas konferencji prasowej Jarosław Kaczyński, prezes PiS. - To wydarzenie skandaliczne!

Co wydarzyło się pod dziesięciopiętrowym blokiem na warszawskim Grochowie, gdzie mieszka aktorka? Okoliczni mieszkańcy o rzekomym napadzie dowiedzieli się z mediów.

- Ja to nawet nie wiedziałem, że ona u nas mieszka, taka "szyszka" na robotniczym Grochowie... - dziwił się młody mężczyzna, którego spotkaliśmy pod sklepem. Tym samym, w którym Anna Cugier-Kotka miała w sobotę rano robić feralne zakupy. Do rozmowy włącza się starszy pan: - Żal mi tej pani. Dobrze zrobiła, że się przeniosła do PiS. Tylko oni mogliby zaprowadzić w tym kraju porządek. U nas to czasem strach wyjść z domu na ulicę.

Z domu boi się też wychodzić Cugier-Kotka. Oto jej relacja.

- Wyszłam po zakupy, było około ósmej rano. Podeszło do mnie trzech mężczyzn. Jeden wykręcił mi rękę i zaczął mnie kopać. Drugi obrzucił wyzwiskami. Nie wiem, co robił trzeci, bo to wszystko wydarzyło się strasznie szybko. Uciekłam do domu. Zadzwoniłam do przyjaciela, który przyjechał do mnie, i razem zastanawialiśmy się, co zrobić. Zadzwoniłam na policję. Było około godz. 12. Policjanci przyjechali do mnie do domu i powiedzieli, że skoro nie rozpoznałam sprawców, to nie ma sensu tego zgłaszać.

Policja widzi tę sprawę nieco inaczej. - Zgłoszenie na numer alarmowy dostaliśmy o godz. 13.57, niemal sześć godzin po zdarzeniu. Do mieszkania pokrzywdzonej pojechał patrol. Według jej relacji napastnik był jeden i uciekł zaraz po zdarzeniu. Funkcjonariusze zapytali panią, jak się czuje. Powiedziała, że dobrze i nie potrzebuje pomocy lekarza, bo ma tylko siniaki. W związku z tym poinformowali ją, że jeśli chce, aby ścigano sprawców, musi sama zgłosić zawiadomienie w najbliższej jednostce policji - informuje nadkomisarz Marcin Szyndler, rzecznik Komendy Stołecznej.

Przez całą sobotę i niedzielę nic się nie wydarzyło. Policjanci zdążyli już zapomnieć o rzekomym pobiciu, gdy w poniedziałek wieczorem o sprawie poinformowała "Rzeczpospolita". W policji rozpoczęło się gorączkowe odkopywanie sprawy, ale tej nie było, bo aktorka ostatecznie nie złożyła zawiadomienia w komendzie.

Szyndler: - Po informacji w "Rzeczpospolitej" sami skontaktowaliśmy się z tą panią. Proponowaliśmy, że przyjmiemy to zawiadomienie w dowolnej, wskazanej przez nią jednostce. Że policjanci w cywilu mogą przyjechać nieoznakowanym radiowozem do jej domu.

Anna Cugier-Kotka podkreśla, że policjanci już wcześniej zlekceważyli jej zgłoszenie. Zaraz po emisji spotu z jej udziałem miała dostawać wiadomości z pogróżkami. Została nazwana m.in. "pisowską dziwką". Ktoś wysyłał groźby na jej konto w portalu Nasza-klasa.pl i w serwisie Goldenline.pl. Z jedną z takich wiadomości stawiła się pod koniec maja w komendzie na warszawskim Śródmieściu. Dokładnej daty nie pamięta.

- Policjant powiedział mi, że groźba jest ewidentna, ale małe szanse na wykrycie sprawcy, skoro pisał z fikcyjnego konta i pewnie jeszcze z kafejki internetowej. Uprzedził, że przesłuchanie potrwa półtorej godziny. Poczułam się zniechęcona - relacjonuje. - Zawiadomienia nie złożyłam.

- Nie chce mi się w to wierzyć. Jesteśmy wyczuleni na wszelkie sprawy, które choć trochę dotyczą polityki. Na terenie naszej dzielnicy mieści się większość centralnych instytucji, politycy są u nas częstymi gośćmi. O każdej takiej sprawie kierownictwo jest natychmiast informowane. Robi się wtedy takie zamieszanie, jakby chodziło o zabójstwo - mówi oficer śródmiejskiej policji.

Podinspektor Sławomir Piekut, wiceszef tej komendy: - Gdyby jakiś policjant rozmawiał z tą panią, powinna po tej rozmowie zostać choćby notatka. Sprawdziłem miesiąc wstecz, nic nie mamy.

Teraz policjanci bardzo chcieliby zająć się sprawą Anny Cugier-Kotki. Sam prezes PiS Jarosław Kaczyński wytypował już krąg podejrzanych: - Nie wiem, czy to było zlecenie, czy wystąpienie pewnej części elektoratu Platformy Obywatelskiej - powiedział na wczorajszej konferencji.

Szef Komendy Stołecznej wyznaczył do prowadzenia sprawy najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy z wydziału dochodzeniowo-śledczego, którzy prowadzą m.in. śledztwa, w których pokrzywdzymi są dyplomaci.

Na razie jednak nic nie mogą zrobić. Wczoraj od rana czekali na pojawienie się aktorki. Ta w końcu obiecała, że najpierw zrobi obdukcję, a później z tym dokumentem stawi się w komendzie. Dotarła późnym popołudniem. Weszła do środka tylko po to, by oznajmić policjantom, że jest zmęczona i że postara się przyjść we wtorek.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':