Prokurator Janeczek jest pierwszym śledczym zaangażowanym w sprawę przeciwko b. posłance
SLD, któremu zarzucono działania sprzeczne z prawem. Rzecznik dyscyplinarny uznał, że uchybił godności prokuratora, i skierował wniosek o wszczęcie przeciwko niemu postępowania przed sądem. Grozi mu wydalenie z prokuratury.
Janeczek twierdzi, że w ten sposób płaci za znajomość ze Zbigniewem Ziobrą (
PiS) oraz skuteczną walkę z przestępczością na Śląsku. - Jeżeli sąd uzna moją winę, sam wniosę o wymierzenie mi kary wydalenia z zawodu - powiedział nam wczoraj.
Sprawa dotyczy jego rozmowy z prok. Emilem Melką, który jako pierwszy prowadził śledztwo przeciwko mafii węglowej. Po samobójstwie Barbary Blidy "Dziennik" napisał, że jesienią 2006 r. Melce odebrano śledztwo, bo nie chciał stawiać zarzutów b. posłance SLD.
Po ukazaniu się tekstu Janeczek - wtedy szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach - wezwał Melkę na rozmowę i potajemnie ją nagrał. W lipcu 2007 r. "Gazeta" i RMF FM ujawniły stenogram z tego spotkania.
Janeczek namawiał Melkę, aby napisał oświadczenie, czy przełożeni naciskali, żeby postawił Blidzie zarzuty. Melka bronił się, że prawdy napisać nie może. "(...) Musiałbym być poza tą firmą, żeby napisać wszystko. (...) Przecież nie będę cytował słów, jak było" - mówił. Dodał, że wszystko opowie przed komisją śledczą.
Po tej rozmowie Janeczek złożył wniosek o postępowanie dyscyplinarne wobec Melki, a ten tłumaczył, że żartował, mówiąc o komisji śledczej. Po przegranych przez PiS wyborach postępowanie wobec Melki umorzono. Teraz przed sądem dyscyplinarnym stanie Janeczek. Oskarżono go o naruszenie godności prokuratora.
Prokurator był mocno zaangażowany w śledztwo w sprawie Barbary Blidy. Kiedy zajmujący się sprawą Blidy prokuratorzy mieli wątpliwości, czy ją zatrzymywać, zdenerwowany Janeczek wydał im polecenie doprowadzenia jej do prokuratury przez służby specjalne.
Współpracownicy Janeczka twierdzą, że postawienie go teraz przed sądem dyscyplinarnym jest próbą zdyskredytowania współpracowników Zbigniewa Ziobry. Przypominają, że w lipcu 2007 r. (jeszcze za rządów PiS)
Ministerstwo Sprawiedliwości badało już kwestię nagrania i uznało, że nie doszło do naruszenia prawa. Prokuratorzy niechętni Janeczkowi wskazują jednak, że nie mógł on prowadzić działań operacyjnych, do których zalicza się m.in. nagrywanie rozmów. - Złamał dobre obyczaje panujące w firmie - podkreślają.
W sprawie nagrania Melki postępowanie dyscyplinarne wszczęto też wobec Mirosława Tracza, naczelnika wydziału organizacyjnego Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, który załatwił dyktafon i był obecny podczas rozmowy. Na razie jednak rzecznik dyscyplinarny nie zdecydował, czy jego sprawę również skieruje do sądu.