Tak Ziemkiewicz, nie wiedząc, że ma włączony mikrofon, komentował konferencję wiceprzewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej Stanisława Kosmali, którą pokazano w trakcie programu. Widzowie usłyszeli też rozmowy gości "Antysalonu", m.in. o zmianach w redakcji "Dziennika" i o tym, że ktoś odszedł stamtąd "bez odprawy". "Niewybredne komentarze" prowadzącego nagrały się podczas programu emitowanego na żywo w niedzielę o godz. 10, ale nie było ich wtedy słychać. Usłyszeli je dopiero widzowie powtórki "Antysalonu" o godz. 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek.
Wpadka z wulgaryzmami Ziemkiewicza dopełniła katastrofy, jaką był wieczór wyborczy telewizji publicznej. Program nadawały TVP 1 i TVP Info. Do północy w niedzielę widzowie największej polskiej stacji telewizyjnej mogli zapoznać się z sondażowymi wynikami z zaledwie z pięciu spośród 13 okręgów wyborczych. TVP dysponowała danymi z Warszawy, Krakowa (woj. małopolskie i świętokrzyskie), Wrocławia (dolnośląskie i opolskie), Olsztyna (podlaskie i warmińsko-mazurskie) i Poznania (woj. wielkopolskie). Dane TVP pokazywały np., że
PSL nie przekroczyło progu wyborczego. Że tak się jednak nie stało, widzowie TVP mogli się dowiedzieć z transmitowanego na żywo wystąpienia premiera Donalda Tuska, który gratulował koalicjantowi wyniku. Telewizja pokazała też transmisję ze śląskiego sztabu PO, w tym rozmowę z Jerzym Buzkiem. Ale nie podano wyników z tego okręgu. W tym czasie
TVN 24, ale też portale internetowe gazet podawały już sondażowe wyniki z całego kraju.
- To był wieczór wyborczy w wersji oszczędnościowej, za dychę. O tym, jakie są naprawdę notowania, musieliśmy się dowiadywać z innych mediów. Nasi dziennikarze improwizowali, nadając relacje ze sztabów komitetów wyborczych - opowiada jeden z politycznych reporterów TVP.
Brak wiarygodnych danych zirytował zaproszonych do
studia socjologów, m.in. Barbarę Fedyszak-Radziejowską i Andrzeja Rycharda. - Co my właściwie mamy tu komentować? - pytali. Prof. Rychard nie omieszkał wypomnieć TVP uporczywe lansowanie partii Libertas (zasilanej w Polsce przez polityków LPR, z którą związany jest prezes TVP
Piotr Farfał), która uzyskała ok. 1 proc. głosów. -Nie udało się stworzyć takiego bytu politycznego jak Libertas, mimo że instytucja, której mamy przyjemność być gośćmi, dużo zrobiła, żeby traktować go równo. Informacje o Libertasie pojawiały się jako pierwsze w wiadomościach. Widać, że sam marketing polityczny nie wystarcza, musi być jakaś zawartość - mówił Rychard.
Prowadzący program próbowali ratować sytuację informacjami o frekwencji i rozkładzie mandatów w nowym europarlamencie. Ale i tu mieli pecha. Widzom pokazano planszę ze starym rozkładem. Rzecznik TVP Daniel Jabłoński pytany o to, dlaczego
telewizja zdecydowała się na "oszczędnościową" wersję wieczoru wyborczego, powiedział: - Nie komentujemy tej sprawy. To tajemnica handlowa.
Ziemkiewicz w wypowiedzi dla Gazety.pl odpowiedzialnością za swoją wpadkę obciążył telewizję, w której "zadziałał jakiś niewiarygodny bałagan". TVP w specjalnym komunikacie przeprosiła "wszystkich, którzy poczuli się dotknięci opiniami wyrażonymi w czasie tej rozmowy". Do komunikatu dołączone zostały też słowa ubolewania Ziemkiewicza.