Wśród "starych" z zadowoleniem można ponownie powitać w Parlamencie Jerzego Buzka, Jacka Saryusza-Wolskiego, Jana Olbrychta, Janusza Lewandowskiego, Jacka Protasiewicza (wszyscy z PO), Konrada Szymańskiego z
PiS, Marka Siwca z
SLD. W poprzedniej kadencji sprawdzili się w dziedzinach, którymi się zajmowali, np. w energetyce (Buzek), sprawach zagranicznych (Saryusz-Wolski), unijnych funduszach (Olbrycht), stosunkach ze Wschodem (Protasiewicz, Szymański, Siwiec).
Wśród nowych cieszą ci, którzy od dawna zajmują się Europą. Z marszu wdrożą się do pracy. To m.in. Róża Thun(PO), która w 2003 r. jako szefowa Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana poprowadziła najdynamiczniejszą kampanię na "tak" przed referendum na temat wejścia do UE. Później była szefową przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie, czyli instytucji, z którą Parlament współpracuje.
Prof. Lena Kolarska-Bobińska(PO) w Polsce szefowała Instytutowi Spraw Publicznych. Wielokrotnie służył on władzom i dziennikarzom wiedzą w sprawach europejskich. Ekspertem w sprawach europejskich jest też 37-letni dr Rafał Trzaskowski, od lat związany z Kolegium Europejskim w Natolinie, kuźnią europejskich kadr.
Oczywiście nie sposób też nie wymienić polskiej komisarz Danuty Hübner. Jest jedną z najbardziej znanych polskich postaci w UE, a dodatkowy kapitał zapewnił jej świetny wynik wyborczy. W Parlamencie może nie być jej jednak z początku łatwo, bo koledzy z lewicy mają jej za złe, że ich porzuciła, a ci z Platformy będą postrzegać ją jako "spadochroniarkę" i konkurentkę.
Cieszy też obecność młodych wilków, jak
Jarosław Wałęsa (PO), i polityków doświadczonych na innych frontach, jak Tadeusz Cymański (PiS). Do pracy w Parlamencie nie będą się za to przykładać spin doktorzy PiS Michał Kamiński i
Jacek Kurski. Pierwszy już zasiadał w Parlamencie, lecz porzucił go dla posady w Kancelarii Prezydenta. Dla drugiego Parlament, który mało przebija się do mediów, za to wymaga ciężkiej pracy i niezliczonych spotkań, zapewne okaże się nużący.
Ciesząc się z nowego Parlamentu, nie mogę się powstrzymać, by nie uronić łzy za starym, a konkretnie za tymi europosłami, którzy się sprawdzili, lecz za sprawą swoich partii lub wyborców już do Strasburga nie wrócą. Ani jeden Polak nie zasiądzie w tej kadencji w grupie liberałów. Dotychczas było tam sześciu naszych rodaków, m.in. Janusz Onyszkiewicz i Andrzej Wielowieyski, który zastąpił zmarłego Bronisława Geremka. Pierwszy był wyjątkowo ceniony za wiedzę dotyczącą polityki zagranicznej, m.in. stosunków z Rosją. Wielowieyski także dał się poznać jako aktywny deputowany - m.in. przygotował raport, jak zmniejszyć przepaść między Unią a obywatelami.
Klęska Centrolewicy sprawiła też, że do Parlamentu nie wejdą dwaj inni wyjątkowo cenieni europosłowie: Dariusz Rosati i Józef Pinior. Ich brak z pewnością osłabi polską reprezentację w grupie socjalistów.
Z reprezentacji Platformy zniknie Urszula Gacek, która przyszła do Parlamentu w 2007 r. za ministra Bogdana Klicha, lecz natychmiast wzięła się ostro do pracy. Nie znalazła się jednak na listach PO w tych wyborach. Zabraknie też Marcina Libickiego z PiS, którego partia też nie wpisała na listę kandydatów. Libicki, będąc członkiem niewielkiej grupy Unia na rzecz Europy Narodów, dokonał w Parlamencie prawie niemożliwego. Przekonał kolegów do raportu własnego autorstwa ostro krytykującego projekt rosyjsko-niemieckiego gazociągu pod Bałtykiem. Wydawało się, że dla kolegów z Niemiec, Włoch i innych krajów tradycyjnie utrzymujących bliskie stosunki z Rosją raport będzie nie do zaakceptowania. Przeszedł jednak zdecydowaną większością głosów.
Wreszcie, specjalne podziękowania należą się odchodzącemu na emeryturę Janowi Kułakowskiemu. Przez lata negocjował wejście Polski do UE, a potem zdążył zasiąść w Parlamencie jako polski poseł. Wraz z nim odchodzi na emeryturę kawałek polskiej historii.