Partia prezydenta zdobyła 28 proc. głosów, co jest wynikiem lepszym od przewidywanego przez sondaże. Sarkozy powinien być zadowolony tym bardziej, że jego stronnictwo osiągnęło taki rezultat, będąc partią u władzy w czasach kryzysu. Francuzi, którzy wielokrotnie krytycznie wyrażali się w sondażach o prezydencie, najwyraźniej nie widzą dla niego i jego ekipy alternatywy.
Z pewnością nie są nią opozycyjni socjaliści, którzy wciąż nie pozbierali się po przegranej w wyborach prezydenckich i podziałach, jakie wywołała w partii kandydatura Ségolene Royal na prezydenta. I socjaliści wciąż zajmują się głównie sami sobą. Partia ma co prawda nową przywódczynię - Martine Aubry, byłą minister i córkę wielkiego Europejczyka, byłego szefa Komisji Europejskiej Jacques'a Delorsa, ale fakt ten nie miał wielkiego przełożenia na kampanię w eurowyborach.
Głównym pomysłem socjalistów na kampanię była krytyka Sarkozy'ego i jego "liberalnego" wspólnika José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej. Media zwracały też wiele uwagi na to, czy panie Aubry i Royal nie zagryzą się po drodze.
Socjaliści zdobyli 16,4 proc. i 14 mandatów. Tyle samo, ile Zieloni Daniela Cohn-Bendita, dla których to prawdziwy triumf. Zieloni mają tyle, ile jedna z największych francuskich partii. Zdaniem "Liberation" to najlepszy dowód, że polityka bywa czasem moralna. Zieloni jako jedyni we francuskiej kampanii mówili o temacie tych wyborów, czyli o sprawach europejskich. Sukces Zielonych wynika być może także z tego, że Francuzi w ostatnich dwóch-trzech latach zaczęli o wiele większą wagę przywiązywać do kwestii ochrony środowiska.
Zdecydowanie przegrał też centrowy MoDem, zwykle trzecia partia francuskiej polityki.
Źródło: Gazeta Wyborcza