Jeśli tak jak kolejni ministrowie finansów tolerujesz co miesiąc deficyt budżetowy, który finansujesz kolejnymi pożyczkami - uważaj! Takie balansowanie na krawędzi może się źle skończyć. Jeśli powinie ci się noga i nie będziesz w stanie spłacać kredytów, nikt ci nie udzieli następnych. A dziura w budżecie będzie rosła coraz bardziej.
Dlatego postaraj się zbudować w domowym budżecie rezerwę, która przyda się w sytuacji awaryjnej albo będzie pierwszym etapem systematycznego budowania długoterminowych oszczędności. Jak pisaliśmy w poprzednich odcinkach cyklu "Warto oszczędzać", nawet niewielkie zaskórniaki gromadzone przez 20-30 lat urosną do kilkuset tysięcy złotych, zapewniając dodatkową emeryturę lub poduszkę finansową, która ułatwi spłatę zaciągniętych kredytów.
Jak więc poszukać tych zaskórniaków? Na początek ustal, na czym stoisz, sprawdź, czy twój domowy budżet jest dobrze skrojony.
1. Prześwietl wydatki
Gdyby ktoś cię spytał, jaką część dochodów wydajesz na żywność, paliwo do samochodu albo rozrywki (kino, restauracje), to czy potrafiłbyś to oszacować, przynajmniej z grubsza? Jeśli nie, to weź kartkę, zrób tabelkę i przez kilka tygodni staraj się wpisywać do niej dzienne wydatki. Potem wszystko podlicz i sprawdź, na co tak naprawdę wydajesz pieniądze. Może się okazać, że niektóre wydatki (np. na restauracje) pochłaniają większą część budżetu, niż powinny. Na razie pomiń w swoich rachunkach stałe, comiesięczne rachunki i kredyty. O nich za chwilę.
2. Dobra podstawowe, dobra luksusowe
Wiesz już, na co rozchodzi ci się pensja? Podziel poszczególne rubryki tabelki na dwie części. Do pierwszej wpisz to, bez czego nie mógłbyś się obyć: oczywiście żywność, odzież, transport (bilet miesięczny na pociąg lub autobus), leki. Do drugiej części wpisz to, co można uznać za dobra luksusowe: książki, kino, teatr, wycieczki weekendowe, wizyty w barze sushi, dyskoteki itp. Sprawdź, jaką części budżetu stanowią wydatki podstawowe, a jaką - luksusowe. Im więcej jest tych ostatnich, tym większe masz szanse wygospodarować jakieś zaskórniaki.
3. Przetestuj elastyczność budżetu
Wiesz już, ile wydajesz "na życie" i na co dokładnie idą te pieniądze. Teraz czas włączyć do podsumowania stałe rachunki - czynsz, ratę kredytu hipotecznego, opłaty za telefony, telewizję kablową, gaz i prąd. Ile tego w sumie jest? Jeśli stałe wydatki są wyższe od tych na życie - to źle. Twój budżet jest mało elastyczny, mało odporny na wstrząsy. Powinieneś coś z tym zrobić. Sprawdź, czy niektóre z comiesięcznych rachunków mógłbyś zredukować. Jak to zrobić? Patrz poniżej.
4. Ustal, czy nie zjadają cię kredyty
Jeśli w comiesięcznych wydatkach dużą rolę odgrywają raty kredytów (nie tylko hipotecznego, ale także gotówkowych lub na samochód albo spłaty kart kredytowych), porównaj ich łączną wysokość z comiesięcznymi dochodami. W dobrze skrojonym budżecie raty kredytów nie powinny przekraczać 30 proc. dochodów. Jeśli sięgają 50 proc. budżetu lub więcej - powinieneś iść do doradców finansowych albo do banku i zapytać o kredyt konsolidacyjny lub możliwość zamiany np. drogiej karty kredytowej na tańszy debet w koncie osobistym. Na dłuższą metę życie z takim garbem kredytów może być niebezpieczne.
Źródło: Gazeta Wyborcza