Usługi banków są coraz droższe. W górę idą opłaty za prowadzenie rachunku, za wyciągi, za karty debetowe. Ale koszt prowadzenia konta można zredukować do kilku złotych miesięcznie, a czasem nawet do zera.
Konto internetowe - gratis
Przede wszystkim trzeba wybrać dobry rachunek, najlepiej internetowy. Za eKonto w mBanku ani za konto Direct w ING Banku Śląskim nie zapłacisz ani grosza. Bank Pekao wprowadził ostatnio bezpłatne Eurokonto Net. Minus jest taki, że zgromadzone na nich pieniądze nie pracują, bo te rachunki nie są oprocentowane. To znaczy, że nasze oszczędności nadgryza inflacja. Dlatego nadwyżki finansowe warto przechowywać na lokacie lub rachunku oszczędnościowym.
Stała pensja - i też konto gratis
Banki nagradzają klientów za regularne wpływy na konto. Standardowa opłata za MultiKonto Active w MultiBanku wynosi 9,5 zł miesięcznie, ale bank zwalania z niej, jeśli na konto wpływa co najmniej 2,5 tys. zł. Millennium kasuję opłatę za podstawowe konto osobiste, jeśli wpływa na nie całe wynagrodzenie, min. 1,5 tys. zł.
W kasie drożej
Chociaż banki od dwóch lat na potęgę rozbudowywały sieć oddziałów, to teraz robią, co mogą, żeby zniechęcić do korzystania z nich. Drakońskimi opłatami "karzą" tych, którzy chcą wykonywać przelewy u pani w okienku. Po czerwcowych podwyżkach Raiffeisen Bank liczy sobie za przelew w placówce prawie 10 zł, a ING - 9 zł. Natomiast przelew zlecany w placówce PKO BP kosztuje 5 zł.
- Placówka ma być docelowo miejscem, w którym klient otrzymuje informacje na temat bardziej skomplikowanych produktów kredytowych i inwestycyjnych - tłumaczy Brunon Bartkiewicz, prezes Banku ING. Wyjaśnia, że praca doradców jest dla banku zbyt droga, aby wykonywali proste, wręcz mechaniczne czynności operacyjne.
Przelewy najlepiej więc wykonywać samodzielnie przez internet. W mBanku, ING, Polbanku i BGŻ przelewy internetowe są bezpłatne. Bank Pekao też chwali się, że przelewy internetowe jego klientów nic nie kosztują, ale... muszą zapłacić za SMS-owe kody do autoryzowania transakcji. 20 gr sztuka - niewiele, wobec blisko 10 zł, które trzeba zapłacić za przelew w placówce. Natomiast PKO BP liczy sobie za każdy przelew internetowy 50 gr.
Uważaj na bankomaty
Przede wszystkim trzeba sprawdzić, z których bankomatów można wypłacać pieniądze bez dodatkowych prowizji. A są one niemałe: za wypłacenie 200 zł w "obcym" bankomacie ING i PKO BP zainkasują z kont klientów po 6 zł, a mBanku i Polbanku - po 5 zł. Większość banków, obok własnych bankomatów, pozwala klientom bezpłatnie korzystać z sieci niezależnych, takich jak Cash4You, Euronet (chociaż opłaty za wypłaty z maszyn Euronetu wprowadziło Millennium) oraz BZ WBK.
Michał Macierzyński, analityk portalu Bankier.pl, zwraca jednak uwagę na to, że najłatwiej zaoszczędzić tym klientom, którzy są otwarci na nowe technologie i mieszkają w dużych miastach. Dlaczego? - Chociażby dlatego, że w mniejszych miejscowościach po prostu nie wszystkie banki mają bezpłatne bankomaty. Albo nie wszyscy mają swobodny dostęp do internetu - wylicza. Macierzyński wskazuje też, że fala podwyżek najbardziej dotknie osoby starsze przywiązane do tradycyjnej obsługi. - Wielu klientów chodzi nie do banku X czy Y, tylko do zaufanej pani Basi albo pani Ani. I niewielu z nich zdaje sobie sprawę z tego, ile za te spotkania płacą.
Źródło: Gazeta Wyborcza