http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Euroscepcja europarlamentu

Dominika Pszczółkowska, Bruksela
2009-06-07, ostatnia aktualizacja 2009-06-08 09:27

Bardziej skrajny, bardziej antyeuropejski, ale też bardziej polski - taki może być nowy Parlament Europejski


Fot. PHILIPPE WOJAZER AP
Fot. Ronald Zak AP Bułgarski prezydent Georgi Pyrwanow
Fot. AP
Bułgarski prezydent Georgi Pyrwanow
Głosowanie we Francji
Fot. ASCENSION TORRENT AP
Głosowanie we Francji
Głosowanie w Niemczech - Angela Merkel
Fot. Gero Breloer AP
Głosowanie w Niemczech - Angela Merkel
375 mln obywateli Unii wybrało od czwartku do niedzieli swoich 736 reprezentantów do strasburskiego parlamentu. Gdy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", ostateczne wyniki nie były jeszcze znane. Dane dotyczące frekwencji i pierwsze sondaże wskazywały jednak jasno, że obywatele nie są zachwyceni tym, co dzieje się w Europie.

Przede wszystkim nie udali się tłumnie do urn - według szacunków frekwencja wyniosła zaledwie 43,2 proc., najmniej w historii. - To jednoznacznie zły rezultat. Frekwencja wzrosła tylko w kilku krajach, m.in. w Danii, która przy okazji przeprowadzała ważne referendum na temat równości płci w dostępie do tronu - komentuje profesor Richard Sinnott z University College w Dublinie. Mniej wyborców niż przed pięciu laty zagłosowało m.in. we Francji, w Niemczech, we Włoszech, na Litwie.

W siłę rosną partie nacjonalistyczne i antyeuropejskie. W Holandii drugą pod względem popularności partią okazało się ugrupowanie Geerta Wildersa (17 proc.), który uważa, że Unia zbyt dużo Holendrów kosztuje, że powinna być tylko wielką strefą wolnego handlu, a Rumunów i Bułgarów należałoby z niej wyrzucić.

W Austrii zyskały trzy eurosceptyczne partie prawicowe i skrajnie prawicowe. W sumie - według sondażu telewizji ORF 2 - zdobyły ponad 36 proc. głosów, czyli o kilkanaście procent więcej niż przed pięciu laty (wygrali chadecy z 29,7 proc., przed socjaldemokratami z 23,8 proc.).

Duńska Partia Ludowa, która prowadziła kampanię pod hasłem "Oddajcie nam Danię", więcej niż podwoiła swoje poparcie - do 15 proc. (tu wygrała socjaldemokracja z 21,8 proc., przed liberałami z 21 proc.). W Finlandii 10 proc. poparcia zdobyli Prawdziwi Finowie, których pięć lat temu praktycznie nie było, na Węgrzech 8 proc. - skrajnie prawicowy Jobbik.

To wszystko ugrupowania skrajne, które z pewnością nie będą rządzić w europarlamencie. Największą grupą mieli pozostać chadecy, którzy zwyciężyli m.in. we Francji, w Niemczech, we Włoszech, w Hiszpanii, Polsce (PO i PSL) i na Węgrzech, gdzie Fidesz zdobył aż 67 proc. poparcia (rządzący socjaliści - 19 proc.).

Popularność ekstremistów to jednak poważny sygnał ostrzegawczy. Pokazuje, że wielu Europejczyków w obliczu kryzysu najchętniej zamknęłoby się w swoich krajach, nie wpuszczało obcych i nie pomagało sobie nawzajem. - Teraz wszystko będzie zależało od tego, czy największe partie będą ze sobą współpracować, czy też, obawiając się kolejnych politycznych strat w swoich krajach, zaczną rywalizować ze skrajnymi, jeśli chodzi o populizm. To już się dzieje np. w Holandii - mówi "Gazecie" prof. Ricardo Perissich z rzymskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Wpływ eurosceptyków lub najwyżej eurorealistów będzie tym większy, że brytyjscy konserwatyści zamierzają utworzyć nową grupę z polskim PiS i czeskim ODS. Dotychczas musieli hamować swoje eurosceptyczne zapędy, bo zasiadali w proeuropejskiej grupie chadeków.

Grupa będzie zapewne liczyć kilkudziesięciu posłów. ODS miał według sondaży niespodziewanie wygrać wybory w Czechach z blisko 30-proc. poparciem. Tysiące wyborców było tam oburzonych na socjaldemokratów (mieli dostać ok. 25 proc.), że obalili rząd ODS w połowie czeskiej prezydencji w UE, ośmieszając kraj. Ich przywódca Jirzi Paroubek często obrzucany był na wiecach jajami.

To, co dzieje się w Wielkiej Brytanii, jest kluczowe nie tylko dla niej samej, lecz całej UE. Było oczywiste, że wybory przegra rządząca Partia Pracy, a wygrają konserwatyści. Od rozmiarów katastrofy laburzystów zależało, czy premier Gordon Brown utrzyma się u władzy, czy też laburzyści zmuszeni będą rozpisać wcześniejsze wybory. To mogłoby się zakończyć nawet referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Konserwatyści obiecali je, jeśli dojdą do władzy, a traktat nie będzie jeszcze ratyfikowany we wszystkich krajach.

Losy traktatu zależały też od wyniku w Irlandii. Sondaże powyborcze wskazywały, że mandatu nie zdobędzie żaden kandydat antytraktatowego Libertasu, nawet przywódca grupy Declan Ganley. Libertas miał też ponieść w całej Europie spektakularną porażkę i zdobyć tylko kilka mandatów, np. we Francji.

Mimo tych ponurych wiadomości z wielu krajów Europy Polacy mogli mieć nadzieję, że nowy parlament nie będzie wyglądał dla nas źle. PO i PSL z pewnością zwiększą swój stan posiadania w największej grupie chadeków. Wielu analityków wskazuje, że to może być kluczowa zmiana - po raz pierwszy posłowie z nowych krajów będą się liczyć w dużej grupie w PE. Skutkiem mogą być większe wpływy, a także stanowisko szefa europarlamentu dla Jerzego Buzka.

To ostatnie było uzależnione także od tego, jak poradzą sobie Włosi Silvia Berlusconiego, którzy wystawili kontrkandydata Maria Mauro. Mogli okazać się największą lub drugą po Niemcach grupą narodową wśród chadeków, co bardzo zwiększałoby ich szanse. - Ale jeśli dobrze to rozegracie, to wasz kandydat ma szansę. Myślę, że jakieś stanowisko musi przypaść komuś z nowych krajów - mówi prof. Perissich.

Partia Berlusconiego Dom Ludu miała dostać od 39 do 43 proc. głosów, opozycyjna Partia Demokratyczna - od 27 do 31 proc., a ksenofobiczna Liga Północna - aż 10,5 proc.

W Niemczech wybory potraktowano przede wszystkim jako test przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu. Sondaże wskazywały, że CDU/CSU z 39,2 proc. pozostanie największą partią, lecz straci kilku z 49 europosłów. Klęskę - największą w historii - poniosła SPD (20,7 proc.). Zieloni dostali 11,6 proc., a liberałowie - 11,1 proc.

We Francji zdecydowanie zwyciężyła UMP prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, zdobywając według sondażu 28 proc. poparcia. To katastrofa dla socjalistów, którzy dostali tylko 17,5 proc.

W Hiszpanii rządzący socjaliści premiera Jose Luisa Zapatero otrzymali 38,6 proc., a opozycyjna Partia Ludowa - 42 proc. Europosła będzie też miała szwedzka Partia Piratów. Z 7,4 proc. jest trzecią siłą w kraju - po socjaldemokracji (25 proc.) i konserwatystach (18,5 proc.).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':