- Czy inwestowanie przez polityka w rajach podatkowych jest etyczne? - pytał poseł PiS Tadeusz Cymański, gdy okazało się, że Janusz Palikot dostawał pożyczki z anonimowych spółek zarejestrowanych na Cyprze i Luksemburgu.
Poseł PO bronił się, że prawa nie złamał, ale przeciwnicy trefnisia z PO już czują aferalny zapaszek: - Robi interesy w rajach? Ma coś do ukrycia.
Kilka tygodni wcześniej stocznie w Gdyni i Szczecinie kupiła spółka zarejestrowana na Antylach Holenderskich, jednej z największych pralni pieniędzy na świecie. Za tajemniczym inwestorem kryje się ponoć kapitał z Kataru, ale nikt nie jest w stanie tego potwierdzić. Politycy trochę ponarzekali, że nie wiadomo, kto kupuje nasze stocznie, ale o etykę nikt nie pytał, nikt nie wzywał do unieważnienia transakcji, nie wysyłał zawiadomienia do prokuratury.
Wszyscy się cieszą, że ktoś - choćby nawet na Antylach Holenderskich - chce kupić tonące stocznie.
Dwuznaczny stosunek do rajów podatkowych mają zresztą politycy na całym świecie.
W kwietniu przywódcy G20, najpotężniejszych krajów świata, zapowiedzieli, że raje zostaną ukrócone. Kraje na "czarnej liście" miały się znaleźć się pod potężnym naciskiem. Na razie niewiele z tego wynikło.
A w rajach podatkowych na całym świecie ulokowanych może być nawet 6 bln dol. - podaje miesięcznik "Businessweek".
Krótka historia raju Pierwsza była Szwajcaria. Już w okresie międzywojennym oferowała sekretne konta bankowe. Popyt na raj zwiększył się po wojnie, gdy na całym Zachodzie podatki rosły jak bambusowe pędy - w
USA podatek dochodowy sięgnął 70 proc. Do Szwajcarii i Liechtensteinu dołączyły karaibskie wyspy, które zdobywały autonomię - Kajmany, Bermudy, Antyle Holenderskie, Bahamy. W Europie rajami zostały Gibraltar, Cypr oraz małe brytyjskie wysepki na kanale La Manche.
Boom zaczął się w latach 80. Na wielką skalę zaczęły z nich korzystać wielkie korporacje, banki inwestycyjne oraz najbogatsi Amerykanie. Unikanie podatków stało się modne.
"Chciwość jest dobra" - mawiał Gordon Gekko, bohater "Wall Street", kultowego filmu z tamtych czasów.
Lata 90. przyniosły globalizację rynków finansowych, a wraz nią - rajów podatkowych.
Amerykańskie korporacje założyły dziesiątki tysięcy spółek w niemal wszystkich rajach. Według General Accounting Office - amerykańskiego odpowiednika Najwyższej Izby Kontroli - bank Citigroup ma aż 427 spółek w rajach podatkowych, Morgan Stanley - 273, Bank of America - 115, News Corp., czyli medialny holding Ruperta Murdocha - 152, PepsiCo - 70. Największym wzięciem cieszą się Kajmany i Wyspy Dziewicze. "Siedzibę" ma tam aż pół miliona firm. Na Kajmanach mieszka 50 tys. ludzi, na Wyspach Dziewiczych - 22 tys.
Ciągnie dusza do raju także tych, którzy dorobili się na upadku "realnego socjalizmu". Rosyjscy i ukraińscy oligarchowie i mafiosi upodobali sobie Cypr, który stał się ich wielką pralnią pieniędzy.
O Polakach słychać niewiele. Jan Kulczyk prowadzi interesy przy pomocy zarejestrowanej w Austrii fundacji. Naddunajski kraj nie jest klasycznym rajem, ale podobnie jak Szwajcaria rygorystycznie przestrzega tajemnicy bankowej. Monako wybrał ekstenisista, a dziś biznesmen i kolekcjoner sztuki Wojciech Fibak oraz Sobiesław Zasada, szef przedstawicielstwa Mercedesa na Polskę.
Ile raj kosztuje W internecie bez trudu można znaleźć kancelarie prawne i firmy doradcze (także międzynarodowe) oferujące pomoc w lokowaniu pieniędzy w rajach podatkowych. Z cennika jednej z nich:
- opłata za założenie tzw. spółki offshore waha się w zależności od raju od 650 euro (Seszele) do 2500 euro (Cypr)
- roczne opłaty - 300 - 900 euro, czasami nieco ponad 1000
- wynajęcie dyrektora 400 euro rocznie