Nie jest dobrze. Niewielu z nas wybiera się do lokali wyborczych. "Zaufanie do Unii mamy rekordowe, a frekwencję niziutką. Ten akurat paradoks nie przynosi nam chluby, raczej świadczy o braku pomyślunku lub obywatelskim lenistwie" -
napisał na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" Piotr Pacewicz. Tymczasem udział w wyborach jest niezwykle ważny, bo "wiadomo z psychologii, że nie tylko poglądy kształtują nasze czyny, ale także czyny kształtują poglądy. Jak Polak zagłosuje, to się będzie potem interesował, czy mu głosu nie zmarnowali. I poczuje się bardziej Europejczykiem". Trzeba go tylko przekonać.
W "Gazecie Wyborczej"
próbują więc dokonać cudu:
Waldemar Kuczyński, publicysta: "25 lat temu byłem emigrantem, gościem Republiki Francuskiej. Pisałem u progu wyborów do Parlamentu Europejskiego, zazdroszcząc ich Francuzom i marząc, byśmy i my, Polacy, wschodni Europejczycy uwięzieni za murem berlińskim, kiedyś do nich poszli. To marzenie bardzo wielu z nas - niewyobrażalne wtedy - spełniło się! Nie spieprzmy go, szanowni Rodacy, zostając 7 czerwca w domach!".
Artur Barciś, aktor: "Kto zostanie w domu, to zgodnie z zasadą, że nieobecni nie mają głosu, nie powinien mieć później pretensji. No, chyba, że zacznie narzekać na samego siebie. Tylko, że to już nie jest naszą narodową cechą".
Na łamach "Rzeczpospolitej"
namawia prezydent Lech Kaczyński: "Dzisiaj znów jest pora działania, moment decyzji. (...) Móc głosować dla Europy to wielka zdobycz Polaków"
W "Polsce. Dzienniku Zachodnim"
przekonuje Adam Daszczyński, publicysta: "Właśnie zakończyliśmy huczne obchody pierwszych prawie wolnych wyborów. Dzięki temu, że wtedy poszliśmy wybierać, teraz możemy mówić (i pisać) to, co myślimy. Więc warto chodzić i wrzucać warto".
Co poza wyborami?
"Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że być może amerykańskie rakiety Patriot pojawią się w Polsce jeszcze w tym roku. Skąd ten tryb przypuszczający? Chodzi o drobiazg - podatek VAT. W Polsce, wraz z Patriotami będzie stacjonować około 120 żołnierzy amerykańskich. Będą u nas kupować towary i usługi. Amerykanie chcą być z VAT zwolnieni, tak jak się to dzieje w innych krajach, w których są amerykańskie wojska. My zaś chcemy, by nasi goście byli traktowani tak samo jak Polacy - czytamy w tekście "Patrioty w tym roku".
Papież
Benedykt XVI upraszcza kościelne procedury -
donosi "Gazeta Wyborcza".
Kościół nie prowadzi statystyk ilu księży żyje w konkubinatach, albo zawiera małżeństwa cywilne. Z badań socjologa, prof. Józefa Baniaka wynika, że w stałych związkach z kobietami żyje około 12 proc. duchownych katolickich. Do tej pory na księdza, który nie przestrzegał celibatu, biskupi albo przełożeni zakonni mogli nakładać tzw. karę suspensy. Nie mógł on sprawować sakramentów, ale formalnie nadal pozostawał kapłanem. Nie można było nic zrobić, dopóki taki ksiądz sam nie poprosił o zwolnienie ze stanu kapłańskiego. Teraz duchowni, którzy od dłuższego czasu nie żyją w celibacie, będą mogli być wydaleni z kapłaństwa przez biskupów. Jednocześnie dyspensa znosi wszelkie kary. Eksksiądz jest zwolniony z obowiązków kapłańskich, może też zawrzeć sakrament małżeństwa. A jeśli miał dzieci, zostaną one zalegalizowane.
A skoro jesteśmy przy sprawach sercowych, warto sięgnąć po "Rzeczpospolitą", w której znajdziemy
portret niezwykłego kapucyna, o. Ksawerego Knotza. Nazwano go twórcą katolickiej Kamasutry, kościelnym Starowiczem, a jego książka "Seks, jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga" zyskała rozgłos na całym świecie. Kim jest zakonnik, który doradza małżeństwom w sprawach życia seksualnego? Otóż seks nigdy nie był w jego domu tematem tabu. Gdy miał 5 lat, dostał od rodziców w prezencie węgierską książeczkę. Na obrazkach były kogut i kurka, piesek i suczka, mężczyzna i kobieta. I małe kurczaki, pieski i dzieci. Uproszczony, dostosowany do możliwości percepcji kilkuletniego umysłu, proces rozrodczy. - Dzięki temu wcześnie wiedziałem, skąd się biorą dzieci, i nie zadawałem pytań - wyjaśnia. Gdy podrósł, edukacja przeniosła się na poziom książki "Co każdy chłopak wiedzieć powinien". - Świerszczyków pod łóżkiem nie było - zapewnia.
"Rzeczpospolita" zastanawia się także nad liczbą 6 028 000 - to oficjalna liczba polskich strat osobowych, którą można było znaleźć w każdej peerelowskiej encyklopedii i książce poświęconej II wojnie światowej. Wszystko wskazuje na to, że wymyślił ją zaraz po wojnie... Jakub Berman. 17 grudnia 1946 roku szef Biura Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów Jerzy Osiecki przedstawił mu trudności statystyków i demografów dotyczące ustalenia liczby polskich obywateli zabitych podczas wojny. Berman, pełniący wówczas funkcję podsekretarza stanu w Prezydium Rady Ministrów, rozwiał te wątpliwości w dość bezceremonialny sposób. "Ustalić liczbę zabitych na 6 mln ludzi" - brzmiała dyrektywa komunistycznego dygnitarza. Ilu obywateli II Rzeczypospolitej zginęło więc podczas II wojny światowej? - Tego nikt nie wie. Liczba ta może spaść do 4,5 miliona, ale równie dobrze może podskoczyć do 7 - 8 milionów.
IPN i Ośrodek "Karta" zamierzają wydać opracowanie, w którym najlepsi polscy specjaliści spróbują oszacować straty wojenne naszego kraju. Co się stanie, gdy się okaże, że liczba ofiar była w rzeczywistości znacznie mniejsza? Pewnie politycy zamkną IPN.
Na koniec wieści z mojego śląskiego podwórka. W czwartek w południe z centrum Katowic wypuściliśmy 10 tys. balonów, które zabrały ze sobą "kapsuły czasu", czyli opis tego, jak 20 lat temu upadał komunizm. Prosiliśmy znalazców ulotek o kontakt mailowy z katowicką redakcją "Gazety Wyborczej". Wierzyliśmy, że balony polecą daleko i nie zawiedliśmy się. Naszym sprzymierzeńcem był silny wiatr, który pognał je na wschód. Nietypowe przesyłki lądowały w lasach, na osiedlach i w ogrodach. Przez cały piątek otrzymywaliśmy e-maile od znalazców. Jeden z balonów został odnaleziony w Jelnej koło Leżajska. To prawie 240 km od Katowic! Inny wylądował pod Stalową Wolą. Niejednemu znalazcy przesyłki zakręciła się ze wzruszenia łza w oku. mamy na to dowody w postaci listów, jakie otrzymaliśmy. Jednak jest nadzieja. Jeśli autorytety nie przekonają Polaków, by korzystali z wywalczonej wolności i poszli na wybory, być może sprawi to balon?