Gazeta "Wriemia Nowostiej", która w czwartek jako pierwsza zauważyła skandaliczne wywody wojskowego historyka, napisała wczoraj, że resort obrony zdjął ze swojej strony internetowej artykuł dowodzący, że to nierozsądne stanowisko Warszawy, która w roku 1939 nie chciała spełnić "umiarkowanych" i "uzasadnionych" żądań Hitlera, zmusiło
Niemcy do wojny.
Dziennik cytuje też wypowiedź Aleksandra Babakowa, wicemarszałka Dumy. Jego zdaniem Kowalow usprawiedliwiając żądania Hitlera domagającego się od Polski korytarza i Gdańska, popełnił rzecz niedopuszczalną: "Roszczenia Niemiec wobec Polski były tylko pretekstem do okupacji tego kraju. Polacy to jeden z najbardziej znękanych w czasie wojny narodów" - przypomniał wicemarszałek Dumy.
Dziennik "Wiedomosti" uznał publikację na stronie ministerstwa obrony za "bluźnierstwo wobec narodu, który w latach wojny stracił 6 mln ludzi, czyli 15 proc. ludności". Jako na przyczynę pojawienia się skandalicznego tekstu gazeta wskazuje politykę historyczną władz Rosji. Jej przejawem jest choćby niedawne powołanie prezydenckiej komisji do walki z próbami fałszowania historii na niekorzyść Rosji: "Publikacja jeszcze raz pokazuje, jak niebezpieczne są próby upolitycznienia ostrych problemów niedawnej przeszłości, tworzenia kolejnej świeckiej religii na bazie kultu historii" - czytamy w komentarzu redakcyjnym na pierwszej stronie "Wiedomostii".
W podobnym tonie pisze "Niezawisimaja Gazieta": "Zamiast przyznać stypendia na badania, otworzyć archiwa wojskowe, udostępnić dokumenty w internecie i wydać je w dużych nakładach, władze rosyjskie wkroczyły na drogę ustawowego zatwierdzania historii".
Kowalowa i ministerstwo obrony skrytykowały też ostro inne gazety, w tym wielkonakładowe "Moskowskij Komsomolec" i "Komsomolskaja Prawda". Szef sztabu generalnego gen. armii Nikołaj Makarow oświadczył wczoraj, że wywody Kowalowa nie są stanowiskiem ministerstwa obrony.