O kolejnej książce nominowanej do nagrody historycznej im. Kazimierza Moczarskiego Podczas inauguracji niemieckiego sądownictwa w Generalnym Gubernatorstwie - kadłubowym skrawku ziem polskich, które w 1939 r. ani nie zostały wcielone do Rzeszy, ani wchłonięte przez ZSRR - gubernator Frank powiedział jasno, jak sobie wyobraża rządy prawa na tym obszarze: "należy zbudować kolonialny system prawny". Ludność polska miała żyć w przeświadczeniu o dominacji sądownictwa niemieckiego nad polskim - i mieć "więcej zaufania do niemieckiego niż do polskiego sędziego".
Tak powstał unikalny, podwójny, polsko-niemiecki system prawny. Jego początki i ewolucję zrekonstruował Andrzej Wrzyszcz, historyk prawa z lubelskiego UMCS. Za suchym językiem jego książki odnajdziemy poruszające studium mechanizmów totalitarnego sądownictwa - połączenia biurokracji godnej nowoczesnego państwa z całkowitym brakiem poszanowania dla sprawiedliwości.
"Tryb postępowania przed policyjnymi sądami doraźnymi był bardzo uproszczony - pisze Wrzyszcz o jednym z ważniejszych typów sądów w G.G. - Konieczne było pisemne stwierdzenie nazwisk sędziów, skazanego i świadków, a także daty: wydania i wykonania wyroku. (...) Ewentualny sprawca czynu nazywany jest skazanym, a nie oskarżonym".
Karę śmierci wymierzano prawie za wszystko, nawet za nielegalny ubój zwierząt. Według rozporządzenia z 2 października 1943 r. - "O zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w G.G." - wykonywana natychmiast kara śmierci groziła za wszelkie uchybienia "ustawom, rozporządzeniom, zarządzeniom i dyspozycjom władz okupacyjnych, popełnione z zamiarem utrudniania lub przeszkadzania w niemieckim dziele odbudowy". W lutym 1944 r. wprowadzono karę śmierci dla tych, którzy naruszą rozporządzenie policyjne o używaniu samochodów osobowych i motocykli w Warszawie...
Nic dziwnego, że szef SS Himmler musiał wydać okólnik zakazujący mianowania prawników przewodniczącymi sądów policyjnych, bo - pisze Wrzyszcz - zgodnie z panującą wśród władców III Rzeszy opinią byli zbyt przywiązani do poszanowania formalnych zasad prawa.
Było to, mimo wszystko, bezprawie uregulowane przepisami. Wrzyszcz drobiazgowo - opierając się na imponujących badaniach archiwalnych - rekonstruuje system sądownictwa w G.G., gdzie obok siebie funkcjonowały sądy niemieckie i polskie, a inne prawa obowiązywały Niemców, Polaków i Żydów. Prawo polskie było nadal w mocy, o ile nie wchodziło w kolizję z niemieckim, które zawsze miało pierwszeństwo.
Pracowali także sędziowie polscy - każdy musiał podpisać deklarację lojalności wobec okupanta (uznaną za wymuszoną, a więc nieważną, przez polskie państwo podziemne). Mieli bardzo ograniczone kompetencje. Nie mogli np. zawieszać wyroków ani przesłuchiwać Niemców. Sądownictwo administracyjne po prostu zniesiono: decyzje niemieckiej administracji były niezaskarżalne.
W sprawach dotyczących Żydów rezygnowano często nawet z pozorów rozprawy. W 1942 r. sądom wystarczało zeznanie do protokołu albo "wypowiedź służbowa" niemieckiego funkcjonariusza. Wrzyszcz streszcza prowadzoną latem 1942 r. dyskusję niemieckich prawników - czy karać śmiercią osoby udzielające pomocy Żydom w sytuacji, w której Żyd "opuścił miejsce pracy w domu znajdującym się poza gettem i w tym samym budynku żebrał". Odpowiedź brzmiała: karać. Wkrótce
Niemcy przestali się zajmować takimi kwestiami - wątpliwości co do przepisów odnoszących się do Żydów zalecono rozstrzygać poprzez odwołanie się do "zdrowego poczucia narodowego".
Lektura tej książki wzbudza w czytelniku narastające uczucie zgrozy. Dokumentuje bowiem całkowity upadek wypracowywanych przez stulecia w świecie zachodnim ideałów prawa i sprawiedliwości.