Chodzi o sondaże przed niedzielnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Od kilku dni codziennie są świeże wyniki. Widz telewizji publicznej nie ma o nich zielonego pojęcia. Bo w
TVP obowiązuje całkowity zakaz ich publikacji. Dotyczy programów informacyjnych, publicystycznych i całej TVP Info.
To precedens. W wolnej Polsce, po 1989 r. jeszcze nigdy tak nie było, by media cenzurowały informacje o tym, jakie wyniki wyborów prognozują sondaże. Na całym świecie w toku kampanii wyborczej żyją nimi wszystkie media.
Zakaz "góry" Skąd ten zakaz? - Sondaże pokazują inną rzeczywistość niż ta, którą chce wykreować TVP - mówi "Gazecie" reporter "Wiadomości". - My musimy eksponować Libertas, pokazywać, że jest alternatywą dla PO i
PiS.
A wedle sondaży wygra PO, z dużą przewagą nad PiS,
SLD-UP i
PSL. A Libertas? Balansuje wokół 1 procenta.
Dlaczego TVP pomaga Libertasowi? Bo prezes TVP
Piotr Farfał jest związany z narodową prawicą, która ubiega się o miejsca w Parlamencie Europejskim startując właśnie z list Libertasu.
Zakaz jest nieoficjalny. - Na piśmie nikt nie odważył się zatwierdzić cenzury - tłumaczą dziennikarze.
- To skąd wiecie, że tak jest? - pytam.
- Przekazują nam to wydawcy, że tak sobie życzy "góra". "Góra" to szef "Wiadomości" Jan Piński i prezes Farfał. Tłumaczą, że niby sondaże są niewiarygodne, niemiarodajne i wprowadzają opinię publiczną w błąd.
- To sprytne, że nie ma nic na piśmie - mówi nam inny reporter "Wiadomości". I przypomina przypadek zawieszonego do czasu wyborów programu "Forum". Miał się w nim ukazać właśnie przedwyborczy sondaż. Prezes TVP oficjalnie tego nie zakazał, ale by się sondaż nie ukazał program zawiesił.
Tak więc z sondaży w "Wiadomościach" można podawać tylko ... prognozowaną frekwencję.
Prześledziliśmy główne wydania "Wiadomości" z ostatnich dni. O sondażach nic. Za to o Libertasie - wiele.
"Wiadomości" dwoją się i troją, by wypromować Libertas Np. 1 czerwca, w poniedziałek "Wiadomości" poinformowały, że "kandydaci dwoją się i troją, by przekonać do siebie jak najwięcej wyborców. Konferencja goni konferencję. Nikt już nie zważa na słowa, bo liczy się efekt".
Rzeczywiście, że "liczy się efekt" widać w "Wiadomościach". Informacje o Libertasie otwierają blok materiałów wyborczych informacją, że szef Libertasu Declan Ganley nie jest zwolennikiem Traktatu Lizbońskiego (wbrew temu, co rzekomo twierdzi Jarosław Kaczyński).
2 czerwca, wtorek. "Wiadomości" pytają: "Czy potrafimy korzystać z wolności, jak tylko 36 proc. deklaruje, że pójdzie na wybory? Tym razem informacje o Libertasie na drugim miejscu. Artur Zawisza (Libertas) skrytykował "zły polityczny sojusz PiS z brytyjskimi konserwatystami, których lider chciał więcej gejów na listach swojej partii, a sam z przyjemnością, jak powiedział, uczestniczył w ceremonii homoseksualnej".
3 czerwca, środa. "Wiadomości": "Kto nie zdecydował się jeszcze na kogo głosować, ma jeszcze czas". Aż się prosi, by tu podać widzowi, jak chcą zagłosować, ci, co już się zdecydowali. - Ale nie można ani słowem napomknąć o sondażu. Zakaz to zakaz - mówi dziennikarz "Wiadomości".
I od razu najważniejsza informacja kampanijna dnia: Ganley odwiedził Warszawę i "podziękował Polsce za obalenie komunizmu".
- Tracimy wiarygodność każdego dnia - mówią dziennikarze TVP - a przecież kodeks etyki dziennikarskiej TVP mówi że dziennikarz powinien być wolny od nacisków, w tym politycznych.
A co by było, gdybyście mimo to sondaż puścili? - pytam reporterów najważniejszego dziennika telewizji publicznej.
- Wyrzuciliby nas.
- Przecież ten zakaz oczywista cenzura. władze TVP musiałyby się do niej przyznać.
- Zawsze się znajdzie jakiś pretekst. Zanim byśmy to udowodnili przed sądem, pracy już byśmy nie mieli!
Zapytaliśmy TVP, dlaczego stacja nie publikuje żadnych przedwyborczych sondaży. I czyja to decyzja? I czy jest na piśmie.
Odpowiedzi brak.