Gref to zajęty człowiek i nie wiadomo czy Pawlakowi udało się umówić z nim spotkanie. - Niewykluczone, że będzie okazja do rozmowy - stwierdził enigmatycznie nasz wicepremier. A jeśli Gref znajdzie dla Pawlaka czas, to "być może będzie klimat do tego, by porozmawiać już o konkretnych zamiarach i przedsięwzięciach dotyczących nowych inwestorów w firmie Opel w grupie General Motors Europe"- to kolejny cytat z naszego ministra gospodarki.
German Gref - minister rozwoju gospodarczego od 2000 r. był architektem liberalnych reform pierwszej kadencji Putina. To on, wspólnie z ministrem finansów Aleksiejem Kudrinem, wprowadzał nowoczesny kodeks podatkowy, w tym podatek liniowy, ułatwienia w działalności gospodarczej i ściągał zagraniczne inwestycje. Osiągnął ogromny sukces - przez ostatnie lata rosły wpływy z podatków, coraz więcej Rosjan zakładało swoje własne firmy, rekordy biły także zagraniczne inwestycje.
Gref jest człowiekiem znanym i popularnym na Zachodzie, zwłaszcza w Niemczech. Nie ma w tym nic dziwnego - w końcu jest potomkiem niemieckiej rodziny, która przyjechała do Rosji za chlebem w 1913 r. W 1941 rodzina została wysiedlona do zabitej dechami dziury Panfiłowo w Kazachstanie. Tam też urodził się młody German Oskarowicz.
Kilka tygodni temu pisałem: "W polskiej publicystyce, a co gorsza także w polskiej polityce, reformatorzy ekipy Putina są nieobecni. Nie ma żadnego pomysłu na zainteresowanie tych ludzi Polską, na próby ustanowienia jakiejś współpracy. Nie ma wśród nich nikogo, kogo można by uznać za przyjaciela Warszawy, kogoś, który by znał i lubił nasz kraj. Nieumiejętność zdobycia przyjaciół wśród młodych rosyjskich reformatorów to porażka naszej dyplomacji, naszych polityków, ale także dziennikarzy piszących o Rosji. Jest to zaniechanie, za które będziemy płacić bardzo słono. Nasze firmy będą zarabiać na współpracy z Rosją skromne miliony angażując się w miniaturowe inwestycje, podczas gdy niemieckie, włoskie, fińskie - zyskają miliardy". (
Czytaj tu cały tekst)
Kiedy te słowa ukazały się na wyborcza.pl, nie sądziłem nawet, że skutki tego zaniechania wyjdą aż tak szybko. Ale pierwszym dowodem jest właśnie przejęcie
Opla przez konsorcjum, w którym najważniejszym udziałowcem jest rosyjski Sbierbank. Podejrzewam, że
Angela Merkel czy niemiecki minister finansów Peter Steinbrueck nie muszą łapać Grefa za rękaw na forum. Po prostu do niego dzwonią. Dlaczego nikt w Polsce nie ma telefonu do szefa największego rosyjskiego banku, a wcześniej ministra gospodarki? Dlaczego żaden polski polityk nie uznał wcześniej za potrzebne, aby się z nim zaznajomić? Można to było zrobić np. w Davos, Gref bywa tam co roku.
Nie twierdzę, że dzięki temu Gref obiecałby: - Waldek, niet probliemy, fabryka w Gliwicach będzie istnieć. Ale byłaby szansa przynajmniej na szczerą o niej rozmowę. Podejrzewam, że nawet jeśli na forum w Petersburgu Gref, który nie należy do ludzi specjalnie wylewnych, znajdzie czas dla Pawlaka, to zbędzie go ogólnikami.
Egzaminowani niedawno w "Gazecie" przez Jacka Pawlickiego polscy eurodeputowani - Dariusz Rosati (Centrolewica), Jacek Saryusz-Wolski (PO) i Konrad Szymański (
PiS) odpowiadali m.in. na pytanie: czy Rosja jest strategicznym partnerem, czy strategicznym problemem UE? Wszyscy jak jeden mąż odpowiedzieli, że strategicznym problemem. Ba, stwierdzili nawet, ze polski punkt widzenia na Rosję jest coraz lepiej przyjmowany w UE.
Los Opla pokazuje, że to raczej my mamy problem. W naszej politykach jest wciąż zbyt wiele chciejstwa, a za mało realizmu.