http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wolność to nie raj

Adam Leszczyński rozmawia z Joanną Szczepkowską
2009-06-04, ostatnia aktualizacja 2009-06-04 11:50

Joanna Szczepkowska
Joanna Szczepkowska
Fot. Łukasz Giza/AG

Dołączyliśmy do wszystkich problemów, jakie mają ludzie w wolnym świecie. A wolny świat nie jest rajem - mówi Joanna Szczepkowska

ZOBACZ TAKŻE
Adam Leszczyński: O 4 czerwca 1989 r. powiedziała pani 20 lat temu w telewizji, że tego dnia skończył się w Polsce komunizm. Jak dziś by pani wytłumaczyła młodemu człowiekowi, który tych czasów nie pamięta, co się właściwie skończyło? Bo mam wrażenie, że oni mają niespójne wyobrażenie PRL: z jednej strony to mroczny totalitarny ustrój, gdzie SB ludzi mordowała w piwnicach, z drugiej - kraj absurdu i groteski z filmów Barei.

Joanna Szczepkowska: Komuna, w odróżnieniu od wojny, nie da się wytłumaczyć jednym zdaniem. Nie da się nawet całą książką.

W czasie wojny - albo okupacji - słyszy się na ulicy obcy język okupanta. Widzi się obce wojska. Człowiek jest cały czas narażony na śmierć.

W komunie nie dało się tego odczuć. Mało tego wielu ludzi w ogóle nie zdążyło zauważyć swojego zniewolenia. Wielu do dziś - nawet ci, którzy żyli w czasie komuny - w ogóle nie wie, czym złego była komuna.

To tak jak w bajce Krasickiego: jak ptak jest wychowany w klatce, ma bardzo mały wybór i pewne poczucie bezpieczeństwa. Może mieć wrażenie, że jest mu lepiej niż ptakowi, który żyje na otwartej przestrzeni, ale w każdej chwili może go złapać jastrząb.

Dodam - i to pewnie będzie bliżej Barei - że moje pokolenie mniej więcej 60 proc. życia spędziło w kolejkach przed pustymi witrynami. W świadomości, że być może niczego nie dostaniemy. Z własnym przyzwoleniem.

Komuna, najkrócej, to była zależność. 4 czerwca, kiedy pokazano prawdziwe wyniki wyborów, w których wzięła także udział opozycja, zaczęła się demokracja. Przedtem to było niemożliwe.

Mówi pani, że komuny nie da się opisać jedną książką, ale napisała pani o niej książkę.

- Nie twierdzę, że opisałam komunizm w całości. Napisałam ją specjalnie po to, żeby młodzi ludzie mogli poczuć zapach tej komuny. Opisałam ją od strony kogoś, kto nie uważa, że miał przez to ciężkie dzieciństwo, nieudaną młodość czy zablokowaną karierę. Chociaż przez całe życie brak niezależności wisiał nad moim życiem.

Pani cały czas myślała, że żyje w świecie nienormalnym?

- Bez przerwy. Jako dziecko - dużo miejsca poświęcam w swojej książce dzieciństwu - myślałam, że taki jest po prostu świat dorosłych. Że jest w nim prawda oficjalna w szkole (która jest kłamstwem) i druga, nieoficjalna, w domu. Do pewnego czasu myślałam, że tak jest na całym świecie - że życie dorosłych jest zamaskowane, schizofreniczne. Jest domem wariatów.

Potem się dowiedziałam, że nie wszędzie tak jest.

Nie ma pani sentymentu wobec PRL?

- Ani trochę. Uważam, że te wszystkie trudności i niesprawiedliwości, które spotykają ludzi w świecie po 1989 r., że te dzisiejsze prawa dżungli i przegrane - to przejaw brutalnego, normalnego świata. Dołączyliśmy do wszystkich problemów, jakie mają ludzie w wolnym świecie. A wolny świat nie jest rajem.

Coś w nas zostało po komunizmie?

- Nieufność do państwa. My się w niej pławimy. Człowiek, który mówi, że jest zadowolony z państwa, z rządu, jest eliminowany towarzysko i skazany na samotność.

Znam warszawskiego taksówkarza, który - jak jeździ po mieście - pokazuje, jakie piękne domy wyrosły i jakie są wspaniałe sklepy. Powiedział mi, że nie ma żadnych kolegów. Uważają go za wariata.

Mamy też pewną pokorę w sklepach. Do dziś, jak wchodzę do sklepu, mówię: "Przepraszam, czy jest dżem"?

Za co tu przepraszać?!

- To taki nawyk... Pamiętam ciągle, że osoba za ladą ma władzę. Podejrzewam, że chowa coś pod ladą. Myślę, że towar wystawiony to tylko jedna czwarta tego, co w sklepie naprawdę jest. To mi po prostu zostało.

Mimo wszystko jestem bardzo dumna ze swojego pokolenia. Znalazło się w tej rzeczywistości błyskawicznie. Od 1989 r. imponująco szybko zaczęły powstawać małe firmy, rezultaty najprzeróżniejszych pomysłów i marzeń . Tylko jeszcze przez cały czas nie rozumiemy, że praca to jest coś, co się traci i zyskuje. Nie jest dana na całe życie. Chcemy, żeby państwo gwarantowało ciągłość pracy, nie umiemy jeszcze przestawiać się na różne tory. Przynajmniej moje pokolenie.

Nowe pokolenie jest inne?

- Zupełnie inne, ale cierpi na tym, że zostało wychowane przez rodziców, którzy ciągle jeszcze szukają swojego miejsca. Mało jest stabilnych domów, stabilnych rodzin. Młodzież jest czasem doradcami własnych rodziców, lepiej porusza się w tej rzeczywistości, ale ma też małe poczucie bezpieczeństwa. Ale kiedy to pokolenie dojdzie do władzy, znikną nasze obciążenia. I to jest to, na co czekamy.

Joanna Szczepkowska - aktorka, właśnie ukazała się jej książka "4 czerwca"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy