Uroczystości w Sejmie i Senacie były pomyślane jako święto 20. rocznicy upadku komunizmu, ale i początek europejskiego święta demokracji, bo - jak przypomniał marszałek Senatu
Bogdan Borusewicz - komunizm został rozbity 4 czerwca 1989 r. kartką do głosowania.
W budynku parlamentu została zorganizowana wystawa "Polska droga do wolności 1980-1989". W uroczystości uczestniczyli byli prezydenci Lech Wałęsa,
Aleksander Kwaśniewski, premier Tadeusz Mazowiecki oraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego
Hans-Gert Pöttering. Ponadto działacze demokratyczni i byli prezydenci: Vytautas Landsbergis z Litwy, Żelju Żelew z Bułgarii, obrońca praw człowieka z Rosji Siergiej Kowaliow i przedstawiciele 24 parlamentów europejskich.
Podczas otwarcia wystawy rozbrzmiały "Mury" Jacka Kaczmarskiego, a marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przypomniał, że w Polsce modliliśmy się, by mury padły, i w końcu padł ten najważniejszy mur - mur berliński. Joanna Szczepkowska, która przed dwudziestu laty w telewizji obwieściła: "Proszę państwa, 4 czerwca w Polsce skończył się komunizm", wczoraj zmodyfikowała swoją ówczesną wypowiedź: "Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku polskie społeczeństwo dzięki swojej sile ducha rozpoczęło upadek komunizmu w Europie".
Sesja Sejmu bez prezydenta i premiera W otwarciu wystawy uczestniczył premier Donald Tusk, który przywitał się z uczestnikami, ale następnie - przypominając, że dziś wita uczestników spotkania Grupy Wyszehradzkiej w Krakowie - nie uczestniczył w sejmowej sesji, której wraz z Komorowskim przewodniczył marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. W chwili gdy na sali plenarnej zebrani oglądali film "Polska droga do wolności", w Sejmie niespodziewanie na kilka minut pojawił się prezydent Lech Kaczyński. Obejrzał wystawę i wyszedł.
- Mam inne plany, jutro będę w Gdańsku. Spór w polityce jest rzeczą normalną. Natomiast sposób jego prowadzenia za pomocą pana posła Palikota, marszałka Niesiołowskiego przekracza granice tego, co jest w demokracji dopuszczalne - powiedział dziennikarzom. Prezydent, jak tłumaczyli jego urzędnicy, wyjechał do Nowego Sącza, gdzie razem z kandydatem PiS w eurowyborach Pawłem Kowalem spotykał się z mieszkańcami.
- Pojawili się byli prezydenci, a obecny był nieobecny - skwitował sytuację zaskoczony marszałek Komorowski.
- Albo mamy obchody, albo mamy spory - mówił z kolei prezydent Aleksander Kwaśniewski. On z kolei wysunął zastrzeżenie, że nie zaproszono gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który był pierwszym prezydentem III RP.
Nikt nie dawał nam szansy Uczestnicy posiedzenia najgoręcej przyjęli Lecha Wałęsę. - Wielcy tego świata mówili nam, że nie mamy szans, Polska mogła odzyskać niepodległość tylko w wyniku konfliktu nuklearnego, ale nam się udało - wspominał. Wałęsa przypomniał rolę
papieża Jana Pawła II, dzięki któremu przeciwnicy komunizmu "się policzyli". W jego opinii 4 czerwca to dobra data na obchody, ale jego zdaniem komunizm upadł 31 sierpnia, gdy komunistyczna władza podpisała porozumienia w Stoczni Gdańskiej.
- Wtedy społeczeństwo powiedziało "nie" - stwierdził. Wezwał współczesnych polityków, aby utrzymać jedność europejską, solidarność i sprawiedliwość.
Tadeusz Mazowiecki wspominając sierpień 1989 roku, gdy stanął przed izbą jako premier, przypomniał, że w ostatniej chwili do exposé dopisał zdanie: "Niech Bóg nam dopomoże", bo słowo "Bóg" po okresie komunizmu było wyrazem wolności w tej sali. Przyznał, że Polacy mają kłopoty z zagospodarowaniem wolności. - Ale mamy prawo do dumy, mamy prawo do święta - zakończył.
- Fundamentalne znaczenie ma to, że przemiany zaczęły się w Polsce, że tutaj odbyły się pierwsze częściowo wolne wybory 4 czerwca 1989 roku, i Polska mogła kroczyć swoją drogą demokracji - stwierdził Hans-Gert Pöttering. - Dzięki temu narody zaczęły realizować swoje nadzieje i marzenia - stwierdził.
Po południu w Zamku Królewskim rozpoczęła się sesja naukowa "Solidarność i upadek komunizmu" zorganizowana przez Europejskie Centrum Solidarności.