- Jak tu wszystko zaniedbane! Jak można było doprowadzić fabrykę do takiego stanu! Zmienili ją w śmietnik! - dziwił się
Władimir Putin, zwiedzając unieruchomioną kilka miesięcy temu cementownię.
W Pikałowie nie pracują też dwa pozostałe duże zakłady - huta aluminium i wytwórnia potasu. Mieszkańcy miasta nie mają pracy, od jesieni nie dostają poborów. Nie działa miejska kotłownia. Budżet miasta pusty, bo nie ma komu płacić podatków. Ludzie buntują się więc i wiecują. We wtorek na siedem godzin zablokowali ważną szosę Petersburg - Wołogda.
Premier, przyjechawszy do Pikałowa, kazał natychmiast, "jeszcze dziś" wypłacić załogom nieczynnych fabryk wszystkie zaległe pensje. - Nie można dopuścić, by tysiące ludzi stały się zakładnikami ambicji i chciwości biznesu - oburzał się premier, zapowiadając, że jeśli właściciele fabryk w Pikałowie ich nie uruchomią, zakłady "zostaną uruchomione bez ich udziału".
Putin potwierdził w ten sposób, że zamknięte zakłady mogą zostać znacjonalizowane. Projekt ustawy w tej sprawie w środę wniosła do Dumy kremlowska partia Jedna
Rosja. Właścicielem fabryk w Pikałowie jest bliski Kremlowi oligarcha i magnat aluminiowy Oleg Deripaska, do niedawna najbogatszy Rosjanin. Kiedy zaczął się kryzys i jego biznes popadł w tarapaty, władze wsparły go kredytami w wysokości 4,6 mld dol.