- Prezydent Kwaśniewski kiedyś mnie zaczepił: Proszę pana, patrząc teraz na ludzi z "Solidarności", to, na miłość boską, zastanawia mnie, jak to się stało, że wyście z nami wygrali?
Ironia?
- Nie, żal. Na zasadzie, że lepiej przegrać z mądrym, niż z głupim znaleźć. Pocieszyłem go. Ich, panie prezydencie - powiedziałem - wtedy jeszcze w "Solidarności" nie było.
Uśmiechnął się. I żeby nie było mu za miło, dodałem: dlatego sobie z wami poradziliśmy.
Niektórzy chyba byli.
- Jeśli - to w 18. rzędzie. Dostali w prezencie legendę "Solidarności" i teraz modlą się, by znaleźć jakiegoś haka na Wałęsę, Frasyniuka czy Bujaka. Nie rozumiem ich cynizmu.
Zbyszek - pytam Bujaka - dlaczego nie prostujesz kłamstw, dlaczego kompletnie się usunąłeś. A on: Władek, nie chce mi się, mam dość. Też się na tym łapię. Chętnie pojadę na spotkanie z młodzieżą, ale nie chce mi się iść tam, gdzie wstanie jakiś straszny mieszczanin i powie, że przy Okrągłym Stole zdradziłem "Solidarność". Józek Pinior mi mówi: Nie słuchaj ich, Władek, oni są po prostu głupi. Więc tłumaczę sobie: szkoda mego czasu, lepiej pouczę się czegoś, by nadrobić stracony czas w więzieniach. Ale czasami język mnie świerzbi, żeby napyskować. Idę do telewizji, wychodzę i zły jestem na siebie, że po co poszedłem, przecież oni organizują walki psów i nawet nie słuchają, co mam do powiedzenia. A mnie zapraszają wyłącznie dlatego, że dla nich Frasyniuk jest barwny, bo powie coś ostro i podniesie im oglądalność.
Narazisz się dziennikarzom.
- A nie widzisz, że to oni wylansowali Leppera, a teraz lansują jakiegoś Guzikiewicza? Że ważniejszy jest dla nich Palikot, mówiący o małpeczkach, Brodziński o krzesłach w Brukseli czy spór o alimenty Dorna z Kaczyńskim niż poważne teksty Hausnera? To jest nasza porażka. Dziennikarze naprawdę powinni się zastanowić, czy sensacja jest warta gry. Panie Władku - ktoś mi powiedział - po co panu brać udział w podwórkowych zawodach, pan jest mistrzem olimpijskim.
Więcej - narodowym bohaterem.
- A wiesz (śmiech), przez kogo to wszystko? Przez Michnika.
No przestań.
- Ależ tak. Pamiętasz, jak w grudniu 1983 roku Michnik uwalił pomysł Kiszczaka pobłogosławiony przez Episkopat, by nas wyrzucić z Polski.
Opowiedz.
- Siedziałem wtedy w Barczewie. Miałem wyrok, sześć lat. Wiesz, co to za więzienie? Dla morderców. Zamknęli mnie na oddziale, gdzie siedzieli szefowie więziennej mafii.
Na dzień dobry zostałem bardzo pobity przez klawiszy. Parę godzin później przyszedł naczelnik z całą plejadą. Kierownik penitencjarny mówi: - Frasyniuk, nie bądź, kurwa, taki cwaniak, myślisz, że jesteś gwiazda filmowa? My tu mamy bardziej znanych od ciebie. - Tak? - pytam - a kogo? Ericha Kocha. Tego skurwysyna, faszystę? Nieźle. Erich Koch miał wtedy ze 100 lat.
Niecałe 90.
- Też nieźle. Wychodzę po trzech dniach na spacerniak, w oknie stoi jakiś starzec, woła: - Frasyniuk, kurwa, "Solidarność" kaput. Co to za frajer? - pytam więźnia, który miał 15 lat odsiadki. Erich Koch - mówi. W parę tygodni później jest zadyma, uczestniczę w niej. Znowu pobili mnie i wrzucili na dechy. Wychodzę na spacerniak, sam, bo z izolatki, słoneczko, ciepło, rozciągam się, tu boli, tam mięśnie mam naderwane. W oknie znowu siedzi Erich Koch. Mówi: - Frasyniuk, jak oni cię nie zabić, komuna kaput. Prorocze słowa. Ale wtedy pomyślałem: dobre pruskie myślenie, pragmatyczne. Jak ciebie nie zabiją, to ty ich zabijesz.
Nagle w więzieniu w Barczewie zgromadzono w jednej celi dziwny skład: Słowik, Kropiwnicki, Bałuka, trzech z KPN-u i Bednarz. Pamiętasz Piotrka?
Źródło: Duży Format