Szwagier przed dwudziestu laty / Generował same straty / Dziś ma w oczach dziwne błyski / Generuje zyski Nie miałem na myśli swojego szwagra, tylko tych wszystkich, którzy pracując w gospodarce socjalistycznej, przynosili straty. Do ich stanowisk pracy, do tego, co wyprodukowali, państwo musiało dopłacać. A w kapitalizmie, wykonując tę samą aktywność, wypracowują zysk!
Na moim podwórku to się zresztą ostatnio odwróciło. Od dyrekcji szpitala dostajemy alarmujące informacje, że nasz oddział przynosi same straty. A my wiemy, że nie da się wykonać większego "obrotu pacjentami", i tak wypisujemy ludzi najszybciej, jak się da. Dotyczy to nie tylko neurologii, ale całego szpitala. To widoczny znak, że w służbie zdrowia pozostały mechanizmy socjalistyczne.
Sąsiad szmuglem się zajmował / Bał się pisma, szeptów, słowa / Albo chętnie chwiał się w bramie / Robi dziś w reklamie Przypomniała mi się historia osób, które za PRL drukowały podziemne gazetki, a w III RP przejęły billboardy miejskie w Warszawie. Kiedyś zajmowali się słowem w ukryciu, ich gazetki też czytało się w ukryciu. A teraz swoim przekazem walą po oczach.
Opowiadał mi o nich Jacek Kleyff, który sam zresztą świadomie nie wyszedł z "podziemia". Ciągle jest pod prąd, bo to artysta poszukujący, dlatego odrzuca komercję. Ale to kwestia wyboru artystycznego, a nie przymusu ustrojowego.
Jeden z drugim z aparatu / Wuj kuzynom, żona bratu / Podleczyli swoje ranki / Założyli banki To oczywiste nawiązanie do grubej kreski i późniejszego uwłaszczenia nomenklatury. To zgrzyt w tej laurce na dwudziestolecie, ale nie mogłem go pominąć. Czy można było temu zapobiec? Nie wiem. Wiem, że do zmiany ustroju zabrali się ludzie, którym zależało na Polsce, pierwszy rząd tworzyli
Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz. Nie byłoby na miejscu, gdyby teraz
Kuba Sienkiewicz wymądrzał się, czy można było wtedy rządzić lepiej. Ale faktem jest, że dokonało się gładkie przejście komunistycznej nomenklatury do biznesu. Nie wszystko w III RP poszło idealnie.
Sołtys strzelił sobie plakat / Będzie piąta już kadencja / Co za szyk i jaka klasa / Elokwencja Ten utwór powstał z inspiracji Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, to dla nich włożyłem tego sołtysa. Prosili mnie, żeby pokazać, jak ważną zmianą w III RP jest przekazanie realnej władzy samorządom lokalnym. Sołtys wygląda śmiesznie, ale jest nasz, swojski. Martwi się pan, że on rządzi już piątą kadencję? Musi tak być, że ktoś w środowisku lokalnym zyskuje trwałe poparcie, a nie ciągle od lewa do prawa.
Czy coś w tym jest, czy nie ma nic / Gdzie naszych dwóch, tam zdania trzy / Każdy zobaczy, jak mu się widzi / Albo wyszydzi To refren, on ma nastrój balladowo-uroczysty. Chciałem, żeby piosenka dała odpór narzekaniom na III RP. Żeby widzieć nie tylko jej wady.
Mówi się, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania. Ja się nie dziwię, bo sam mam ze dwa i pół zdania na temat tych 20 lat. Pierwsze, że ciągle jest we mnie fanatyk przemian z 1989 roku. Drugie to rozczarowanie fazą dzikiego kapitalizmu. A pół trzeciego zdania, że nie umiem zaproponować takiej operacji na otwartym sercu czy mózgu, która by to uzdrowiła.
Trzecia miłość lat dwadzieścia / Niezła, chociaż nie ideał / Wdzięczy się do czwartej władzy / Coś jej sprzeda Czwarta władza to media, każdy się do nich wdzięczy, bo chce zaistnieć. Chociaż na naszych oczach dokonuje się demokratyzacja czwartej władzy. Siła oddziaływania internetu jest coraz większa. Może niedługo krótki film, który pojawi się w internecie, będzie miał moc przeciwstawienia się przekazowi tradycyjnych mediów.
Własny nowy mur dla głowy / Niezależny groch do ściany / Z parytetu, a nie z klucza / Lub z wymiany Choć runął mur, jakim otaczała nas komuna, okazuje się, że w wolnym kraju nadal istnieją pewne niemożności. Czegoś nie można zrobić, bo tradycja nie pozwala albo poprawność polityczna, albo lokalne układy.
Demokracja wyłania klasę polityczną, która jawi się jako nieskuteczna. Mam paru znajomych, którzy po długim namyśle zdecydowali się wejść w politykę lokalną, wystartowali w wyborach samorządowych i zostali radnymi. I doznali zawodu - że nie umieją wejść w koalicje, współpracować z tymi, którzy rządzili już wcześniej, i tkwią w jakichś układach. Ja dawałem swoją twarz jednej opcji politycznej - Unii Demokratycznej, potem Unii Wolności, która z ugrupowania rządzącego stała się partią kanapową. Bo, na szczęście, nie przedstawiała wyborcom prostych rozwiązań. Zawsze widziała drugą stronę, racje oponentów, potrzebę namysłu. Okazało się, że w polityce nie ma miejsca na wahania. Tak się muru nie przebije.
Mało kto pamiętać będzie / O co w ogóle nam chodziło / Żeby tak się szarpać długo / Co zmieniło Młode pokolenie coraz mniej docenia "podziemie", "styropian", "martyrologię". Ja miałem tu na myśli jeszcze coś innego - jak dużym wysiłkiem było tworzenie nawyków demokratycznych jeszcze za komuny, w czasach pierwszej "Solidarności". Pamiętam z NZS-u burzliwe dyskusje, którym się przysłuchiwałem. Włączyć mi się nie udawało, bo miałem za słaby refleks.