Incydent wydarzył się tuż po uroczystym odsłonięciu zdroju ulicznego w centrum Łodzi. Do prezydenta podszedł mężczyzna i głośno zarzucił mu promowanie Żydów, zaniedbywanie miasta i częste wizyty w Izraelu. Jerzy Kropiwnicki podał mężczyźnie kubek wody ze zdroju i kazał odejść. Ten wylał mu wodę pod nogi. Wtedy prezydent zaczął krzyczeć na strażnika miejskiego: - Do k... nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma! Przestraszony funkcjonariusz próbował tłumaczyć się, przepraszać, na co prezydent zareagował: - Gdzie masz, ch..., czapkę? - zacytował prezydenta "Express Ilustrowany".
Prezydent Kropiwnicki wysłał list do redaktora naczelnego „Expressu”. W liście przyznał, że zbeształ strażnika, zapewnia jednak, że nie nazwał go „ch....”. „Nie sądzę, bym nazwał strażnika »ch... «, jak sugeruje autor notatki. Zacytowane przez niego zdanie miało brzmieć: »Gdzie, ch..., masz czapkę?! «. A ponieważ twierdzi, iż wokół pracowały mikrofony i dyktafony, to proszę o przyjęcie następującej umowy: jeśli dysponuje on takim nagraniem, to ja przeproszę strażnika publicznie na waszych łamach - bo w żadnym przypadku takimi słowami człowieka poniżać nie wolno. Jeśli zaś takich nagrań nie macie, to p. redaktor na waszych łamach przeprosi mnie” - proponuje układ prezydent.
O zachowaniu Kropiwnickiego mówiło wczoraj całe miasto. Strażnicy musieli znosić żarty, ale też przyjmowali wyrazy solidarności i pozdrowienia dla zruganego kolegi. Od rana krąży po Łodzi SMS: "Cytat miesiąca: Gdzie masz, ch..., czapkę - Jerzy Kropiwnicki, prezydent miasta Łodzi. Podaj dalej".
Prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające, czy Kropiwnicki znieważył funkcjonariusza na służbie. - W oparciu o to, co napisał "Express", prokuratura Łódź-Śródmieście sprawdza, czy są podstawy do wszczęcia postępowania - powiedział Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury.
Jeśli okaże się, że prezydent znieważył funkcjonariusza na służbie, może mu grozić grzywna, kara ograniczenia wolności albo nawet pozbawienie wolności do roku.
Źródło: Gazeta Wyborcza