http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosja gotowa na bunt

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2009-06-03, ostatnia aktualizacja 2009-06-02 18:45

Mając dość bezrobocia i nędzy, mieszkańcy Pikałowa w obwodzie leningradzkim po raz kolejny wyszli na ulice i zablokowali ważną szosę. - Ten przykład może być zaraźliwy - ostrzega ekspert Jewgienij Gontmacher, bo już 47 proc. Rosjan jest gotowych na podobne protesty

Władimir Putin na szczycie NATO, kwiecień 2008
Fot. PIERRE HOUNSFIELD AP
Władimir Putin na szczycie NATO, kwiecień 2008
25-tysięczne Pikałowo to typowe "monomiasto", jak w Rosji nazywa się miejscowości zbudowane przy jednej fabryce czy kilku zakładach tej samej branży.

Tu praca jest czy też raczej do nadejścia kryzysu była tylko w hucie aluminium oraz współpracujących z nią cementowni i wytwórni sodu i potasu. Te trzy firmy utrzymywały miejską kotłownię i wodociągi. Ich podatki stanowiły większą część budżetu Pikałowa.

Od jesieni, kiedy na świecie skończył się popyt na aluminium, trzy miejscowe firmy nie pracują. Innego zajęcia na miejscu nie ma. W domach nie ma ogrzewania, ciepłej wody.

Bunt mieszkańców Pikałowa zaczął się w październiku, kiedy pierwszy raz wyszli na wiec, domagając się wypłacenia zaległych pensji. Potem wiecowali w lutym, żądając wypłat i włączenia ogrzewania w domach.

O miasteczku stało się głośno 20 maja. Wtedy tłum ludzi najpierw wiecował pod budynkiem merostwa, a potem przerwawszy podwójny kordon milicji i wyłamawszy drzwi wziął szturmem gmach.

Ludzie wyszli z merostwa po kilku godzinach, kiedy władze obwodu obiecały, że sfinansują zakup paliwa dla unieruchomionej kotłowni miejskiej i do mieszkań wróci ciepła woda.

Wczoraj około 8.30 mieszkańcy znowu zebrali się na wiec. Potem około 400 osób, skandując "Pracy! Pracy!", wyszło na szosę Sankt Petersburg - Wołogda. Na miejsce zaczęli ściągać ze wszystkich stron milicjanci i oddziału OMON-u, czyli milicyjnych sił specjalnych. Dowódcy zapowiedzieli jednak, że "ze względu na napiętą sytuację w mieście" nie użyją siły do odblokowania drogi.

Gubernator obwodu leningradzkiego Walerij Sierdiukow, próbował uspokoić manifestantów obietnicą przekazania "na potrzeby miasta" 1,5 mln rubli (ok. 150 tys. zł).

Ale protestujących nie przekonał. Do godz. 16 nie chcieli zejść z drogi. Czekali, bo ktoś im powiedział, że na miejscu zjawi się Władimir Putin, który akurat we wtorek był w Sankt Petersburgu na otwarciu nowej montowni nissana. Premier jednak nie przyjechał.

W końcu demonstranci rozeszli się, kiedy usłyszeli od przedstawicieli lokalnych władz, że Moskwa obiecała miastu pomoc finansową.

- To po prostu krzyk rozpaczy, żywiołowy bunt. Ludzie oskarżają wszystkich: rząd Rosji, władze obwodu. Nie wolno doprowadzać ludzi do takiego stanu - przestrzegał wczoraj deputowany regionalnego parlamentu Jurij Pachomowski.

Jakby na potwierdzenie jego słów na kominie miejscowej huty zawisł wczoraj rano napis: "Powstań Pikałowo!".



Rozmowa z

Jewgienijem Gontmacherem*

Wacław Radziwinowicz: Jeszcze jesienią w artykule "Nowoczerkask, scenariusz 2009" ostrzegał pan, że w czasie kryzysu może dojść do buntów społecznych w rosyjskich "monomiastach". Wtedy władze groziły dziennikowi "Wiedomosti", który wydrukował tekst, karami za "ekstremizm". Wydarzenia w Pikałowie pokazują, że racja była jednak po pańskiej stronie.

Jewgienij Gontmacher: Jeśli chce pan spytać, czy mam satysfakcję, bo moje na wierzchu, to od razu powiem, że nie. Sytuacja jest zbyt poważna.

Pikałowo nie jest wyjątkiem?

- Jest, obawiam się, tylko przykładem dla innych. Takimi jak ono "monomiastami", żyjącymi z jednej fabryki czy kilku fabryk jednej branży, usiana jest cała Rosja. Mamy ich w kraju około setki. Teraz w kryzysie wiele tych fabryk, jedynych karmicielek miast, zaprzestało produkcji. Ludzie nie mają pracy, nie działają firmy komunalne, do lokalnego budżetu nie trafiają podatki. A często jest tak, że wokół umierającego "monomiasta" są tylko setki kilometrów pustki. Szans na pracę żadnych. Ludzie utkwili tam jak w pułapce.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':